A dokładnie jego komentarz na deon.pl dotyczący modlitwy “Ojcze nasz”, pokusa zaś dotyczyła skomentowania komentarza. Na moją uwagę, że nie ma sensu dokonywać głębszej egzegezy polskiego przekładu “i nie wódź nas na pokuszenie”, bo greka rzecze inaczej, ks. Wojciech odpisał, co następuje, a ja z rozkoszą oddam się teraz pasji debatowania (już dawno sobie tak teologicznie nie pofechtowałam). Osoby śrdeniozainteresowane egzegetycznymi wiwsekcjami serdecznie przepraszam:
”A co do tłumaczenia, to jednak bym dyskutował:)
1. Zarówno wersja Mt 5,13 jak i Łk 11,4 mówią dosłownie “nie wprowadzaj nas na próbę/pokusę”. [μὴ εἰσενέγκῃς ἡμᾶς εἰς πειρασμόν]“.
Moja greka nigdy nie była genialna a obecnie przypomina dziury po serze szwajcarskim, więc to co tu napiszę, to jedynie próba obrony mojego podejścia: εἰσενέγκῃς to coniunctivus aoristi (aorystu mocnego) II per. sing., oznacza więc prośbę o to, by dana osoba czegoś z nami nie zrobiła i jednocześnie abyśmy my ( ἡμᾶς ) nie zostali poddani konsekwencjom tego działania. Takie rozumienie wynika ze specyfiki aorystu mocnego. Czyli nie tylko “nie wprowadzaj nas”, ale również “nie pozwól, nie daj, abyśmy zostali wprowadzeni”.
Ale z góry zastrzegam: to raczej wyczucie, niż twarda wiedza.
2. Czasownik użyty w tej prośbie oznaczy czynność “wprowadzenia, wejście”, np.
”Wtem jacyś ludzie niosąc na łożu człowieka, który był sparaliżowany, starali się go wnieść i położyć przed Nim. (Łk 5,18); “Kiedy was ciągać będą do synagog, urzędów i władz, nie martwcie się, w jaki sposób albo czym macie się bronić lub co mówić, (Łk 12,11).
Prośba jest do Boga, żeby tego nie robił a nie by nie dozwolił robić.
Bo czy miałoby sens tłumaczenie: “Wtem jacyś ludzie niosąc na łożu człowieka, który był sparaliżowany, starali się pozwolić go wnieść i położyć przed Nim”?
W języku polskim także mamy słowa lub frazy, które w zależności od kontekstu inaczej będą przetłumaczone na obcy język. Słowo “ciało” po angielsku można oddać jako “body” albo “flesh”, co jednak nie znaczy, że należy je traktować zamiennie. W scenie uzdrowienia paralityka mamy do czynienia z kontekstem wyraźnie narzucającym takie a nie inne tłumaczenie tego słowa.
Oczywiście pomijając fakt, że w zacytowanych zdaniach słowo to występuje w innej formie gramatycznej – tu należałoby zestawiać występowanie identycznej frazy oraz występującej u tego samego autora, więc argument w samej swojej konstrukcji jest metodologicznie błędny.
3. Tłumaczenie “i nie dozwól byśmy ulegli pokusie” jest zgodne z całością przesłania Jezusa, ale raczej niezgodne z jego własnymi słowami w modlitwie “Ojcze nasz”. Jezus wiedział doskonale, że Bóg wielokrotnie wprowadzał ludzi w sytuację próby. Gdyby chciał użyć słów “nie dozwól bysmy ulegli pokusie” użyłby takiej konstrukcji jak w 1 Kor 10,13: “nie dozwoli was kusić” – οὐκ ἐάσει ὑμᾶς πειρασθῆναι.
Tłumaczenie “nie dozwól byśmy ulegli pokusie” jest próbą (poprzezmanipulację przy tłumaczeniu czasownika) wyjścia z podejrzenia, że Bóg nas kusi.
Co do pierwszego argumentu: jedna z trzech zasad interpretacji Pisma mówi o tym, że każdy fragment zawsze ma być czytany w kontekście całości. Tłumaczone także. Jeżeli w innych miejscach NT wynika, że nie chodzi o uciekanie od pokus (przecież nawet Jezus był kuszony, co więcej – to Duch Go “wrzucił” w tę pokusę), to znaczy, że stan bycia wystawionym na pokusę jest w porządku. Dlaczego mamy więc modlić się o to, by Bóg od nas pokusy odsunął?
[argument z Tradycji] Szczególnie, że przez całą historię duchowości chrześcijańskiej przewija się refren, że bez walki duchowej, czyli walki z pokusami, nie ma doskonałości? To etap duchowego oczyszczenia, czemu mielibyśmy prosić Ojca, by nie pozwolił nam dojrzewać?
Ponadto 1Kor nie jest tekstem Jezusa, tylko św. Pawła, a możemy też podejrzewać niejaki wkład skryby-redaktora listu, więc fakt, że tam się pojawia inna konsktrukcja, raczej nie dziwi.
Tłumaczenie: “nie dozwól, abyśmy ulegli pokusie” jest ukazaniem Boga jako wychowawcy, który przeprowadza swoje dzieci przez trudności. Nie ma tu ANI SŁOWA na temat tego, kto jest sprawcą pokusy – może nim być także Bóg. Jest jedynie usilna prośba o wsparcie w chwili, kiedy się z nia mierzymy.
4. Wiele znanych tłumaczeń począwszy od najczcigodniejszej łaciny nie bało się iść wiernie za tekstem greckim:
- ne nos inducas in temptationem (Wulgata)
- do not bring us to the time of trial (New Revised Standard Version Bible)
- ne nous conduis pas dans la tentation (Traduction Œcuménique de la Bible)
- führe uns nicht in Versuchung ( Einheitsübersetzung)
- non c’indurre in tentazione (z Ojcze nasz po włosku)
Większość tych tłumaczeń podejrzewam, że jest za Wulgatą, więc ich jednorodność nie dziwi. Ale tak, jest to argument i to znaczący za przekładem “nie wódź nas na pokuszenie”.
5. Czyli nie mysleć w tej prośbie o “pokuszeniu”, ale o “próbie” i już prawie wszystko gra:)
Tak, greckie słowo ma i ten odcień
Osobiście wolałabym przekład: “I nie poddawaj nas próbie/pokusie”, ponieważ to polskie słowo ma podwójne znaczenie, dobrze oddające moje intuicje co do greckiej formy: być poddawanym to albo doświadczać czegoś, albo zostawać poddanym czegoś/kogoś.
Bardzo jestem ks. Węgrzyniakowi wdzięczna za tę okazję do odświeżenia mojej wiedzy
Nie ma to jak małe ćwiczonko, szczególnie, że Modlitwa Pańska jest w ewangelii na dzień dzisiejszy.
Tak na marginesie dodam tylko, że tłumaczenie, które obecnie mamy utrwalone w codziennej modlitwie, ma pewien niezbyt fortunny duchowo wydźwięk: wielu jest przekonanych, że już sam stan pokusy jest czyms złym, tymczasem dopiero grzech jest problemem, nie samo doświadczanie pokusy. Ale skoro modlimy się, żeby Bóg nas nie wodził na pokuszenie, to widocznie z bycia kuszonymi tez powinniśmy sie spowiadać. I tak rodzi się skrupulant…