Autorka tekstu w “Polityce” napisała, że to jedynie ze względu na wymagania prawne używa się w klinikach in vitro umowy dotyczącej własności. Przyjrzyjmy się temu jednak bliżej.
Właścicieli określmy mianem rodziców. Wtedy zarodek musimy określić jako dziecko, bo rodzic to ktoś, kto spłodził potomstwo. Jednak wtedy zabijając embrion, zabijamy dziecko.
No to uznajmy, że zarodek, to połączone gamety obojga dawców. Ale to z kolei jest bzdura pod względem biologicznym.
Pozostańmy przy definicji, że są to właściciele. Jednak czy osoba, która z kliniki in vitro bierze zdjęcie dzielącego się zarodka traktuje ten zarodek li jedynie jako własność? I czemu takie ujęcie funkcji w umowie jednak jest powodem niejakiego “zgryzu”?
Tak na marginesie: swego czasu pojawił się argument, że za człowieka możemy uznać jedynie organizm ludzki, który jest w stanie przeżyć poza organizmem matki. Embrion w in vitro od początku funkcjonuje poza organizmem matki. Wyszłoby na to, że embrion [w świetle tej definicji przeżywalności poza] jest bardziej ludzki niż kilkunastotygodniowy płód.
Absurd wyrasta na absurdzie. Tyle, że w tym przypadku racjonalna argumentacja nikogo nie przekona, bo tu debata rozgrywana jest na poziomie kasy i emocji. A na nich debatować trudno.
PS za dzisiejszym biuletynem Human Life International
Dania: koniec refundacji in vitro
Duński rząd zaprzestaje refundowania kosztów zapłodnienia pozaustrojowego. Według oficjalnej wersji – z powodu oszczędności. Od przyszłego roku procedury sztucznego zapłodnienia nie będą podlegały refundacji z budżetu państwa. Do tej pory Fundusz Zdrowia zwracał pieniądze nawet za trzy próby. Teraz pary będą musiały płacić z własnej kieszeni. Dania ma jeden z najwyższych wskaźników urodzeń dzieci poczętych in vitro, ok. 8 – 10 proc. wszystkich urodzeń. Według ekspertów nowe prawo spowoduje, że rocznie na świat będzie przychodziło około tysiąca dzieci mniej. Procedury in vitro są kosztowne, ale ich efektywność jest bardzo niska. W najlepszych ośrodkach wynosi 28 – 31 proc. dla kobiet przed 35. rokiem życia i ok. 5 proc. w przypadku kobiet powyżej 40 roku życia. [„Rzeczpospolita” (mmzz) – 09.11.2010 r.]

