Posty oznaczone jako ‘Kraków’

h1

Było wietrznie

październik 5, 2009

Moja luźna, fałdzista kiecka z uporem maniaka usiłowała stylizować mnie na Marlin Monroe, ale się nie dałam. Głowa też, pomimo uporczywych usiłowań przeciągu, pozostała na swoim miejscu. Walcząc dzielnie z wiatrem poodwiedzałam różne ciekawe miejsca a głównie to zajmowałam się szukaniem.

Najpierw szukaliśmy padre TA, bo jak (potem się okazało) słusznie założył padre TS, spóźni się. Upewniwszy się, że jedzie we właściwym kierunku, zaczęliśmy szukać wejścia do Archidiecezjalnego WSD. Okazało się być zmyślnie ukryte w rogu budynku i zamaskowane krzakami (to pewnie jedna prób prawdziwości powołania: chętny znajdzie wejście, czy podda się na starcie? ;) ). Pozwiedzałam dzięki temu wnętrza tej szlachetnej instytucji, w tym zobaczyłam portret ks. Jerzego. Jakoś od tej książki z wywiadami stał mi się bliski, łapię się czasem na tym, że proszę go o wstawiennictwo. Niesamowity człowiek.

Zanim TA się pojawił już zaliczyliśmy spotkanie z jednym purpuratem (“A na kogo czekacie? Może na mnie?” rzucam okiem pod uchylony kołnierz płaszcza i widząc połyskiwanie biskupiego łańcucha wypalam: “To zależy od tego, jak ksiądz biskup ma na nazwisko”. Na szczęście bp Pikus okazał się być człowiekiem o sporej pokorze i adekwatnym do niej poczuciu humoru – po prostu się przedstawił i chwilę zagadnął. Uffff…).

Kiedy padre TA dotarł (wg siebie na czas, wg zegarków z poślizgiem) zaczęliśmy szukać właściwego biskupa. Okazało się, że jest w Sekretariacie Episkopatu i musimy się udać na Skwer Wyszyńskiego. Więc zaczęliśmy szukać taksówki. Kiedy już przyjechała, okazało się, że kierowca nie zna Warszawy i musi szukać Skweru Wyszyńskiego. Znalazł. Sekretariat też znalazł. Na szczęście do pokoju bp. Polaka prowadziła tylko jedna winda, ale już na piętrze do wyboru były dwa korytarze. Tu okazała sie przydatna moja babska intuicja i skręciłam we właściwym kierunku.

Rozmowa okazał się bardzo owocna i sympatyczna. W każdym razie możemy liczyć na biskupie wsparcie. Na koniec jeszcze się okazało, że pokój, który odwiedziliśmy, zwykle jest zamieszkiwany przez kard. Dziwisza – cóż, cień Krakowa pada wszędzie… :D

Potem jeszcze szukaliśmy taksówki, bo okazało się, że padre tak ją zamówił, że nie było wiadomo, gdzie przyjedzie (proszę się nie śmiać, dla mnie osobiście Warszawa to taki moloch, że wszystko w niej jest możliwe!) a potem już poruszałam się w przestrzeni, którą udało mi się już jako tako w Wawie oswoić czyli po Starym Mieście i Centrum. Przy okazji spotkałam starego znajomego, jeszcze ze studiów i zajrzałam posiedzieć w Bardzo Dobrym Towarzystwie czyli na adorację do jezuitów. A, i pogadałam z grafikami – zawsze to lepiej współpracuje się z kimś, czyją twarz się zna.

I wróciłam do Krk, do ulubionego klimatu tutejszych ulic. Uwielbiam być w domu.

h1

Deszczowa sobota

lipiec 25, 2009

Kraków wziął sobotni prysznic. Widok na to z knajpianego ogródka był klimatyczny, czyli – jedyny w swoim rodzaju:

deszczoa sobota w KRK

h1

Przegląd muzealny

czerwiec 29, 2009

Bycie starą pan… khem, singlem ma tę dobrą stronę, że z nudów człowiek się ukulturalnia. I na ten przykład – szlaja po muzeach (wszyscy machają Autorce Muzeodajni… :) ). Dziś do mnie dotarło, że wystawy, które ostatnio obejrzałam: “Bauhaus” w MCK i “Zawsze pod ręką” w Arsenale, drastycznie różnią się od siebie klimatem. Ta różnica urasta wręcz do rangi alegorii! (ale mnie się wzniośle napisało, no, no )

