Greckie słowo na określenie wychodzenia z głębi czegoś, wstępowania w górę, marszu. Taki tytuł nadał swojej opowieści Ksenofont, jeden z najwybitniejszych pisarzy greckich V wieku piszących w koine. Jest to historia oddziałów greckich, które zaciągnęły się u perskiego zarządcy prowincji, Cyrusa, chcącego zrzucić z tronu Persji swojego brata, Tysafernesa. Cyrus poległ w pierwszej bitwie i jedynymi oddziałami, które ocalały z tej rzezi, byli Grecy. Żywi, wciąż jeszcze zdolni do walki, ale tkwiący w samym centrum ziem nieprzyjaciela. Pod dowództwem Ksenofonta udało im sie powrócić do Grecji. Opowieść warta przeczytania, dynamiczna, trzymająca w napięciu, pełna życia. I ukazująca jedną ważną rzecz: potrzebę zaufania i nadziei. Zwłaszcza na momenty, kiedy dzień staje się podobny do dnia, nie widać różnicy między piaskiem przemierzanym wczoraj a tym przemierzanym dzisiaj. Są też momenty napięć, jak ten, kiedy Ksenofot każe żołnierzom rzucić łupy, bo niosąc je nie przejdą przez góry. I słynna scena kończąca, kiedy Ksenofont zaniepokojony wrzawą na początku kolumny pędzi tam konno i dobiegające go okrzyki powoli zamieniają się w tekst zwycięstwa: “Thalatta! Thalatta!” Morze! Morze! Dla Greka morze oznaczało bliskość domu, przestrzeń oswojoną i bliską.
Czemu rozpisuję się o Ksenofocie? Bo o naszej liturgii mówi się, że ma strukturę katabatyczno-anabatyczną. Teologowie wymyślili takie skomplikowane pojęcie, żeby oddać prawdę o tym, że Jezus zstępuje do nas (katabasis), aby nas wyprowadzić do Ojca (anabasis). Nie jest On greckim najemnikiem, ale podobnie jak oddziały Ksenofonta pozostaje jedynym żywym i zdolnym do działania po zderzeniu się z siłami szatana. I podobnie jak greccy najemnicy potrzebujemy trzech rzeczy: zaufania dowódcy, posłuszeństwa i pragnienia ujrzenia domu. Greków po ujrzeniu morza czekał jeszcze marsz wzdłuż jego brzegu a potem żegluga, część z nich zdecydowała się pozostać jako osadnicy w ziemi, z której wyszli, ale skoro było w ich zasięgu morze, to był także dom. Moment komunii w liturgii to ta chwila, kiedy możemy zawołać “Thalatta!” Słodkawy smak hostii i posmak wina to smak domu, dowód na to, że On nas wyprowadził tam, gdzie obiecał.
Jesteśmy wolni.



