Archiwa tagu: kanibale i krwiopijcy

Podniesienie Baranka

Jako uparty semilegalny kanibalo-krwiopijca zaczęłam się zastanawiać nad jedną kwestią. Otóż.

Kiedy już społecznie odśpiewamy “Baranku Boży”, kapłan podnosi Ciało Pańskie podtrzymując pod nim patenę i mówi: “Oto Baranek Boży, który gładzi grzechy świata, błogosławieni, którzy zostali wezwani na Jego ucztę”.

Hm.

A Kielich Pański to już nie Baranek? Wiem, wiem, cały Jezus jest w Ciele. Ale we Krwi też jest, co za problem podnieść Hostię razem z Kielichem? Zwłaszcza, że to pokazuje na integralność znaku sakramentalnego, wskazuje na to, że Krew to też nieodłączna część Ofiary. Zmilczę o tym, że w języku biblijnym ciało i krew to człowieczeństwo, dodajmy: żywe człowieczeństwo a więc podniesiona Hostia i Kielich jest znakiem, że spożywamy Zmartwychwstałego.

Już miałam wytoczyć nieco swej cennej żółci na temat tego, jak to nawet celebransi ulegają powszechnej praktyce zapominania o Krwi, ale zajrzałam do Mszału.

Moja żółć zostanie zachowana na lepsze czasy, gdyż ponieważ albowiem w Mszale można przeczytać w rubrykach* co następuje:

“Kapłan przyklęka, bierze hostię i trzymając ją nieco podniesioną nad pateną, zwrócony do ludu, głośno mówi:”

Zaiste myśli autorów Mszału w tym przypadku biegły torami, których nie jestem w stanie ogarnąć. Zupełnie. Jak wyżej wspomniałam podniesienie Obu Postaci ma uzasadnienie biblijne; wcześniej kapłan wrzuca do Kielicha cząstkę Hostii (symbolizuje to zmartwychwstanie) nie da się argumentować, że to wskazanie wyłącznie na aspekt ofiarny.

Na szczęście podnoszenie Obu Postaci nie jest zakazane i na drugie szczęście – wielu celebransów to robi…

* tekst na czerwono (łac. ruber), który nie jest czytany, a opisuje co należy robić w danym momencie liturgii.


Wampir we mnie zaskowytał

Obiecałam sobie wczoraj, że koniec z komentowaniem kazań. Szlus i już. Tylko, że dziś ma krew krwiopijcy-przymusowego abstynenta zawrzała. Na ile była w stanie o tak wczesnej porze w tak zimnym pomieszczeniu.

Ojcowie na kazaniach przybliżają kolejne, wybrane z Biblii imiona Jezusa. Dziś padło na Krzew Winny. Wierni mieli szansę usłyszeć, iż “my wszyscy jesteśmy wszczepieni w Niego, przecież pijemy Jego Krew”. Cóż, kto pije, to pije. Wniosek logiczny i w kilkadziesiąt minut później unaoczniony jest jeden: tylko księża są włączeni w Chrystusa.

Rozumiem: na roratach jest ciemno, łatwo o rozlanie Krwi. Ale takie msze poranne, na których jest po kilka-kilkanaście osób – dlaczego wtedy nie ma komunii pod dwiema postaciami? OK, to msze w dzień powszedni – ale co środę jest wotywa do św. Jacka w kaplicy, ludzi też niewiele – czemu nie dać im możliwości przyjęcia Pana w pełnym znaku? Zwłaszcza, że wychodzi na to, że całowanie relikwii jest istotniejsze od spotkania z Jezusem w komunii, bo jest za każdym razem ;>

Jacek najwięcej cudów uprosił dla prostych ludzi, świeckich. Może komunię pod dwiema postaciami też uprosi… kiedyś :D


Jeszcze o Obecności

Cud Eucharystyczny w Sokółceto tak w temacie pytań o rozumienie obecności Jezusa w konsekrowanej hostii. Sprawa świeża, z jesieni zeszłego roku, trwają badania lekarskie i ze strony komisji watykańskiej.

