Posty oznaczone jako ‘feminizm’

h1

Za a nawet przeciw

wrzesień 4, 2009

Czyli językoznawczyni o próbach tworzenia żeńskich form od nazw zawodów.

Akapit nr 2:

Zdaje się jednak, że duża część Polaków ciągle woli zagadki w rodzaju “Słyszałem dyskusję minister” czy “Zakochałem się w tym pięknym kibicu” niż poprawnie utworzone i – co tu dużo mówić – potrzebne nazwy żeńskie “ministerka” (jednak nie “ministra”, bo to dziwoląg językowy), “kibicka” itp.

Akapit nr 7 (wciąż tego samego tekstu):

Nie jest przeszkodą natomiast to, że jakaś żeńska nazwa brzmi identycznie jak rzeczownik oznaczający zupełnie coś innego. Niech więc przed uznaniem kobiety szermierza za szermierkę, kobiety pilota za pilotkę, kobiety marynarza za marynarkę czy kobiety pielgrzyma za pielgrzymkę nie powstrzymuje nas to, że “szermierka”, “pilotka”, “marynarka”, “pielgrzymka” mają już inne znaczenia; wieloznaczność to w języku zjawisko stare jak świat i jak najbardziej naturalne.

To albo wieloznaczność jest naturalna, albo część Polaków wykazuje niezdrową (kontekst wydaje mi się sugerować taką interpretację tego zwrotu) fascynację łamigłówkami słownymi – pani Autor, proszę się zdecydować! Przepraszam - pani Autorko. Tak na marginesie: jeśli w drugim przykładzie z pierwszego cytatu pani chodziło o kobietę-kibica to zdanie powinno brzmieć: “Zakochałem sie w tej pięknej kibic” – widocznie w ferworze argumentacji poprawność językowa padła ofiarą pani podświadomości :)

I pomimo sugestywnej argumentacji z cytowanego artykułu nadal nie chcę, żeby mówiono lub pisano o mnie “teolożka” a to z tej prostej przyczyny, że fonetycznie to słowo kojarzy sie bardzo nieciekawie. Otóż “loszka” to mała, prośna świnka, a teoloszka to mała, prośna świnka o imieniu Teo. Ja sobie wypraszam! Na chrzcie mi dali Elżbieta…

h1

Babska rzecz

lipiec 22, 2009

Dziś jest Marii z Magdali. Nosi tytuł Apostołki Apostołów. Bóg nie robi niczego przypadkowo i dlatego kołacze mi sie w głowie pytanie, czemu posłał właśnie kobietę? Nieśmiało przebija się we mnie odpowiedź, że w ten sposób wskazał, że odtąd w Kościele to kobiety będą tymi, które będą widzieć pierwsze. Potwierdził też naszą pozycję i prawdziwość naszego świadectwa – nie potrzebujemy do jego usankcjonowania placet od mężczyzny, nasze słowo jest na równi ze słowem panów. Więcej – nasze serce pozwala nam wcześniej dostrzec prawdy, do których mężczyźni dopiero dotrą mozolną drogą intelektu. Jedno i drugie jest dobre i potrzebna, ale i tak to my jesteśmy pierwsze, co więcej – naszemu słowu należy się szacunek i staranne badanie :)

h1

No i to sie nazywa feminizm!

lipiec 2, 2009

Sługa Boży kard. Stefan Wyszyński, Zapiski więzienne:

Z woli Bożej jestem znowu wśród gromady kobiet. Zapamiętaj sobie:
ilekroć wchodzi do twojego pokoju kobieta, zawsze wstań, chociaż
byłbyś najbardziej zajęty. Wstań, bez względu na to, czy weszła matka
przełożona, czy siostra Kleofasa, która pali w piecu. Pamiętaj, że
przypomina ci Ona zawsze Służebnicę Pańską, na imię której Kościół
wstaje. Pamiętaj, że w ten sposób płacisz dług czci Twojej
Niepokalanej Matce, z którą ściślej jest związana ta niewiasta, niż
ty. W ten sposób płacisz dług wobec twojej rodzonej matki, która ci
usłużyła własną krwią i ciałem; Wstań i nie ociągaj się, pokonaj twą
męską wyniosłość i władztwo; Wstań nawet wtedy, gdy weszła
najbiedniejsza z Magdalen; Dopiero wtedy będziesz naśladował Twojego
Mistrza, który wstał z Tronu po prawicy Ojca, aby zstąpić do
Służebnicy Pańskiej; Wtedy dopiero będziesz naśladował Ojca
Stworzyciela, który Ewie na pomoc przysłał Maryję; Wstań, bez zwłoki,
dobrze ci to zrobi.
 

To tak do sztambucha tym, którzy uważają, że a) kult maryjny jest antykobiecy, bo winduje ideał na niebotyczne wyżyny w związku z czym kobieta jest albo świętą (dziewicą/matką), albo prostytutką a skoro świętych mamy mało, to wniosek co do miejsca kobiet nasuwa się sam; b) polskie społeczeństwo jest patriarchalne. Oczywiście z winy nauczania KK.

