Posty oznaczone jako ‘BXVI’

h1

Duchowe macierzyństwo

maj 11, 2009

Gosia jest drobna, ciemnowłosa i bardzo energiczna. Dopóki nie zderzyła się z Górą OP była feministką, teraz robi wszystko, aby upowszechniać nowy feminizm zainspirowany nauczaniem JP II, ale próżno w niej szukać ślepego uwielbienia dla myśli papieża: zmaga się z jego ideami, podobnie jak wcześniej walczyła z patriarchatem: “Tu jest o matkach i o dziewicach konsekrowanych a ja się pytam gdzie jest miejsce na mnie – osobę pojedynczą? Duchowe macierzyństwo? Jakie duchowe macierzyństwo, to mi nic nie mówi!”

Jak widać gosiny czujnik sloganów przy tym zwrocie zaczyna szaleć, co oznacza, że zwrot jest ładny, ale chyba istnieje problem z wypełnieniem go treścią. Wiele sióstr zakonnych mówi, że swoje macierzyństwo realizują duchowo, ale, właśnie, co to znaczy?

Dziś w Ammanie BXVI mówił do kobiet, przywołując myśl JP II, że mężczyźni nie są w stanie ich zastąpić w budowaniu przestrzeni bezinteresownej miłości w świecie nastawionym na użyteczność i przydatność. Wymienił trzy kobiece posługi: nosicielki miłości (bearers of love), nauczycielki miłosierdzia (teachers of mercy) i mistrzynie pokoju (artisans of peace). To są właśnie cechy macierzyństwa: kochać, z tej miłości uniżać się do poziomu dziecka i przez to dać dziecku poczucie wartości jego życia, poczucie niezależne od sytuacji rodzinnej czy towarzyskiej.

Kiedy przełożymy to na poziom duchowy, to o ile rola ojca jest pouczać i stawiać wobec wyzwań a potem pomagać je pokonywać, to rola matki jest rolą ukrytą. Matka po prostu jest i kocha: słuchając, przyjmując, dając przestrzeń odpoczynku, ucząc rozumienia uczuć a przez to rozumienia także uczuć innych. Uczy człowieka, wspólnoty, wartości na pierwszy rzut oka mało użytecznych, ale fundamentalnych. Problem może w tym, że nie jest to działanie spektakularne, wymaga czasu, bo liczy się z wolnością dorastającego. Ale warto zaczekać…

PS

A nad Krakowem dogasa właśnie burza i za moim oknem widnieje piękna, podwójna tęcza. Duet: SzareChmury&WiązkaBiałegoŚwiatła present – patrzcie i podziwiajcie :)

Zdjęcie028

h1

Kocham BXVI :*

kwiecień 30, 2009

Wczorajsza audiencja generalna, tym razem o św. Germanusie z Konstantynopola – biskupie, który za obronę kultu ikon zostal zmuszony do ustąpienia z pozycji patriarchy Konstantynopola. Na koniec papież podal trzy rzeczy, których możemy sie nauczyć od Germanusa – oto stosowny cytacik:

The first: There is a certain visibility of God in the world, in the Church, which we should learn to perceive. God has created man in his image, but this image has been covered in so much filth from sin that consequently God is almost not seen anymore in it. Thus the Son of God became true man, perfect image of God: In Christ we can thus contemplate the face of God and learn to ourselves be true men, true images of God.
(…)

The second [lesson] is the beauty and dignity of the liturgy. To celebrate the liturgy in the awareness of the presence of God, with this dignity and beauty that allows one to see a bit of his splendor, is the task of every Christian formed in his faith.

The third [lesson] is to love the Church. Precisely concerning the Church, we men are inclined to see above all its sins, the negative; but with the help of faith, which makes us capable of seeing authentically, we can also, today and always, rediscover in her the divine beauty. It is in Church where God makes himself present, offers himself in the holy Eucharist and remains present for adoration. In the Church, God speaks with us, in the Church, “God walks with us,” as St. Germanus says. In the Church, we receive the forgiveness of God and we learn to forgive.

 W skrócie:

1. W jest w świecie pewna możliwość ujrzenia Boga, jest ona w Kościele i powinniśmy nauczyć się ją odkrywać. Bóg wcielając się ukazal nam swoją Twarz w Jezusie i kontemplując ją, możemy znów stać się wiernymi obrazami Boga (pomimo, że grzech tę wierność obrazu w nas wypaczył).

2. Istotność piękna i godności liturgii, które pozwalaja nam dostrzec ułamek tego piękna i godności, jakie przynależą Bogu. (Dodam od siebie, ze istotne jest połączenie obu tych aspektów: liturgia ma być piękna i godna, jeśli będzie tylko godna, nie poruszy serca, jesli tylko piękna, nie przekaże Bożej Obecności – nie pozwoli doświadczyć sacrum – misterium tremendum et fascinans).