Zgorszeniem było już Wcielenie, czemu więc Jego fizyczna obecność w chlebie nas dziwi? No czemu? Co w niektórych z nas budzi oburzenie do tego stopnia, że chcą powtórzyć manewr uczniów po Mowie Eucharystycznej opisany w Ewangelii wg św. Jana: “Od tego czasu wielu uczniów Jego odeszło i już z Nim nie chodziło” (J 6,66)? Bóg chrześcijan jest Bogiem paradoksów, absurdów i zaskakujących rozwiązań – lepiej się do tego przyzwyczaić, jeśli chcemy być z Nim bliżej. To Artysta, nie rzemieślnik.

Tak jeszcze w temacie obecności – niektórzy święci mieli pewien dar, zresztą ma go też jedna z moich bardzo bliskich znajomych – wyczuwa obecność konsekrowanej hostii. Ma takiego “czuja”, że kiedyś w nieznanym sobie mieście znalazłyśmy dzięki niej kościół, w którym odbywała się wieczysta adoracja a który nie był oznakowany na zewnątrz, albo znajduje najkrótszą drogę do najbliższego kościoła. Taki duchowy azymut, kompas, tyle, że za północ robi najbliższe tabernakulum. Mówi, że wyczuwa Hostię jako fizyczną obecność – jak osoba, która wchodzi do ciemnego, cichego pomieszczenia i czuje, że jest tam ktoś obecny.


Front i pragnienie

Na początek: optymistyczne doniesienia z frontu walki o prawa Kanibali i Krwiopijców! Wczoraj brat w modlitwie wiernych odnosząc sie do Eucharystii wyraźnie powiedział, że jest nią Ciało i Krew a dziś na porannej mszy padre udzielił komunii sub utraque specie wszystkim obecnym -  nie ma to jak ożywczy posmak Krwi Pańskiej o poranku… :]

Ale o czym to ja zasadniczo… a, już wiem! Wrócę jeszcze do poprzedniego wpisu o pragnieniu jako drodze do poznawania Boga.

Jest to świadectwo, do którego szczególnie są powołani opuszczeni lub żyjący w separacji małżonkowie oraz osoby homoseksualne. Szczególność polega tu na fakcie, że niemożność zaspokojenia pragnienia wynika w ich życiu nie tyle z ich wolnego wyboru, co zewnętrznych okoliczności. W chwilach kryzysu z pewnością postrzegają swoje życie w czystości jako wyrok, nie dar. Nie wybierali wstrzemięźliwości seksualnej jako sposobu realizacji powołania, jednak przyszło im się z nią mierzyć.

Genialnie na ten temat pisał Henry Nouwen, katolicki ksiądz i pisarz, całe życie zmagający się ze swoją orientacją seksualną i otwarcie o tym zmaganiu mówiący. Odczytywał to właśnie w tym kluczu: osoby homoseksualne są powołane do bycia świadectwem Bożego pragnienia bliskości człowieka. Także ludzkiego zmagania się o to, żeby zachować wierność najwyższym wartościom, bo ta droga to survival. Codziennie staje się przed decyzją: wybieram Boga lub nie. Jeśli wybieram, żyję, jesli odrzucam – wyniosą mnie w czarnym foliowym worku. Tu nie ma strefy cienia, powolnego zapadania wieczornej szarówki – słońce zachodzi od razu i od razu zapada noc.

I dlatego osoby homoseksualne, które wybieraja czystość, zasługują na wielki szacunek. Dlatego też osobom, które żyją w separacji i nie chcą ponownie się wiązać, trzeba pomagać i okazywać im jak ważne jest ich świadectwo. Ci ludzie mogą nam bardzo wiele powiedzieć na temat tego, jak wielkie jest Boże pragnienie naszej bliskości.