PS. Dzięki, Martuś, za cytacik :)

h1

Wyrok śmierci na latorośle

maj 13, 2009

Robimy aminopunkcję – córeczka? Usuwamy. Nie ma znaczenia, czy zdrowa, czy chora – córeczka. W Szwecji już tak jest: coraz więcej kobiet, nie tylko muzułmanek zmuszanych do tego przez mężów, usuwa ciążę wyłącznie dlatego, że płód jest dziewczynką. Kto wie, może za kilka lat doczekamy wpisania mojej płci na listę niepożądanych mutacji genetycznych predestynujących do aborcji?

I tu rodzi się w mojej głowie ciąg pytań:

Dlaczego matka zabija córkę?

Jakie podejście do własnej kobiecości ma kobieta zabijająca drugą kobietę tylko i wyłącznie za to, że nie jest mężczyzną?

Dlaczego feministki milczą?

Czy w ich świecie kobiecość zaczyna się dopiero w momencie uzyskania dojrzałości seksualnej?

Dlaczego cofamy się do praktyk świata pogańskiego, gdzie często porzucano noworodki płci żeńskiej z tego samego powodu, dla którego dziś zabija się dzieci w łonie matek?

Jak czuje sie syn świadomy tego, że ocalił go jedynie chromosom y?

Jaki stosunek do kobiet bedzie miał taki syn?

I dlaczego ministerstwo zdrowia w Szwecji wyrażając zgode na tę aborcję nie wzięło pod uwagę konsekwencji takiej polityki prokreacyjnej, jakie można obecnie oglądać w Chinach?

Im dłużej czytam o feminizmie, tym mam mocniejsze przekonanie, że ma on sens, o ile rodzi się z poczucia własnej godności jako kobiety. Jako kobieta zasługuję na szacunek i mam prawa się go domagać. Mam takie same prawa jak mężczyzna, w tym także prawo do życia.

W dzisiejszej ewangelii Jezus mówi, że jest krzewem winnym a my jego latoroślami. Myślę, że ta metafora jest bardziej czytelna dla nas, kobiet, niż mężczyzn z tej prostej przyczyny, że macierzyństwo jest bardzo podobne do bycia krzewem winnym (zresztą metafora kobiety jako krzewu winnego jest obecna w Biblii: “Małżonka twoja jak płodny szczep winny w zaciszu twego domu” Ps 128,3a). Noszenie w sobie życia, dzielenie się swoim ciałem, włączenie we własny krwioobieg - to każda kobieta, świadoma swojego ciała, wyczuwa intuicyjnie. To nasze podobieństwo do Jezusa, jedna z płaszczyzn utożsamienia się z Nim. To jest też sfera teologii, w której kobiety mogą uczyć mężczyzn i zresztą robiły to, wystarczy choćby zajrzeć do pism Juliany z Norwich.

Tylko jak ma się z Nim utożsamić kobieta, która czuje wstręt wobec własnego ciała a zwłaszcza jego płodności? Lub kobieta, dla której kobiecość własnego dziecka jest powodem do jego uśmiercenia?

h1

Mam problem z Eowiną

marzec 31, 2009

Zasugerowano mi ostatnio, że przypominam Eowinę, księżniczkę Rohanu. Hm. Miałam niejasne choć dość zdecydowane przekonanie, że sama z siebie się z nią nie utożsamiam a bynajmniej nie chodzi o to, że mam ciemne włosy a nie rudy blond (to zawsze można zmienić). Postanowiłam przetestować swoje przekonanie i w tym celu odświeżyłam sobie drugą część “Władcy”.

Hm, hm.

No żywcem (ani innym napojem fermentacyjnym na bazie jęczmienia i chmielu) nie przypominam. Szczególnie mocno to sobie uświadomiłam, kiedy oglądałam scenę ataku Wargów na uciekinierów do Helmowego Jaru. Król nakazuje Eowinie zaprowadzić kobiety, starców i dzieci jak najszybciej do twierdzy. Eowina mówi: “I can fight!” (po polsku to tak mocno nie brzmi: Mogę walczyć!) i widać, że tak naprawdę to ona CHCE walczyć.

Ja bym nie chciała. Nie, nie dlatego, że nie potrafię być agresywna. Dlatego, że uważam, że są w grupie ludzie od walki i ludzie od obrony. W tym przypadku agresja Eowiny była potrzebna, ale nie w walce, tylko do tego, żeby zebrać ludzi, utrzymać w zwartej grupie i doprowadzić ich do schronienia. A że za to nie wspomną cię w annałach tudzież żaden bard nawet się nie zająknie? Cóż, gustuję w konkretach i wolę satysfakcję z widoku ŻYWYCH ludzi wyprowadzonych z zagrożenia.

Nie, Drogi Panie, zdecydowanie nie jestem typem Eowiny :) A na pocieszenie z powodu nieudanego wyniku zgadywanki fragment ścieżki dźwiękowej z WP: