Zrozumiałam, dlaczego kobiety tak łakną kasy i od jej posiadania uzależniają swój wybór męża. Pomijam kwestię poczucia bezpieczeństwa, bo to jest zależne nie tyle od stanu konta, co typu osobowości partnera – chodzi o nieustanną pogoń za podkreśleniem swojego statusu i utrzymaniem się w “elicie”.
Nauczyła mnie tego moja nastoletnia bratanica. Rzecz jasna, podczas robienia zakupów. Trzeba mieć to, to i tamto, taki dodatek i taką biżuterię, bo inaczej jesteś de mode. Broń Boże kupować coś na bazarze, nie: ma być metka! Brałam do ręki te ciuchy z metką i pusty śmiech mnie ogarniał, bo najcenniejszym i najmocniejszym elementem tego stroju była właśnie metka, reszta rozejdzie się po dwóch praniach. Ale najbardziej przerażające było stwierdzenie Młodej, że to nie ciuchy są źle skrojone, tylko ona ma fatalną figurę – zagotowałam. Nosz q_mać.
Dziewczę jest bardzo młode, figurę ma atrakcyjną, tyle, że uparła się nosić to, co wszyscy a nie to, co jest modne a przy okazji nie podkreślałoby wad jej figury (a każdy w końcu jakieś wady figury ma, taka Kate Moss ma potwornie krzywe nogi na ten przykład). I nie da sobie nic wytłumaczyć – oszpeci się w imię popisania przed koleżankami. I to chore myślenie: to ZE MNĄ jest problem, nie z tym kawałkiem szmaty, który można przyciąć i zszyć w dowolnej konfiguracji. Nie, to JA jestem winna, muszę katować swoje ciało, niszczyć je, zmuszać do noszenia niewygodnych rzeczy tylko po to, żeby dostać ten kawałek akceptacji, żeby mi ochłap miłości rzucili.
Wierzę głęboko, że kiedy dorośnie, zrozumie, że norma jest w niej i nie ma sie do niczego dopasowywać, ale odnaleźć swoją wewnętrzną normę/powołanie/ ideał siebie i realizować go, mając głęboko w swym kształtnym odwłoku to, co inni jej wmawiają. I wtedy stanie się atrakcyjna, bo to właśnie tak działa. Nieustannie żałuję, że sama tak późno to zrozumiałam, tracąc kilkanaście dobrych lat życia na pogoń za złudzeniami.