Niedzielne marudzenia

Za ładna pogoda jest. I za fajnych mam przyjaciół. I w ogóle ten świat jest za dobry.

Dlatego pomarudzę.

Czytam właśnie książkę o historii duchowości. Fajne założenia, stylistycznie dobrze napisana, ale z jednym się nie mogę zgodzić. Autor pisze o męczennikach z początków chrześcijaństwa i zakłada, że opisy ich męczeństwa, które dotrwały do naszych czasów, są podkolorowane, to znaczy umieszczono w nich fakty, które miały wskazać na podobieństwo ich śmierci z życiem i śmiercią Jezusa. Taka mała manipulacyjka na zachętę, mało powiązana z tym, jak naprawdę ich męczeństwo wyglądało.

I tu mi się przypomniała historia o śmierci abp Oskara A. Romero, hierarchy z Salwadoru, który został zabity w 1980 roku, najprawdopodobniej na zlecenie rządu, któremu wytykał ciągnięcie wewnętrznego konfliktu zbrojnego kosztem zabijania najuboższych i narastającej w kraju nędzy. Nazajutrz po wygłoszeniu przez radio kazania, w którym po raz kolejny wzywał do zaprzestania mordów, Romero odprawiał mszę. Skończył mówić kazanie, podszedł do ołtarza i rozłożył korporał (biały prostokąt tkaniny, na którym stawia się dary ołtarza a więc patenę z chlebem i kielich) w ten sposób przygotowując ołtarz na złożenie ofiary. Ledwo to uczynił, zza okna padł strzał, który rozerwał mu serce. Dobry pasterz, walczący o swoje owce, złożył samego siebie na ołtarzu, bo taka jest wymowa liturgiczna tego, co tam się wydarzyło. Co więcej – otwarto mu serce, tak jak Jezusowi na Golgocie.

Jestem w stanie sobie wyobrazić, że za jakieś sto lat zasiądzie nad tym opisem jakiś teolog i robiąc mądra minę powie: “Ale to wcale tak nie było, to jedynie konstrukcja literacka mająca na celu utożsamienie Romero z Jezusem…” I w ten sposób cała misterną konstrukcję Bożego działania w historii, znaków Jego obecności i realnego podobieństwa świętych do Boga trafi szlak.

Jakby ktoś miał wątpliwości co do sposobu, w jaki teologowie potrafią zarżnąć wiarę, to powyżej jest przykład. Proszę nie naśladować.

A tak poza tym, to byłam na mszy i kazanie było o Eucharystii a dokładniej o Ciele Pańskim, bo o Krwi kaznodzieja się nawet nie zająknął. Podobnie zresztą jak potem brat w modlitwie wiernych. Pojawiły się dwie konkurencyjne interpretacje tego fenomenu:

1. Kaznodzieja tak specjalnie zignorował temat Krwi, bo nie dla świeckich te cymesy.

2. Kaznodziei nawet przez myśl nie przeszło, że mówiąc o Eucharystii należy mówić także o Krwi.

Druga jest mojego autorstwa, więc rozwinę: to kazanie i modlitwa wiernych były nausznymi dowodami na to, jakie efekty w duchowości wywołuje praktyka komunikowania wiernych świeckich Jedną Postacią – Krew przestaje być postrzegana jako część komunii.

Jest, hm, no właśnie – czym? I co ciekawe, przestaje być postrzegana jako część komunii także przez tych, którzy mają obowiązek komunikowania pod dwiema Postaciami, czyli przez księży. A dziś Eliasz przecież oprócz chleba dostał dzban wody i “mocą tego pożywienia” (a nie tylko chleba) szedł 40 dni i nocy ( zresztą próbowałby iść przez pustynię bez uprzedniego opicia się – daleko by raczej nie zaszedł). Ale kto by się tam przejmował popitką…


Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.

Join 425 other followers