Archiwa tagu: medytacje biblijne

Ciężary

Wczorajsza Ewangelia przypomniała mi jeden z najczęstszych zarzutów wobec księży, który pojawia się, kiedy ci próbują mówić o zasadach życia rodzinnego: “I wam, uczonym w Prawie, biada! Bo wkładacie na ludzi ciężary nie do uniesienia, a sami jednym palcem ciężarów tych nie dotykacie.” (Łk 11,46). Przyszli mi na myśl wtedy ci wszyscy chłopcy i młodzi mężczyźni, którzy do seminarium trafili z rodzin dysfunkcyjnych: oni nie musieli ciężarów życia rodzinnego dotykać – te ciężary zdążyły ich już przygnieść.

Wykorzystywani emocjonalnie przez swoje matki jako zastępczy partnerzy, katowani przez ojców przy obojetnym zachowaniu matek, słuchajacy przez ścianę krzyczących do siebie (bo trudno to nawet nazwać kłótnią) rodziców, wstydzący się pijanego ojca/matki/rodziców, chcący za wszelką cenę uciec z domowego sierocińca, bo przecież to miejsce nigdy tak naprawdę ich domem nie było.

I Bóg takich ludzi powołuje, co więcej – powołaniowcy mówią, że większość trafiających do nich kandydatów ma za sobą któreś z powyższych albo bardzo podobne doświadczenia. Dlaczego? Myślę, że ci ludzie a zwłaszcza ich doświadczenie, to skarb. Jak krzyż Jezusa stał się najcenniejszym drzewem świata a jego śmierć zwycięstwem, tak samo piekło dzieciństwa tych ludzi może być droga do życia: dla nich a przede wszystkim dla tych, którymi beda się zajmowac w przyszłości. Bo oni dobrze, do szpiku kości wiedzą, jakie są skutki i objawy niedojrzałości małżonków. Dobrze pamiętają konieczność bycia rodzicem swoich rodziców. Gorzką czkawką odbija im się rodzicielski egoizm.

Tylko trzeba ten wymiar krzyża rozpoznać i przyjąć. Trudno: trzeba znaleźć przewodnika i pozwolić się Bogu przeprowadzić raz jeszcze przez ciemną dolinę. Z całych się starając się Mu zaufać, choć właśnie zaufanie jest tym, co najtrudniejsze dla takich ludzi. Ale On nigdy nie rezygnuje z tych, którzy choć raz w życiu poprosili Go o wsparcie. Pozostaje wierny, “bo nie może się zaprzeć samego siebie.”


Betanki

Panie czy ci to obojętne, że MOJA siostra zostawiła MNIE przy usługiwaniu? Powiedz jej, żeby MI pomogła. (Łk 10, 40b)

Moja, mnie, mi… “Marto, Marto, troszczysz się i zabiegasz o wiele a potrzeba mało albo tylko jednego”.  Potrzeba rzeczy banalnej: dania wolności bycia sobą innym. Marta powołana do działania, dynamiczna, zdecydowana nie rozumie, że Maria może być wezwana do czego innego. Nie daje jej wolności do bycia wezwaną do czego innego. Maria dobrze rozpoznaje swoje powołanie, jest mu wierna i za to jej się obrywa od Marty.

Potrzeba tylko jednego – wierności Bożemu wezwaniu.

A przed Marta jest droga do spojrzenia poza wiernie wypełniane schematy: jedynie słuszne i prawdziwe. Wzorce są dobre, ale każdy z nas ma własny wzorzec doskonałości siebie. Przypominamy w tym trochę aniołów, z których każdy to osobny gatunek – każda z naszych dusz to osobny świat (że tak Małą Tereską podeprę mój jakże błyskotliwy wywód). Czemu tak czytam ten fragment? Bo Jan Ewangelista skrzętnie zapisuje, z subtelnym odcieniem zazdrości w kroju liter, że “Jezus miłował Martę i jej siostrę, i Łazarza”. Kochał ją, kochał dom w Betanii, tak po ludzku. Marta taka, jaka była, była dobra. Maria także, choć w inny sposób.


Uwierzyć w nawrócenie

Na forum Frondy po raz tysięczny oraz z powodu Tysięcznego a dokładnie pani Alicji T. wałkowany jest temat aborcji. Przy tej okazji pojawiła się kwestia tego, jak należy interpretować  V przykazanie i ogólnie skąd wiadomo, jaka interpretacja Prawa jest prawidłowa.  I dlaczego chrześcijańska. Skąd my to wiemy?

Z poniższego stwierdzenia św. Jana:

Co do was, to namaszczenie, które otrzymaliście od Niego, trwa w was i nie potrzebujecie pouczenia od nikogo, ponieważ Jego namaszczenie poucza was o wszystkim (1 J 2,27)

Namaszczenie , o którym tu pisze Jan, jest to Duch Święty. To On sprawia, że jesteśmy zdolni do poprawnej interpretacji Prawa, Jego światło pozwala nam rozsądzić, co jest wolą Boga a co nie. I żeby było ciekawiej, Duch sam wybiera na kim spocznie -w dzisiejszym pierwszym czytaniu Edad i Meldad próbują sie wykręcić od funkcji sędziowskiej we wspólnocie. Cóż, nie wyszło – zaczęli prorokować i tak. Tam, gdzie ich Duch zastał. Podobnie w dzisiejszej Ewangelii okazuje sie, że są ludzie poza gronem uczniów Jezusa, którzy mocą Jego imienia wyrzucają złe duchy.

Duch napełnia tych, których serca są czyste i otwarte. Bóg przychodzi do serc, które są Go głodne, nawet jeśli nie potrafią precyzyjnie nazwać swojego głodu. Nawet jeśli przed tym głodem uciekają.

I wtedy rodzi się trudność we wspólnocie – zawsze znajdzie się w niej dwojga imion Jozue Jan, który nie omieszka zaznaczyć, że “oni z nami nie chodzili” i zasugeruje uciszenie niewygodnych. To jest moment próby, z której zwycięsko wychodzą tylko prawdziwie pokorni, tacy jak Mojżesz i Jezus. Oni słuchają treści, nie skupiają się wyłącznie na formie czy osobie. Rozpoznają głos Ducha i idą za nim, nawet jeśli jest to głos lekarza, który przez kilkadziesiąt lat zajmował się in vitro a teraz z niego zrezygnował, czy głos dziennikarki, która była feminizującą i żyjącą swobodnie singielką a teraz promuje czystość.

Bóg przekracza nasze granice, On jest Jedynym, Który może to uczynić nie burząc ładu Wszechświata.


Kościół szepczących staruszek

Siada taka pani znienacka za twoimi plecami, szeleszcząc torebkami wyjmuje grzechoczący różaniec, po czym, wykonawszy znak krzyża, rozpoczyna recytację scenicznym szeptem ojczenaszów i zdrowaśmarii. I nawet wkurzyć się nie ma za bardzo jak, bo to jest szczera modlitwa, pełna zaangażowania. Mój znajomy mawiał o tych kobietach, że to Boże krety: ich modlitwa spulchnia glebę ludzkich serc, przeoruje rzeczywistość. Choć w sposób ukryty, to jednak skuteczny dodaje Kościołowi żywotności. Odnawia go, jak Judejczycy Światynię po powrocie z niewoli babilońskiej. Tę analogię widać najwyraźniej we wczorajszym czytaniu z Aggeusza:

 ”Tak mówi Pan Zastępów: Ten lud powiada: “Jeszcze nie nadszedł czas, aby odbudowywać dom Pański”. [Wówczas Pan skierował te słowa przez proroka Aggeusza]: Czy to jest czas stosowny dla was, by spoczywać w domach wyłożonych płytami, podczas gdy ten dom leży w gruzach? Teraz więc – tak mówi Pan Zastępów: Rozważcie tylko, jak się wam wiedzie! Siejecie wiele, lecz plon macie lichy; przyjmujecie pokarm, lecz nie ma go do sytości; pijecie, lecz nie gasicie pragnienia; okrywacie się, lecz się nie rozgrzewacie; ten, kto pracuje, aby zarobić, pracuje [odkładając] do dziurawego mieszka! Tak mówi Pan Zastępów: Wyjdźcie w góry i sprowadźcie drewno, a budujcie ten dom, bym sobie w nim upodobał i doznał czci – mówi Pan. Rozważcie tylko, jak się wam wiedzie!” (Ag 1,2-8)

 Ludzie dorośli często w pogoni i zaganianiu wokół siewu, zaspokajania swoich potrzeb – prawdziwych i wmówionych przez sprzedawców marzeń - i zarabiania na te potrzeby często gubią gdzieś duchowy wymiar życia. W najlepszym wypadku często spychaja go na margines, w zakres spraw, o których pomyślą jutro. Często jednak, kiedy w tej pogoni na chwilę utkną w korku, zaczynają słyszeć sceniczny szept w swojej głowie, delikatne szemranie poczucia, że mimo wszystko cos ich mija, że przecież ludzkie, prawdziwie ludzkie życie nie może się ograniczać do jedzenia, picia, spania i przedłużania gatunku. Często ten szept jest duchowym przedłużeniem kościelnych szeptów, o których pisałam na początku.

Przez nie Bóg mówi: daj mi własciwe, dobrze przygotowane miejsce w twoim sercu a będę ci błogosławił i z twojego życia zniknie nicująca twój żołądek nerwówka. Zatrzymaj się i zacznij odbudowywać swoje serce, które ma być Moją Świątynią. Przestań się bać, że czegoś ci zabraknie: beze Mnie będzie ci brakować wszystkiego, bo nie będziesz wierzył, że to naprawdę masz.


Usłyszało mi się

Gdy faryzeusze dowiedzieli się, że zamknął usta saduceuszom, zebrali się razem, a jeden z nich, uczony w Prawie, zapytał, wystawiając Go na próbę: Nauczycielu, które przykazanie w Prawie jest największe? On mu odpowiedział: Będziesz miłował Pana Boga swego całym swoim sercem, całą swoją duszą i całym swoim umysłem. To jest największe i pierwsze przykazanie. Drugie podobne jest do niego: Będziesz miłował swego bliźniego jak siebie samego. Na tych dwóch przykazaniach opiera się całe Prawo i Prorocy. (Mt 22,34-40)

Najpierw miłość do Boga, potem do ludzi a na końcu do siebie. I nie na odwrót, wbrew temu, co mówią psychologiczne poradniki. Czemu? Bo nikt sam siebie za włosy nie wyciągnie z bagna. Nie pokocham Boga, jeśli nie doświadczę wpierw Jego miłości, ale kiedy już pozwolę Mu siebie kochać, otworzą się przede mna przestrzenie czucia i rozumienia, których szerokości i głebokości nawet się nie spodziewam. Ale przede wszystkim zrozumiem co to znaczy, że jestem BOŻYM DZIECKIEM.

Wtedy jasne sie dla mnie stanie, co to znaczy, że inni ludzie, jako dzieci tego samego Boga, sa moimi braćmi, kochanymi przez Niego tak samo, jak ja jestem kochana/y. I ich pokocham, bo nie będę już od nich potrzebowac zaspokojenia wewnętrznego głodu miłości.

Wtedy jasne się dla mnie także stanie, że jako Boże dziecko mam nieskończoną wartość. I nikt juz nie zdoła mi odebrac poczucia mojej godności.


Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.

Join 425 other followers