Posty oznaczone jako ‘książki’

h1

W rozjazdach

wrzesień 9, 2009

Walizka spakowana, tkwi na portierni, bo nie chciało mi się jej wnosić na piętro. Jeszcze tylko mają dowieźć ulotki z Cyfry i mogę pakować się do busa po czym uskutecznić swoją wersję drang nach Osten. Najpierw Zamość i mama a potem dwa dni w Lublinie.

W Lublinie będzie sie odbywac konferencja naukowa na Akademii Medycznej poświęcona naprotechnologii (szczegóły są w linkach na moim blogu, w zakładce “NAPRO”). Zjeżdżają się wielkie nazwiska: dr Hilgers (twórca metody) z żoną, dr Boyle z Irlandii, polscy lekarze-konsultanci. Czekają mnie dwa dni nurzania się w terminologii medycznej, na dodatek serwowanej in English. Ciekawa jestem nowinek i mam nadzieję, że zaspokoję swój głód wiedzy :)

Przy okazji poreklamuje jeszcze naszą książkę o NaPro, rozdam egzemplarze autorskie  i porozmawiam z ludźmi, których widuję jedynie przy okazji takich spotkań.

A książka wygląda tak (fajna okładka, nie? :) ):

narpo

h1

Z warsztatu (nie)młodej redaktorki

sierpień 26, 2009

Zajawka z książki o ks. Popiełuszce, którą właśnie redaguję – cytat z wywiadu z Janem Olszewskim:

Parę dni wcześniej w „Izwiestii” ukazał się artykuł, w którym Popiełuszko został wymieniony imiennie, więc powiedziałem mu: „Ksiądz w hierarchii wrogów komunizmu bardzo awansował. To jest wielkie wyróżnienie: być imiennie wymienionym przez moskiewską prasę. Ale, księże Jerzy, trzeba to traktować poważnie. To jest także rzecz, która może być groźna. Trzeba to brać pod uwagę. Tam się takie rzeczy przypadkiem nie dzieją.” Nie pamiętam dokładnie słów, jakimi mi odpowiedział, sparafrazuję: „Tak, jest groźne, ale co to jest wobec sprawy i wobec tego, że ta sprawa ma wsparcie wyższego rzędu”. I tu wykonał taki gest, rzekłbym młodzieńczej brawury. Przypomniał mi tym moich starszych kolegów, z którymi żegnaliśmy się 1 sierpnia 1944 roku rano, kiedy odchodzili do swoich oddziałów. Nie wszystkich później miałem możliwość jeszcze spotkać. Wie pan, nikt nie zakładał, że powstanie to będzie taki dramat, ale czekaliśmy na nie całe lata i chwila próby nadeszła. Wszyscy się liczyli z możliwością śmierci, ale jednocześnie byliśmy przekonani, że cokolwiek by się nie stało, to i tak wygrywamy. Kiedy ostatni raz patrzyłem na ks. Jerzego, to jakbym widział moich odchodzących kolegów.

Brzmi, jak opowieść z zamierzchłej przeszłości. Fragment mitologii. Aż korci, żeby zacytować Galadrielę z wstępu do filmowego “Władcy Pierścieni”: “History became legend, legend became myth” Historia stała się legendą, legenda zamieniła się w mit…

A przecież od śmierci ks. Jerzego minęło zaledwie dwadzieścia parę lat, jedno pokolenie. Wystarczyło, żeby dla wielu młodych ludzi pojęcia, za które on oddał życie, stały się obciachowe. Bóg? Ojczyzna? Solidarność? Prawda? Dodajmy: to nie oni są winni takiemu a nie innemu odbiorowi tych wartości, ich tego nauczono.

A może to tak jest i już zawsze będzie, że są tacy ludzie-drogowskazy, jest ich niewielu, ale starczy, aby przechować Depozyt? Reszta Izraela, choć to mit dla większości już tak odległy, że mogący posłużyć jedynie za skarbiec literackich przenośni.

h1

Przedurlopowy prezent

lipiec 6, 2009

Wyszła :) Książka o NaPro. Okładkę macie poniżej – serdecznie zapraszam do zapoznawania się i z książką, i zakładką “NAPRO” na moim blogu, gdzie jest informacja o konferencji w Lublinie. Mam nadzieje, że jedno i drugie przywróci nadzieję i pozwoli cieszyć się własnymi dziećmi wielu parom, które ze względów moralnych czy finansowych nie decydują się na in vitro.

