Posty oznaczone jako ‘Duch Święty’

h1

Sanctissima Trinitas

maj 18, 2008

Dziś jest odpust u krakowskich OP (Bazylika Najświętszej Trójcy) i z tej okazji stwierdziłam, że wrzucę tu zdjęcie Trójcy Świętej:

Są to trzy nakładające się na siebie otwarte okręgi, które swobodnie przenikają się nawzajem, tak, że idąc palcem po tej wstędze nie znajdziemy jej końca. Jest to zdjęcie jednego ze zworników w refektarzu u dominikanów w Krakowie. Zachwyca mnie ta prostota i niedosłowność tego przedstawienia. Jeden a Trzech, Trzech a Jeden.

Dziś tradycyjnie kazanie na mszy konwenckiej (główna msza dnia) mówił cysters: próbka pięknego przedsoborowego kaznodziejstwa. Było świetne teologicznie, dopracowane, logiczne i było widać w oczach słuchaczy, że najpierw przestali rozumieć a potem zaczęli się a) intensywnie nudzić; b) intensywnie prosić Ducha Świętego o koniec kazania lub kaznodziei (starszawy był, więc było to usprawiedliwona nadzieja). Mi się podobało, przypominało świetny retorycznie i merytorycznie wykład. I jak wykład, nie porywało. Cóż. Dominikanie nas rozpuścili, u nich jak ktoś zepsuje kazanie, to przynajmniej jest potem z czego się nabijać. Tu nie było.

Ale kaznodzieja jest według mnie usprawiedliwony – dogmat o Trójcy, zwornik naszej wiary, jest trudny do przełożenia na język codzienności. Kusiło mnie przez chwilę, żeby tu tego spróbować, ale nie, odkładam tę motykę i na nic porywać się nie będę. Zresztą na Trzech porywać się nie uchodzi ;)

 

h1

Pozesłaniowo

maj 12, 2008

Po nocy czuwania i wczorajszej uroczystości Zesłania Ducha Świętego wiem jedno: chcę czcić Boga, który jest potężny! Potrzebuję Jego wszechmocy, aby czuć się bezpiecznie, kiedy będę pełnić Jego wolę, potrzebuję dumy z Jego potęgi, aby móc przyjąć upokorzenia.

W czasie nocy czuwania ojcowie przypomnieli dawny ryt bierzmowania: kto chciał, podchodził i otrzymywał namaszczenie olejkiem na czole i wnętrzu obu dłoni podczas którego kapłan wypowiadał kolejno: “Bóg namaścił cię na króla [czoło], kapłana [prawa dłoń] i proroka [lewa dłoń], bądź mężny i pamiętaj o tym!” Słowom dotyczącym męstwa towarzyszyło uderzenie w policzek (kopania po piętach na szczęście nie było :) ). Ten policzek miał w starym rycie wiele znaczeń, ale dla mnie jest ważne jedno – mam mieć odwagę przyjęcia w imię Chrystusa odrzucenia i uderzeń ze strony świata. Do tego potrzebuję oparcia, mocnego oparcia w Tym, Który mnie namaszcza. Wiary i zaufania w Jego moc dającą Mu ostateczne zwycięstwo.

Amen :)

h1

eSPe 81

styczeń 15, 2008

Spływają teksty do numeru o Duchu Świętym. Do działu o sztuce wybrałam tym razem budynek – kościół pw. Ducha Świętego w Tychach. Architektura współczesna, w pierwszym momencie trudna w odbiorze, ale jednak przyjazna modlitwie i skupieniu. Napisałam tekst “ku czci” starając się ją maksymalnie przybliżyć a wczoraj dostałam tekst do działu o liturgii a w nim rozważania o “architektonicznych pseudo-kościelnych potworkach”. I bardzo mnie on ucieszył! Już tłumaczę czemu.

Nie sztuka zaprojektować kościół byle jak, zawsze można ściągnąć jakieś pomysły z sąsiedniej parafii czy z zabytkowych budynków. Sztuka dostosować taki budynek do wymagań, jakie stawia mu celebracja liturgii (akustyka, miejsce dla procesji, urządzenia Grobu Pańskiego i Szopki, etc.) i teologia. Bo kościół ma być nie tylko przestrzenią, w której głoszone jest Słowo, ale także przestrzenią, która sama jest głoszeniem. I Stanisławowi Niemczykowi w Tychach to się udało, pomimo tego, że zaprojektowana przez niego bryła jest bardzo nowatorska.