3. Miłośc do Kościoła. Tu Benedykt XVI powiedział coś bardzo istotnego: “my, ludzie, mamy tendencje do postrzegania przede wszystkim jego [Kościoła] grzechów, tego co negatywne, ale z pomocą wiary, która uzdalnia nas do widzenia w sposób odpowiadający rzeczywistości, możemy także , dziś i zawsze, odkrywać wciąz na nowo jego Boże piękno (…) W Kościele otrzymujemy przebaczenie Boga i uczymy sie przebaczać”.

Ostatni punkt jest odpowiedzią na jedna z moich obserwacji dyskusji o Kościele, w jakie bywam zaangażowana albo jakie jedynie obserwuję: nie potrafię często oprzeć sie wrażeniu, że adwersarze Kościoła mówia o jakimś Kosciele, którego ja nie znam. O rzeczywistości, która jest mi obca. Owszem, znam wielu kulturowych katolików, bylejakich księży – studiowalam teologie, miałam czas się napatrzeć. Ale to nie jest prawda o Kościele – Kościół jest piękny. Ci, którzy naprawdę odbijają w sobie Chrystusa, którzy są z Nim najgłębiej zjednoczeni – oni są najgłebszą prawda o Kościele. Ich droga do tej jedności z Panem, naznaczona także grzechem i słabością, jak droga każdego z nas, to także część historii Kościoła – historii zwycięstwa nad grzechem. Bo Kościół nie jest doskonały – tu na ziemi jest to przestrzeń w której uczymy się trudnej sztuki przebaczenia i życia w wolności. Gdyby to była wspólnota doskonałych, nie byłoby czego przebaczać.

Kościół od wewnątrz wygląda zupełnie inaczej niż oglądany z zewnątrz, w turystycznym biegu “przez zabytki”. Warto spróbowac zajrzec do środka, moze się wtedy okazać, że to przestrzeń, z której nie chce się odejść, bo jest w niej życie.

A nam, w środku, warto byłoby pamiętać, że remonty fasady też są przydatne – czas siermiężnego PRL-u skończył się ponad dwadzieścia lat temu, sam krzyżyk na wieży nie starczy, żeby ludzi przyciągnąć.

h1

Łorsoł i konferencja prasowa

grudzień 9, 2008

Wczoraj znów nawiedziłam Stolicowo, czego o mały włos nie przypłaciłam życiem (weszłam na pasy i od nagłej śmierci pod kołami autobusu uratował mnie jedynie krzyk dziewczyn, swoją drogą kierowca powinien patrzeć gdzie jedzie – przejście było bez świateł, więc miałam pierwszeństwo, chociaż z kilkutonowym autobusem trudno dyskutować :) ). O tym, że odwiedzam Warszawę i na dodatek mam prowadzić w niej konferencję prasową, dowiedziałam się w… sobotę wieczorem (niech żyje słowność i wypadki losowe…).

Aaaaaaa!!!

Książki nie widziałam wcześniej na oczy, pojęcie o tym, kto będzie gościem miałam mgliste (okazała się ono nie bardziej mgliste, niż organizatorów, choć nie z ich winy) a i nie przypominam z wyglądu niejakiej Iwony Szymalli, którą miałam zastępować. Ujć. I na domiar szczęścia nie mam komputera w domu, bo stary odszedł do Krainy Wiecznego Standby’ia a nowy na razie jest w częściach i trochę to potrwa, zanim szaman od komputerów go złoży. I skąd tu czerpać wiedzę o gościach, których miałam prezentować? Jak dobrze, że istnieją knajpki internetowe i Juda Tadeusz…

Do budynku PAP przyjechaliśmy dwie godziny wczesniej, zapoznalismy się z salą oraz przemiłymi paniami zajmującymi się organizacją konferencji. Poziom adrenaliny podnosił nam fakt nieobecności jednego z zaproszonych gości, który ostatecznie nie dotarł i nie poinformował nas, że nie dotrze. Miłosiernie pomine nazwisko tudzież komentarze,  które cisną sie na usta na to wspomnienie… Na szczęście reszta panelistów okazała się strzałem w dziesiątkę: o. Salij i o. Langhammer świetnie zaprezentowali teologiczny i praktyczny wymiar treści zawartych w książce a Michał Wilk, jako tłumacz, spokojnie (niektórzy poczuli się tak uspokojeni, że zaczęli mieć objawy drzemkowe :D ) przedstawił główne tematy.

Dziś napisali o nas w KAI i na WP.pl i to pewnie nie wszystko. Znaczy się – dobrze było a ja mam w cv prowadzenie konferencji prasowej. Sama nie wierzę w to, co piszę… :)

A to powód całego zamieszania:

bxvi

A tutaj jeszcze spot reklamowy :)

h1

Pożywna cytata

październik 15, 2008

Z bloga Bp. Z. Kiernikowskiego, który obecnie uczestniczy w synodzie o Słowie Bożym w Rzymie i referuje w sieci jego przebieg:

Kardynał S. Ryłko mówił m.in. o roli świeckich w liturgii i poza liturgią. Przywołał ruchy kościelne i nowe wspólnoty, które wiele wnoszą w przygotowanie, wykonanie i przeżywanie Słowa Bożego. Dzięki tym ruchom i wspólnotom są organizowane kursy wspomagające percepcję Słowa i drogi inicjacji chrześcijańskiej. Są to laboratoria czytania i słuchania Słowa Bożego. Ktoś inny, idąc po tej samej linii, zwrócił uwagę na to, iż wielu odchodzi o Kościoła, bo nie znajduje w Kościele koherencji między głoszonym Słowem i życiem. Czasem idą do grup pozakościelnych. Tam się zmieniają pod wpływem Słowa. Dlaczego to się nie działo, gdy byli w Kościele? Może w Kościele byli traktowani tylko jako przedmiot duszpasterstwa, a w nowych sytuacjach poczuli się nie tylko przedmiotem, ale podmiotem i zostało im umożliwione osobiste korzystanie ze Słowa.

