Posty oznaczone jako ‘Michał Zioło OCSO’

h1

Do Jerozolimy

marzec 11, 2009

“Oto idziemy do Jerozolimy: tam Syn Człowieczy zostanie wydany arcykapłanom i uczonym w Piśmie. Oni skażą Go na śmierć i wydadzą Go poganom na wyszydzenie, ubiczowanie i ukrzyżowanie; a trzeciego dnia zmartwychwstanie”.  (Mt 20,18-19)

Ile razy słyszę czytanie z Niedzieli Palmowej o wjeździe do Jerozolimy budzi się we mnie “odruch św. Piotra”: “Panie, ale po co tak od razu o krzyżu, czemu nie pozwalasz się obwołać królem, przecież własnie tego pragną ludzie – nie słyszysz ich wołania?” Ludzki odruch starannie stymulowany szatańską odżywką: zatrzymać się o krok od przemiany w imię zachowania spokoju. 

Trudno zapanować nad pragnieniem ucieczki od cierpienia. Ale w tym przypadku ono nie jest bez sensu – ono jest po coś a dokładnie po to, żeby otrzymać jeszcze więcej. Grzech spowodował, że jedyna drogą do przemiany prowadzi przez wysiłek i ból. Czasem jest to ból rozłożony na dziesiątki lat (jak w przypadku mnichów – o. Michał Zioło mawia, że Bóg pracuje nad nimi lancetem), czasem jest to intesywniejsze, ale krótkie doświadczenie. Są też tacy, którzy wzrastają skokowo: przypomina to skomplikowaną operację, wielokrotnie powtarzaną, z okresami rekonwalescencji po każdym  zabiegu. Ilu ludzi tyle dróg, ale zawsze jest coś, co się inwestuje czyt. traci.

I w takim momencie, kiedy czuję ból, bo tracę,  powtarzam sobie ten fragment z psalmu 56:

“Ty zapisałeś moje życie tułacze; Ty przechowałeś  łzy moje w swoim bukłaku: < czyż nie są spisane w Twej księdze? > (…) Tobie oddam ofiary pochwalne, bo ocaliłeś moje życie od śmierci, abym chodził przed Bogiem w światłości życia.” (Ps 56,9.13b-14)

On czuwa nade mną. Nad każdym, kto o to poprosi.

h1

12 godzin w pociągu

lipiec 2, 2008

Ale czego sie nie robi dla wywiadu. Siedlce to urocze miasto, tylko tak daleko… Do czasu przejazdu należy oczywiście zaliczyc także czas postoju w wyniku uszkodzenia sieci trakcyjnej i ślimacze tempo na niektórych odcinkach wywołane remontami torów (cytat z konduktora: “To tak do 2012, będzie po Euro i wszystko będzie po staremu” tia…). Spotkanie i wywiad z biskupem siedleckim to była czysta przyjemność, nawet jeśli potem gnałam szaleńczym kłusem na dworzec PKP. Przed spóźnieniem uratowało mnie tylko opóźnienie pociągu. Ktokolwiek się za mnie modlił, robił to bardzo skutecznie :D

Na podróż wzięłam ze sobą książkę o. Michała Zioło “Jedyne znane zdjęcie Boga”. Zadziwające, jak zmienia się odczytanie tekstu po upływie czasu. Wychwytuję inne treści, odnajduję nowe sensy. Felietony wciąż mnie wciągają pozwalając widzeć w otaczającej mnie rzeczywistości niuanse, których zwykle nie dostrzegam. Rodzi się też we mnie poczucie, że wymuszam kontakt na autorze, którzy sam o tym nie wiedząc, stał się moim towarzyszem podróży i partnerem wewnętrznego dialogu.

