Chyba niedługo zacznę je traktować jako dziennik satyryczny. Tym lepszy, że efekt śmieszności jest niezamierzony a cóż bardziej zabawnego niż dowcip opowiedziany z całkowitą powagą?
Dziś na pierwszej stronie mamy żart dla snobów, mianowicie cudną zajawkę recenzji umieszczonej wewnątrz numeru:
Czy Pan Bóg jest szczęśliwy? – takie pytania mógł zadawać tylko profesor Leszek Kołakowski
Mhm, prawdziwość tego stwierdzenie odpowiada prawdziwości następującego zdania: tylko dziennikarz Agory mógł dać taką popisówkę z braków w swoim wykształceniu na pierwszej stronie swojego pisma.
Pytanie o to, czy Bóg jest szczęśliwy a wcześniej: czy bogowie sa szczęśliwi, zadawali już starożytni. Niejaki św. Tomasz z Akwinu OP rozstrzyga nawet pytanie o to, czy Bóg byłby szczęśliwy bez stworzenia. Pytanie o szczęśliwość Boga nie jest pytaniem absurdalnym (jak sugeruje autorka recenzji, której jednak nie podejrzewam o autorstwo nieszczęsnej zajawki), ale bardzo istotnym dla człowieka wierzącego lub poszukującego wiary. Bo skoro nasza wieczność ma być zjednoczeniem z Bogiem, to z Kim będziemy zjednoczeni? Z Kimś kto nas stworzył, żeby zaspokoić swoje potrzeby? Czy Kimś, kto nas stworzył całkowicie wolnym aktem i tylko dlatego, że chciał sie podzielić swoim szczęściem? Czy fakt, że cierpię, ma jakieś znaczenie dla tego Kogoś? Czy jestem w stanie odnaleźć odpowiedź na pytanie, jak On reaguje na moje cierpienie? Czy współodczuwa? Czy będzie próbował lub zmusi mnie do zjednoczenia z Nim, bo jest potężniejszy a beze mnie nie może być szczęśliwy?
To istotne kwestie, bo tu chodzi o wieczność. Bardzo realną wieczność.
Myślę, że profesor Kołakowski już zna odpowiedź
PS
A inspiracją do tytułu jest fragment recenzji o Leszku Kołakowskim “pochylającym sie nad naszą współczesną kondycją”. Pomyśleć, że jeszcze pięć lat temu niejaki Szymon Hołownia kpił z takich sformułowań w swoim “Kościele dla średniozaawansowanych”. Volvitur orbis…