Pierwsza z wystaw dotyczy modernistycznej architektury lat dwudziestych i trzydziestych XX wieku i współczesnych nawiązań do tego nurtu w obecnie realizowanych projektach. Założenia Bauhausu były proste: dominacja funkcji nad formą, do maksimum uproszczone moduły, wyważone proporcje pozwalające maksymalnie ekonomicznie zagospodarować przestrzeń jednocześnie pozwalając mieszkańcom czuć się swobodnie i dając im poczucie przebywania w przyjaznej przestrzeni. Założenia te dotyczyły nie tylko budynków, także wyposażenia wnętrz. W tej estetyce dominowała biel i czerń, z dodatkiem zieleni. Materiały to metal, beton, szkło, plastik. Efekt końcowy jest… chłodny. Zimne wnętrza, bardzo funkcjonalne, ale aseptyczne. Świetne na biura czy urzędy, ale mieszkanie w czymś takim, dla mnie przynajmniej, byłoby torturą. Co nie zmienia faktu, że poszczególne rozwiązania estetycznie są bardzo ciekawe, zwłaszcza te współczesne, w imię ekologii bardziej zintegrowane z naturą. Doskonały technicznie oraz perfekcyjnie uporządkowany, jakby wyprany z uczuć, świat mężczyzn.

Druga wystawa to historia damskiej torebki - od haftowanej jałmużniczki z XIV wieku po wykonaną z lateksowych rekawiczek XX-wieczną torebkę na wieczorowe wyjścia. Woreczki, portfeliki, puzdereczka, portmonetki na kilka monet, haftowane własnymi włosami drobiazgi dla przyjaciółek i ukochanych, sakwojaże, cuda, cudeńka i jeszcze więcej. W tym kilka sukienek z epok, żeby widz mial pełny obraz kreacji, do których pasują dane dodatki. Skrzętnie uporządkowany z okazji wystawy świat pięknych detali, także na swój sposób funkcjonalnych, ale widać, że sama funkcja w tym przypadku jest niewystarczająca. Jeśli już dama nosi klucz, to nosi go na breloczku, jesli juz panią ogranicza ascetyczna moda dwudziestolecia międzywojennego, to przynajmniej poszaleje sobie w zakresie faktur i materiałów. Nawet czas wojny nie jest w stanie powstrzymać pędu do personalizacji, przeróbek i szukania namiastki piękna. Zakręcony, indywidualistyczny i stylistycznie rozpasany świat kobiet.

Tu es domus, ego sum pectus… że tak jakoś na koniec jaśminem pokadzę :D

h1

Lekcja uwodzenia

kwiecień 25, 2009

Cóż, niektórzy podrywają na BMW a inni na skórkę od chleba…

glab

h1

Bóg jest kochany

kwiecień 16, 2008

Bo stworzył kawę, bruk połyskujący na krzywiznach deszczową wilgocią, chmurzyste niebo oraz człowieka, który może to wszysko widzieć i się zachwycać. Sennie dziś jest, więc o poranku zahaczyłam o Trambar i wyszłam z kubkiem zdrowo posłodzonego kwaśno-gorzkiego naparu z mleczną pianką. Mmmmm… Powietrze pachniało wiosennym ożywieniem pomimo kapuśniaczku wpadającego do mojego kubka z kawą i przesnuwając się przez Rynek po raz kolejny dziękowałam Bogu, że pozwala mi dostrzegać bogactwo świata.

Lubię takie szare poranki w Krakowie, kiedy uliczki Starego Miasta wypełniają samochody dostawcze a pomiędzy nimi przemykają mieszkańcy i ludzie idący do pracy. Przypomina mi to bycie za kulisami tuż przed rozpoczęciem spektaklu. Bo Kraków to aktorka, ma co roku kilka ciekawych ról, jest narcystyczna, dystyngowana i trzyma na dystans tych, którzy za szybko chcieliby się z nią fraternizować. I dlatego właśnie lubię ją widzieć bez makijażu, w lekkim szlafroczku w wiosenne kwiaty i z lekko nieobecnym wyrazem zaspanej twarzy. Bo powiem wam po cichu, że ta diwa to w gruncie rzeczy ciepła i sympatyczna osoba, wyrozumiała i niecierpiąca pośpiechu. Tyle, że nieufna.

Ech, pięknie jest.