h1

Czytelniano

kwiecień 3, 2008

Ku mojej radości pomimo tego, że zakończył się cykl listów do Lwa, we “W drodze” nadal ukazują się teksty o. Zioło OCSO. W najnowszym numerze miesięcznika ojciec pisze o męczeństwie, podobnie jak w tekście opublikowanym w kwartalniku. Temat podobny, ale widać też różnicę: wydana u nas homilia to rzecz sprzed kilku lat - burzące się wtedy młode wino, dziś spokojnie dzieli się swoją mocą (chociaż w przypadku Aiguebelle trzebaby pewnie było mówić raczej o nalewce :) ). W głowie mi dźwięczy zapamiętana z konferencji o. Michała fraza, że Bóg mnichów formuje za pomocą małego dłutka [hm... może to był pilnik? ;) ]. Nie tyle wielkich natchnień, objawień czy olśnień, co codziennego zderzania z innymi zakonnikami i osobistą słabością. Czytam teksty ojca i czasem mam wrażenie, że kątem oka widzę te delikatne, choć konsekwentne uderzenia Boga.

h1

Męki redakcyjne

grudzień 4, 2007

Redaguję właśnie tekst homilii o. Zioło.

Oj, oj… Boli… :(

Po pierwsze – trzeba przełożyć z polskiego na pisane, bo to jest tekst spisany z nagrania (biedni kaznodzieje – nie mogą być teraz pewni dnia ani godziny, kiedy ktoś wywlecze na światło dzienne ich nieociosane wypowiedzi… okropność… he, he).

Po drugie, mam wrażenie, że wiem, o co poecie chodziło w drugiej części homilii, ale przecież nie napiszę tego za niego (sam nie wyraził się zbyt jasno) – a jeśli nie do końca on myślał to, co myślę, że myślał? W końcu to nie ja podpisuję sie pod tą wypowiedzią. No i nie jestem w stanie podrobić stylu o. Michała. Do autora zwrócić się też nie mogę, gdyż jak wyjaśnił mi w mailu żyje we wspólnocie TZW. kontemplacyjnej. Kto wie, o co chodzi, to zrozumie, reszty nie chcę gorszyć lub odzierać z marzeń ;) Najistotniejsze, że te trzy literki oznaczają, że przyciskanie twórcy będzie przejawem sadyzmu wysokiej próby, nadto nieskutecznym.

A tekst jest mądry i świetnie się go czyta. Tyle, że jestem zmuszona do jego dramatycznego pocięcia i brak mi przez to puenty. Załamanie nerwowe ante portas!

Było tak, że pragnąc kontemplacji

pewien mnich udał się aż do Francji

Taśmy tylko zostały

zestaw całkiem niemały

przyda się przy gruntownej lustracji.

h1

Półsłodko

grudzień 1, 2007

Dzisiejszego wieczoru świat oświetla mi lampka białego wina. Zdobycznego – zajrzały do mnie znajome i świętowałyśmy koniec roku. Liturgicznego, rzecz jasna i chłodna. Jak węgierski muscat, który przyniosły. Od jutra na nowo zaczyna się cykl przeżywania tajemnicy Zbawienia, szczęśliwi, dla których to nowe wyzwanie a nie powrót do tego, co już było.

No i zaczną sie roraty :)

Samo to już wystarczyłoby, żeby nadać rzeczywistości półsłodki posmak, ale to nie koniec radości – właśnie dostałam maila od o. Michała Zioło OCSO, że zgadza się na publikację swojej homilii o męczeństwie w numerze kwartalnika o Duchu Świętym. Cieszę się bardzo – tekst ten poznałam kilka lat temu i wiele z zwartych w nim treści zapadło mi w serce, mam też nadzieję, że nie tylko tam wpadło, ale po drodze co nieco też zmieniło.

Autor zaczynał jako dominikanin, ale fascynacja trapistami, do której rękę (z piórem) przyłożył niejaki fr. Ludwik, szerzej znany jako Tomasz Merton OCSO, zaprowadziła go ostatecznie do cystersów ścisłej obserwancji. Należał do wspólnoty braci w Tibhirine (Algier), którzy zostali zamordowani przez islamskich ekstremistów. Ojciec Michał ocalał, bo w tym czasie był w Polsce i załatwiał ostatnie formalności dotyczące przejścia do trapistów. Można powiedzieć – OMC męczennik.

Respekt, jak mawiają Młodzi Zakapturzeni.

Świadek świadectwa, jak mawia redaktor naczelna eSPe.