Raj socjalistycznych pomysłów, arkadia socjalu, kraina dopłatami i zapomogami płynąca czyli Szwecja zderzyła się oto z górą lodową w postaci… fascynacji kobiet byciem kura domową. Czyżby społeczna odmiana ptasiej grypy?
Dzisiejsza Rzepa donosi (fuj!), że Szwedkom zaczyna się marzyć powrót do pieczenia bułeczek i wychowywania dzieci. Czterdzieści lat zmuszania do równouprawnienia przyniosło następujące wnioski: “– Kobiety mogą robić karierę, gdy dzieci będą już duże – przekonuje (jedna z bohaterek tekstu). – Należy przewartościować rolę pani domu. Postrzega się ją jak pasożyta. Czy życie kosztem męża to błąd? – pyta.”
Podoba mi się ten trend
Poza jednym, małym szczegółem: rodzenie i wychowywanie dzieci oraz prowadzenie domu nie jest życiem na koszt męża. Otóż gdyż albowiem jest to także JEGO dom, JEGO dzieci oraz JEGO rodzina. Nie mówiąc o przyjemności pożerania świeżo upieczonych domowych bułeczek – ta jest całkowicie JEGO.
Kluczem tu jest lęk przed tym, że niepracująca kobieta będzie miała niską emeryturę i będzie finansowo zależna od męża. Cóż, albo definiuje się relacje przez miłość i wtedy taka sytuacja nie jest zależnością a tym, że mąż służy swojej żonie wsparciem, albo definiujemy li jedynie finansowo, ale nie mówmy wtedy o małżeństwie i rodzinie tylko umowie cywilno-prawnej i ośrodku wychowawczym.

