Posty oznaczone jako ‘media’

h1

Klub Zapalaczy Ogarków

październik 28, 2009

Na początek małe zastrzeżenie: nie uważam celibatu księży za dogmat, co więcej – uważam, że jest możliwy taki scenariusz, że Kościół powróci do święcenia żonatych mężczyzn (bo tak de facto wyglądałoby zniesienie wymogu celibatu). Jednoczesnie uważam, że celibatariusze są bardzo ważną częścią Kościoła i nie tylko dlatego, że sama do nich się zaliczam.

W dzisiejszej Rzepie można przeczytać alarmujący raport mówiący o tym, iż w Hiszpanii co 5 ksiądz jest żonaty (ślub cywilny) a pomimo to sprawuje sakramenty. Episkopat przymyka na to oko, bo brakuje kapłanów. Jak to mawiają: z braku laku starczy kit. Oczywiscie jest to dobry punkt startu do rozpętania dyskusji o sensowności celibatu, jego “szkodliwości” i innych takich.

Nie chcę w to wchodzić.

Po lekturze tego tekstu przyszła mi do głowy inna refleksja: kiedyś chrześcijanie zadawali sobie pytanie “Co jeszcze mogę zrobić dla Jezusa? Co jeszcze Mu oddać? Jak życ, by jak najlepiej Mu służyć?” Teraz wydają się pytać: “Który z zakazów mogę uchylić a mimo to jeszcze załapać się na bycie chrześcijaninem? Jak duży może być ogarek dla świata/diabła, żeby nie przyćmił świecy dla Boga?” Myślę, że ta zmiana wypływa głównie z utraty żywej więzi z Chrystusem i utraty wrażliwości na wspólnotę. Rozpaczliwie jesteśmy osamotnieni, jednak lęk przed bliskością innych okazuje się być silniejszy. Innych, a więc i Boga. I gdzieś w tym szukaniu po omacku źródła siły wchodzimy w bezpieczne, bo przez pokolenia przećwiczone schematy: małżonek, dzieci, dobra materialne. Żeby poczucć się kimś, żeby poczuć się bezpiecznie. Żeby nie musieć się zmieniać i rozwijać, bo strach pomysleć przez co trzeba będzie przejść.

Strach to olbrzymia siła. Szatan o tym wie, dlatego tak często się nim posługuje.

h1

Za a nawet przeciw

wrzesień 4, 2009

Czyli językoznawczyni o próbach tworzenia żeńskich form od nazw zawodów.

Akapit nr 2:

Zdaje się jednak, że duża część Polaków ciągle woli zagadki w rodzaju “Słyszałem dyskusję minister” czy “Zakochałem się w tym pięknym kibicu” niż poprawnie utworzone i – co tu dużo mówić – potrzebne nazwy żeńskie “ministerka” (jednak nie “ministra”, bo to dziwoląg językowy), “kibicka” itp.

Akapit nr 7 (wciąż tego samego tekstu):

Nie jest przeszkodą natomiast to, że jakaś żeńska nazwa brzmi identycznie jak rzeczownik oznaczający zupełnie coś innego. Niech więc przed uznaniem kobiety szermierza za szermierkę, kobiety pilota za pilotkę, kobiety marynarza za marynarkę czy kobiety pielgrzyma za pielgrzymkę nie powstrzymuje nas to, że “szermierka”, “pilotka”, “marynarka”, “pielgrzymka” mają już inne znaczenia; wieloznaczność to w języku zjawisko stare jak świat i jak najbardziej naturalne.

To albo wieloznaczność jest naturalna, albo część Polaków wykazuje niezdrową (kontekst wydaje mi się sugerować taką interpretację tego zwrotu) fascynację łamigłówkami słownymi – pani Autor, proszę się zdecydować! Przepraszam - pani Autorko. Tak na marginesie: jeśli w drugim przykładzie z pierwszego cytatu pani chodziło o kobietę-kibica to zdanie powinno brzmieć: “Zakochałem sie w tej pięknej kibic” – widocznie w ferworze argumentacji poprawność językowa padła ofiarą pani podświadomości :)

I pomimo sugestywnej argumentacji z cytowanego artykułu nadal nie chcę, żeby mówiono lub pisano o mnie “teolożka” a to z tej prostej przyczyny, że fonetycznie to słowo kojarzy sie bardzo nieciekawie. Otóż “loszka” to mała, prośna świnka, a teoloszka to mała, prośna świnka o imieniu Teo. Ja sobie wypraszam! Na chrzcie mi dali Elżbieta…

h1

Pochylając się nad “Metrem”

sierpień 28, 2009

Chyba niedługo zacznę je traktować jako dziennik satyryczny. Tym lepszy, że efekt śmieszności jest niezamierzony a cóż bardziej zabawnego niż dowcip opowiedziany z całkowitą powagą?

Dziś na pierwszej stronie mamy żart dla snobów, mianowicie cudną zajawkę recenzji umieszczonej wewnątrz numeru:

Czy Pan Bóg jest szczęśliwy? – takie pytania mógł zadawać tylko profesor Leszek Kołakowski

Mhm, prawdziwość tego stwierdzenie odpowiada prawdziwości następującego zdania: tylko dziennikarz Agory mógł dać taką popisówkę z braków w swoim wykształceniu na pierwszej stronie swojego pisma.

