Byłam, odchorowałam (co zresztą słychać w nagraniu), ale można za to posłuchać jak opowiadam o eSPe 80. Chętnych zapraszam na stronę www.sielskiefale.pl, należy kliknąć zakładkę ”nasze audycje” a potem “Miesiąc w miesiąc” (nagrania z 29 lutego 2008)
Posty oznaczone jako ‘eSPe 80’

eSPe w Radiu Józef
marzec 11, 2008
Jestem pociągająca
luty 21, 2008Proces przeistoczenia rozpoczął się już w porannym pociągu do Warszawy. Jak zwykle poszukiwanie właściwego przystanku właściwego autobusu w okolicach dworca Warszawa Centralna przyniosło odpowiednie skutki dopiero po usilnym duchowym molestowaniu św. Antoniego i mojego Anioła Stróża. Że też wcześniej nie wpadłam na to, żeby od tego zacząć… hm… 20 minut błąkania się po zimnych ulicach – masakra.
Do autobusu wsiadłam nerwowo przeglądając torebkę i kieszenie w celu znalezienia suchej chusteczki. Poranne wstawanie w połączeniu ze stresem i mglisto-wilgotną pogodą zrobiło swoje. Do radia dotarłam pomimo bardzo tfurczej numeracji budynków na Łazienkowskiej (najpierw jest 6a a potem 14…) oraz sporego stopnia komplikacji wejść w cegalnym budynku stanowiącym kościół oraz jego zaplecze. Miałam szczęście, że trafiłam na listonosza, który uprzejmie wskazał mi drogę. Tak więc dotarłam do radia - w stanie wskazującym na spore zużycie chusteczek tudzież aspiryny, z wzrokiem nieco mętnym, choć z błyszczącymi od stanu podgorączkowego oczyma. Głosu wystarczyło mi tylko na prezentację w sekretariacie, potem było już tylko gorzej.
Nagraliśmy dwa razy po 30 min., audycje o dwóch numerach kwartalnika (80 i 81). Nie pamiętam za bardzo co mówiłam, pamiętam natomiast, że rwał mi się wątek, zwłaszcza pod koniec. Dobrze, że to nie było na żywo… Zwłaszcza, że w pewnym momencie straciłam na kilka minut kompletnie głos.
Głodna, zmęczona i zapchanym już maksymalnie nosem dotarłam na Krakowskie Przedmieście, gdzie Anetka poratowała mnie pizzą i grzanym piwem z sokiem malinowym. Pizzunia lizać paluszki, mmmm… I ta przyjemność rozmowy z kimś, kto cię dobrze rozumie.
Jak wreszcie wsiadłam do pociągu, to zasnęłam i obudziłam się na sprawdzanie biletów a potem przed Krakowem. Jak on pięknie wygląda nocą. Kocham to miasto.
A dziś jestem nadal pociągająca, oczka mi się szklą, cera blada. Jak to jeżdżenie do stolicy potrafi skorygowac image

Słownik słów passe, literka “g”
styczeń 26, 2008GODNOść -
1. Poczucie własnej wartości i szacunek do siebie
2. Zaszczytne stanowisko, tytuł, zaszczytna funkcja
3. W zwrotach grzecznościowych: nazwisko
Mieć poczucie własnej godności to znaczy być świadomym swojej wartości i domagać się dla niej szacunku. Widzieć godność osoby, to widzieć, że jako ktoś ode mnie odrębny a jednak do mnie podobny, ma wartość sam w sobie i ma prawo do szacunku z mojej strony, czyt. mam obowiązek okazywać mu szacunek. Jeśli tego nie robię najczęściej to oznacza, że nie mam poczucia własnej godności, mówiąc potocznie: uważam się za kompletne zero (obojętnie czy świadomie, czy podświadomie).
Godność jest ściśle związana z tożsamością (stąd pośrednio znaczenie: nazwisko). Jeśli moja tożsamość jest określona, a więc potrafię powiedzieć skąd przychodzę, kim jestem i dokąd idę, potrafię też odnaleźć swoje miejsce w grupie. I to ja wtedy określam kim jestem, nie poddaję się pod dyktat innych. Są sytuacje, kiedy inni rozporządzają moją osobą, ale nawet jeśli czynią to z pozycji siły, mogę pozostać wewnętrznie wolna i zachować swoją godność – świetnie o tym napisała Danuta Piekarz w eSPe 80 w analizie władzy ludzi nad Jezusem w czasie Jego Paschy. Inni nie są w stanie odebrać nam godności, choć są w stanie nas zabić. To jedyna rzecz, której możemy wyrzec się jedynie my sami.

Udowodniono mimo woli
grudzień 17, 2007Wczoraj ujawniłam swoją twarz bratu, który jest redaktorem naczelnym Teofila, pisma dominikańskich braci-studentów i dzięki którego uprzejmości w 80 numerze kwartalnika ukazał się tekst o. Wojciecha Giertycha OP. Brat wcześniej otrzymał tzw. egzemplarz okazowy. Spytany o wrażenia odparł po sekundzie: “Ładna grafika”.
I tak oto mamy dowód niewprost na rzeczy dwie: po pierwsze – mężczyźni są wzrokowcami, po drugie – nawet ładna grafika niekoniecznie przekonuje do lektury
Bo wersji, że brat przeczytał i uznał poziom za nędzny nie biorę pod uwagę…

Władza w rękach chrześcijan w moim ręku
grudzień 11, 2007eSPe 80 przybralo właśnie dotykalny (przynajmniej dla mnie i kilku szczęśliwców) kształt: A5, granatowa okładka (muszę pogadać z Rafałem na temat totalitaryzmu niebieskich odcieni okładek panującego od roku w kwartalniku) i ślicznie podkreślone czerwienią nazwiska, które mają wypromować ten numer: ks. arcybp Kazimierz Nycz, Wojciech Murdzek, ks. Marek Dziewiecki, o. Wojciech Giertych OP.
Sprzedaż podejrzewam, że będzie marna, bo tematy społeczne nie cieszą się zbytnim powodzeniem na rynku prasy katolickiej, ale uważam, że warto o nich pisać. Prawda o Paruzji jest aktualna, nawet ta o jej szybkim przyjściu (Kto wie? Może już jutro? Albo nawet dziś wieczorem?), ale to nie zdejmuje z nas przecież odpowiedzialności za siebie i innych, także za świat, w którym żyjemy. O wiele łatwiej wierzyć w sprawiedliwość Boga, jeśli myśląc o władzy mam w wyobraźni uczciwego szefa, albo ufać w Boże Miłosierdzie, jeśli mogę zawsze liczyć na przebaczenie ze strony moich bliskich. Jakoś w dobrym świecie łatwiej znaleźć ścieżkę do Dobrego Boga.