Dobrze, że o. Łukasz, idąc za “Duchem liturgii”, wytknął współczesnej architekturze sakralnej, że poświęca funkcję na rzecz gier formalnych okazując tym samym brak szacunku wobec wspólnoty, której dana świątynia ma służyć. Mój tekst równoważy tę wypowiedź pokazując jak możliwe jest tworzenie kościołów nie tylko współczesnych, ale też pomagających rodzić się wierze i wspólnocie.

I w ten oto sposób, nie wiedząc o tym, podialogowaliśmy sobie. Palec Boży? :)

I jeszcze krótka dopowiedź do czerwonych latarń w Szilo: w obu przywołanych obrazach na pierwszym planie są kobiety, ale sytuacje są tak naprawdę kształtowane przez postawy mężczyzn. Obojętność właściciela haremu doprowadza do zdrady i śmierci jednej a szaleństwa drugiej kobiety. Sprawiedliwość Elkany jest dla Anny wskazaniem drogi rozwiązania jej problemu: zwraca się ona do Boga Przymierza i zostaje wysłuchana. Zamiast śmierci i szaleństwa przychodzi życie.

h1

Schwytać Wiatr

grudzień 10, 2007

Albo przynajmniej spróbować Go opisać. Pierwsze imię nadane Duchowi Świętemu to właśnie – najogólniej ujmując – ruch powietrza. Hebrajskie ruah obejmuje wszystkie trzy wymiary ludzkiego świata (idąc od zewnątrz): wiatr (środowisko), oddech (ciało), ducha. Wszystkie nienamacalne, choć doświadczalne. Nie, inaczej: nieuchwytne, nie poddające się naszej manipulacji, wymykające się kontroli, choć doświadczalne.

Chociaż Duch Święty ma bogatą symbolikę (m.in. wiatr, ogień, woda, gołębica), to dla mnie najważniejszym obrazem pozostanie wiatr i wcale nie dlatego, że mam tak a nie inaczej na nazwisko :)

Pamiętam potężną wichurę, która zerwała dach na domu moich rodziców. Wszyscy siedzieli w domu a ja wyszłam i patrzyłam zafascynowana, jak wiatr łamie gałęzie, wyrywa drzewa i unosi, dokąd chce, jak zapałki. W pędzie powietrza było coś nieuniknionego, a jednocześnie był on tak wspaniale wolny. Wolny i potężny. Czułam jego napór, który prawie mnie przewracał, ale jednocześnie ta siła nie kaleczyła mnie. Mogłam z nią powalczyć, ale mogłam też być jej posłuszna, stając w takiej pozycji, w której wiatr był dla mnie najmniej dolegliwy. Kiedy wichura się uspokoiła, wszystko, co nie było trwałe i stabilne, było gdzie indziej. Rzeczywistość się rozpadła i można było na nowo rozpocząć budowanie, może tym razem w bardziej przemyślany sposób.

Na przykład kryjąc dom blachą a nie kruchym eternitem (ale się wtedy tato od mamy nasłuchał… :) )

h1

O życiu i śmierci, ale bez jajecznicy

listopad 11, 2007

[tytuł sponsorują Shrek i Osioł ;) ]

Dziś kończyła się wizytacja krakowskiego konwentu OP i kazanie na konwenckiej mówił prowincjał, o. Krzysztof. Mówił o zmartwychwstaniu, bo “chrześcijaństwo jest religią zmartwychwstania.” Powrotu do życia. Tylko czym ono tak naprawdę jest – przecież konający na raka też żyje, ale czy chciałby do takiego życia wracać? Czy pragnie, by trwało wiecznie? Okropnie retoryczno-patetyczne te pytania, ale mogę zapewnić, że szczere.

Obracanie w myśli tych kwestii spowodowało, że przypomniałam sobie ze swojego życia takie momenty, które ojciec nazwał w kazaniu “chwilami zmartwychwstania”: kiedy mi przebaczano, doświadczałam przyjęcia przez wspólnotę, kiedy nadciągające dramaty okazywały się tylko strachami na wróble. A przede wszystkim te chwile, kiedy Bóg pozwalał mi widzieć swoje działanie: we mnie, w innych. Za każdym razem rodziła się wtedy we mnie radość i poczucie siły – odzyskiwałam moją wolność. W takich chwilach chce się tańczyć, biec, śpiewać, śmiać. I podzielić się tą wolnością z innymi. Podobne efekty daje odpowiednia dawka dobrego wina, ale w jego przypadku zawsze jest ryzyko kaca lub marskości wątroby – w Bożym Winie tego nie ma.

“Upili się młodym winem…” Mhm, uważam, że to jest właściwy obraz życia i zmartwychwstania. Szczególnie, że po grecku “upić się” i “ochrzcić się” to to samo słowo :D