Naprotechnology

Książkę można kupić w naszej internetowej księgarni, ale będzie tez do nabycia w realu (tylko handlowcy musza ją rozwieźć ;) )

h1

Kapownik dla kato-nastolatki

czerwiec 10, 2009

A co! W końcu bycie katoliczką jest wtórne do bycia nastolatką i tę szczęśliwą właściwość natury chcemy wykorzystać. Książka właśnie jest w składzie.

Grafik cierpi.

Cierpiał już na samą myśl o składaniu tego kalendarza. On, prawdziwy facet, klient siłowni, biorący urlop po to, żeby spędzić upojnych kilka dni na survivalu (czyt. w błocie, deszczu, zimnie i namiocie w miejscu odludnym), urodzony gadżeciarz ma składać takie różowo-kwieciste fuj? Booooliii.

Ostatecznie stanęło na tym, że nie jest różowo i jest małokwieciście. Efekt tego kompromisu jest nawet, nawet. No dobrze – fajnie wychodzi. Złotawo i dynamicznie. Co prawda moje wizje dwuelementowej czcionki w numerach dni także nie przeszły, ale tu akurat stwierdziłam, że grafikowe inspirowanie się czcionką iPoda może kalendarzowi wyjść na zdrowie, czyt. lepiej się sprzeda.

A Wilk siedzi z boku i powarkuje treścią redagowanej przez siebie książki, bo mu przeszkadzamy. Korki do uszu w jego przypadku nie mają zastosowania, bo nie mógłby pełnić funkcji silnej męskiej grupy wsparcia dla grafika. Testosteronowa sfora, kurcze. Jak to dobrze, że die Scheffova jest die a nie der. Przynajmniej u władzy mogę liczyć na zrozumienie…

A tu próbka kalendarza – uwaga, to jest tylko dla dziewcząt!

dzienniczek nastolatki_probka

h1

Mniszo

kwiecień 27, 2009

Znacie o. Leona Knabita? Jakie znacie, to posłuchajcie (jak nie znacie, to też:) ) – bedzie podpisywał swoje książki w Księgarni św. Stanisława na Wislnej 12 w Krakowie i to już jutro, 28 kwietnia, od 16.00. Zachęcam – bardzo lubię tego ciepłego, dobrego człowieka, którego cierpliwość mnie zawstydziła w tym roku na targach. Duszno, długo, mnóstwo ludzi a on nadal potrafił zagadać do każdego, słuchać, być dla tych ludzi, którzy do niego przyszli. Też tak chcę…

Ta plota od działu handlowego potrąciła kwestię dotycząca innego mnicha – o. Michała Zioło OCSO. Skończyłam czytać “Dziennik Galfryda” i z jednej strony mogę się podpisać pod mnóstwem jego obserwacji: nazwał to, co gdzieś ćmiło we mnie w postaci nieokreślonej choć wyraźnej intuicji a z drugiej, ech.

Ech.

Wyłazi czasami z ojca ta chęć wskoczenia na koń i pomachania szabelką, wyłazi. “Szczurze przetrwanie wojny”. Szczurze a więc bez podejmowania walki, z akcentem na “przetrwać”  – zabolał mnie ten odgryzoniowy przymiotnik. Czemu niby wszyscy maja walczyć i zabijać? Większość tych ludzi zostaje wepchnięta w wojnę wbrew własnej woli: nie chcieli jej, nie szukali i często byli przeciwni. Siali pola, sadzili sady, hodowali zwierzęta i nagle po tym wszystkim tak pieczołowicie i długo budowanym przechodzi walec kradzieży, pożarów i śmierci. Jeśli chęć ocalenia tego, co kochane, jest szczurza, to chyba zostanę szczurem.

Nie podzielam także ziołowej fascynacji Sarmacją, zwłaszcza jeśli rozumiemy przez nią XVII-wieczne nadęte pospolite ruszenie. Bez głowy, bez głębi, bez nadziei za to z duża dawką użalania się nad soba i samobiczownictwa po na chybcika wypracowanej klęsce. Żałosne. W XVI-wiecznych polskich mężach stanu, których epigonem był Jan Sobieski, widzę te cechy, które mnie fascynują: otwartość połączona z umiejetnością obserwacji i adaptacji; szacunek gwarantujący dialog a oparty o głębokie poczucie własnej wartości i przede wszystkim racjonalne planowanie, kształcenie i zabieranie się za politykę po uprzednim przygotowaniu. I zgodę na nagrodę, której tak świadomy był Pan Cogito: chłosta śmiechu zabójstwo na śmietniku. Tyle, że Sarmata zniesie wszystko, wszelkie rany, byle nie śmiech… Czyżby pycha?