I do tego jako podsumowanie rewelacyjny cytat z wypowiedzi jednej ze świeckich obserwatorek synodu, p. Agnes Lam:

“Czytanie słowa jest jak jedzenie. Domowa zupa, w której przygotowanie włożono miłość i czas jest pyszna, podczas gdy fast food jest bez smaku”.

Narzekamy na kazania a kto z nas, tak z ręką na sercu, sam siada przynajmniej raz w tygodniu nad tekstem Biblii i stara się go przemodlić? Skoro nie wkładamy czasu i miłości w osobiste spotaknie ze Słowem, to czemu się dziwimy księżom, że serwują nam mrożonki z mikrofali albo stałe zestawy, które różnią się między sobą jedynie nazwą, bo na pewno nie smakiem? Nie zdejmuje to z nich odpowiedzialności i wcale nie bronię kościelnych “mistrzów” ambony ala McDonald’s czy inne KFC, ale zanim ktoś obrazi sie na Kościół za kiepskie głoszenie może niech zajrzy najpierw do własnej kuchni? Kupi książkę kucharską, albo ściągnie jakieś przepisy z netu i sam spróbuje coś upichcić?  Po przypaleniu kilku patelni i granków odkryje, że po pierwsze wcale nie jest tak ławo powiedzieć sesnsowne kazanie a po drugie Słowo zmienia sposób słuchania i pomaga odnaleźć głos Pana nawet w fast foodzie. A w zasadzie pomimo niego :D

PS

To już podaję jako ciekawostkę – pani Lam zasugerowała także, aby Benedykt XVI zaczął pisać bloga :) Wpisy miałyby zawierać krótki cytat z Ewangelii danego dnia oraz kilka zdań komentarza. Co prawda sugestia wywołała usmiechy na sali, ale kto wie, kto wie, może papież dołączy do nasze społeczności bloggerów? Miło by było :)

h1

Man in white

wrzesień 15, 2008

Aż chce się zanucić: “Bo we mnie jest Piotr, któż oprzeć się ma mu?” :)

W każdym razie Francuzi się nie oparli. Media zarówno francuskie, jak i polskie, piszą o nieoczekiwanym sukcesie Benedykta XVI: tłumy na Placu Inwalidów, ponad 200 tys. wiernych na mszy w Lourdes. Papież, który odanawia Kosciół przez powrót do tradycji i nie ma medialnej charyzmy Jana Pawła II jednak ściąga ludzi. A o czym mówi?

Głównie o potrzebie powrótu do Chrystusa i skupieniu się na Jego osobie tak, aby możliwe było odkrycie nadziei, którą przynoszą Jego śmierć i zmartwychwstanie. Akcentuje potrzebę całkowitego oddania się Bogu tak, aby mógł przez nas działać. Wskazuje na konieczność poszanowania prawdy o dwóch źródłach kultury europejskiej (co znalazło oddźwięk w sformułowaniu prezydenta Sarkozy’ego o “pozytywnej laickości” państwa rozumianej jako dostrzeżenie i dowartościowanie religijnego komponentu w życiu społecznym), oraz znaczenie świeckich (zwłaszcza troska o rodziny). Kiedy mówi o kapłaństwie kładzie nacisk na aspekt służby i konieczność zakorzenienia powołania w więzi z Panem. Ważna jest dla niego liturgia, poszanowanie dla niej związane z mądrym jej rozumieniem zarówno jako spotkania wspólnoty, jak i składania ofiary. Wskazuje wielkie wyzwania pozostając jednocześnie łagodnym i ciepłym człowiekiem o olbrzymiej wiedzy połączonej z prostotą przekazu. Widać kontynuację wątków nauczania Jana Pawła II (troska i kontakt z młodymi, wskazywanie na znaczenie rodziny i ogólnie świeckich, przypominanie o znaczeniu chrześcijaństwa w kształtowaniu naszej kultury, etc.) i wskazanie na nowe aspekty, głównie powrót do tradycji liturgicznych, który osobiście odczytuję jako wezwanie do skupienia się raczej na mistagogii (czyli wyjasnianiu znaków liturgicznych) niż niekończącycm się eksperymentowaniu i upraszczaniu celebracji, co czasami kończyło się jej kompletnym odrewaniem od znaczeń biblijnych i Tradycji.

Duch doskonale wiedział, kogo wskazać. Jak zwykle :)