Ku mojej radości pomimo tego, że zakończył się cykl listów do Lwa, we “W drodze” nadal ukazują się teksty o. Zioło OCSO. W najnowszym numerze miesięcznika ojciec pisze o męczeństwie, podobnie jak w tekście opublikowanym w kwartalniku. Temat podobny, ale widać też różnicę: wydana u nas homilia to rzecz sprzed kilku lat - burzące się wtedy młode wino, dziś spokojnie dzieli się swoją mocą (chociaż w przypadku Aiguebelle trzebaby pewnie było mówić raczej o nalewce
). W głowie mi dźwięczy zapamiętana z konferencji o. Michała fraza, że Bóg mnichów formuje za pomocą małego dłutka [hm... może to był pilnik?
]. Nie tyle wielkich natchnień, objawień czy olśnień, co codziennego zderzania z innymi zakonnikami i osobistą słabością. Czytam teksty ojca i czasem mam wrażenie, że kątem oka widzę te delikatne, choć konsekwentne uderzenia Boga.
Posty oznaczone jako ‘eSPe 81’

Czytelniano
kwiecień 3, 2008
Targi
marzec 27, 2008I znów stolica… To mój pierwszy wyjazd na te targi, ciekawa jestem, jak o wygląda w praniu. Zwłaszcza, że mam prowadzić spotkanie promocyjne. Ksiądz Jan w bezpośrednim spotkaniu okazał się być sympatycznym, bezpośrednim człowiekiem. Aż szkoda, że będe go musiała nieco podręczyć z racji swojej roli pytacza. Może wybaczy… Byle do niedzieli.

Nadobna okładeczka
marzec 18, 2008
Poszło
marzec 10, 2008Kolejny numer kwartalnika jest już w drukarni. Końcówka pracy nad nim była ciężka: rozmywały się terminy, grafikowi szwankował sprzęt i miała miejsce cała gama innych radosnych wydarzeń.
Najtrudniejsza jest dla mnie zmiana WAK-a. Padre Mateusz był przede mną naczelnym pisma, więc świetnie sie orientował w tym, co robiłam i korygował moje różne, mniej lub bardziej nawiedzone decyzje. A teraz to ja mam dokształcać asystenta. Przerażająca wizja…
Przygotowujemy też spotkanie na Targach Książki Katolickiej w Warszawie, naszym gościem będzie ks. Jan Reczek. Czeka mnie prowadzenie tego spotkania a więc makijaż jako maska, odpowiedni strój urzędowo-wyluzowany i pełnienie z pełnym poświęceniem roli advocati diaboli. Tylko jeszcze musze przygotowac pytania. Temat spotkania raczej przystepny: uzdrowienie wewnętrzne. Trzeba będzie spytac o te wszystkie fenomeny budzące zdziwienie a często też i lęk typu omdlenia, czy słowo poznania. Mój przyszły rozmówca to człowiek o dużym doświadczeniu, więc rozmowa zapowiada się interesująco. Tylko czemu to znów jest 29. dzień miesiąca? W lutym obrona, w marcu spotkanie, ciekawe co szykuje się na kwiecień

Jestem pociągająca
luty 21, 2008Proces przeistoczenia rozpoczął się już w porannym pociągu do Warszawy. Jak zwykle poszukiwanie właściwego przystanku właściwego autobusu w okolicach dworca Warszawa Centralna przyniosło odpowiednie skutki dopiero po usilnym duchowym molestowaniu św. Antoniego i mojego Anioła Stróża. Że też wcześniej nie wpadłam na to, żeby od tego zacząć… hm… 20 minut błąkania się po zimnych ulicach – masakra.
Do autobusu wsiadłam nerwowo przeglądając torebkę i kieszenie w celu znalezienia suchej chusteczki. Poranne wstawanie w połączeniu ze stresem i mglisto-wilgotną pogodą zrobiło swoje. Do radia dotarłam pomimo bardzo tfurczej numeracji budynków na Łazienkowskiej (najpierw jest 6a a potem 14…) oraz sporego stopnia komplikacji wejść w cegalnym budynku stanowiącym kościół oraz jego zaplecze. Miałam szczęście, że trafiłam na listonosza, który uprzejmie wskazał mi drogę. Tak więc dotarłam do radia - w stanie wskazującym na spore zużycie chusteczek tudzież aspiryny, z wzrokiem nieco mętnym, choć z błyszczącymi od stanu podgorączkowego oczyma. Głosu wystarczyło mi tylko na prezentację w sekretariacie, potem było już tylko gorzej.
Nagraliśmy dwa razy po 30 min., audycje o dwóch numerach kwartalnika (80 i 81). Nie pamiętam za bardzo co mówiłam, pamiętam natomiast, że rwał mi się wątek, zwłaszcza pod koniec. Dobrze, że to nie było na żywo… Zwłaszcza, że w pewnym momencie straciłam na kilka minut kompletnie głos.
Głodna, zmęczona i zapchanym już maksymalnie nosem dotarłam na Krakowskie Przedmieście, gdzie Anetka poratowała mnie pizzą i grzanym piwem z sokiem malinowym. Pizzunia lizać paluszki, mmmm… I ta przyjemność rozmowy z kimś, kto cię dobrze rozumie.
Jak wreszcie wsiadłam do pociągu, to zasnęłam i obudziłam się na sprawdzanie biletów a potem przed Krakowem. Jak on pięknie wygląda nocą. Kocham to miasto.
A dziś jestem nadal pociągająca, oczka mi się szklą, cera blada. Jak to jeżdżenie do stolicy potrafi skorygowac image