Pytanie o to, czy Bóg jest szczęśliwy a wcześniej: czy bogowie sa szczęśliwi, zadawali już starożytni. Niejaki św. Tomasz z Akwinu OP rozstrzyga nawet pytanie o to, czy Bóg byłby szczęśliwy bez stworzenia. Pytanie o szczęśliwość Boga nie jest pytaniem absurdalnym (jak sugeruje autorka recenzji, której jednak nie podejrzewam o autorstwo nieszczęsnej zajawki), ale bardzo istotnym dla człowieka wierzącego lub poszukującego wiary. Bo skoro nasza wieczność ma być zjednoczeniem z Bogiem, to z Kim będziemy zjednoczeni? Z Kimś kto nas stworzył, żeby zaspokoić swoje potrzeby? Czy Kimś, kto nas stworzył całkowicie wolnym aktem i tylko dlatego, że chciał sie podzielić swoim szczęściem? Czy fakt, że cierpię, ma jakieś znaczenie dla tego Kogoś? Czy jestem w stanie odnaleźć odpowiedź na pytanie, jak On reaguje na moje cierpienie? Czy współodczuwa? Czy będzie próbował lub zmusi mnie do zjednoczenia z Nim, bo jest potężniejszy a beze mnie nie może być szczęśliwy?

To istotne kwestie, bo tu chodzi o wieczność. Bardzo realną wieczność.

Myślę, że profesor Kołakowski już zna odpowiedź :)

PS

A inspiracją do tytułu jest fragment recenzji o Leszku Kołakowskim “pochylającym sie nad naszą współczesną kondycją”. Pomyśleć, że jeszcze pięć lat temu niejaki Szymon Hołownia kpił z takich sformułowań w swoim “Kościele dla średniozaawansowanych”. Volvitur orbis…

h1

Perły z metra

sierpień 4, 2009

A właściwie “Metra”. Codziennie rano jestem nim uszczęśliwiana przez pania na przejściu dla pieszych – biorę, co ma dziewczyna stać dłużej niz ustawa przewiduje.

Dziś zostałam nagrodzona za dobre serce kilkoma chwilami radości, jakiej doświadczyła mi lektura trzech wesołych “perełek” intelektualno-dziennikarskich.

Perełka nr 1: “W Chinach pojawiają się okresowe epidemie dżumy płucnej, która jest ostrą bakteryjną chorobą zakaźną [hm, rozumiem, że Polacy w większości nie mają zielonego pojęcia co to jest dżuma i trzeba im jak krowie na rowie łopatą do głowy. Zwłaszcza, że w wakacje leci powtórka drugiego sezonu "House md" i  w jednym z odcinków u pacjenta zostaje zdiagnozowana własnie dżuma], roznoszona przez gryzonie, a zwłaszcza szczurze pchły.”

I tu moje drugie pytanie: od kiedy to pchła jest gryzoniem? Owszem, gryzie, ale to nie jest wystarczający powód do takiej kwalifikacji.

Perełka nr 2: Króciutka depesza o przywracaniu Pustyni Błędowskiej do jej poprzedniego stanu. Proces ten polega na usuwaniu roślinności (wojsko nasiało tam roślinek, bo to był poligon) a w tekście zostaje określony jako “rewitalizacja” czyli (hehe) ożywianie. Ożywianie przez usuwanie przejawów życia.

Tricky.

Perełka nr 3: Na koniec mniej zabawnie. Informacja, że od wrzesnia w łódzkich szkołach zostaną zorganizowane specjalne zajęcia, na których uczniowie bedą zachęcani do abstynencji seksualnej przed ślubem. Nie spowoduje to zniknięcia programów edukacji seksualnej z informacją m.in. o antykoncepcji. Będzie to jedna z opcji.

I jaki czytamy komentarz?

“Co wyniosą ze szkół uczniowie, zbombardowani sprzecznymi informacjami o seksie?”

Ano wyniosą pełniejszy obraz rzeczywistości, Pani Autor/Panie Autorze. A mając pełniejszy obraz dokonaja takiego wyboru, jaki uznają za najlepszy. A tak poza tym, to od kiedy to prasa jest przeciwna pluralizmowi poglądów?

Dziękuję za uwagę, miłego wtorku życzę,

Wasza Przeglądarka.

h1

Pa, pa, urlopie

lipiec 26, 2009

Czas byczenia się do godzin południowych oraz bezproduktywnie-konstruktywnego gapienia się przez okno dziś właśnie się kończy. Uczcijmy go dwiema linijkami ciszy:

A od jutra kołowrotek: jesienny numer kwartalnika, książka Finchera (Piesiewicza mi przyślij, ale migiem!!! :) ), akcja promocyjna kwartalnika i inne takie drobne rzeczy. No i warsztaty dziennikarskie, które mam prowadzić dla młodzieży pijarskiej na ich dorocznym spotkaniu. Siedzę właśnie nad ich programem, do którego specjalnie odświeżyłam notatki z wykładów z dziennikarstwa. Ech, jakie stare dzieje… I te ślady znudzenia wykładem w postaci obfitej ikonografii na marginesach… Ciekawe, że jedynie na wykładach, na których omawiane były dokumenty Kościoła na temat mediów – siakaś taka anarchistyczna chyba jestem :D