Archiwum autora: ewiater

Informacje o ewiater

Dziennikarz z zawodu, historyk z wykształcenia, teolog z pasji ;)

Wpis zlecony II

bo ten konkurs, w którym bierze udział “Filotea 2.1″ jest dwuetapowy. Między innymi dzięki Waszym głosom książka wygrała (tak, tak, była na I miejscu – bardzo dziękuję za zaufanie! ) pierwszy etap. Więc jeszcze raz proszę o Wasze głosy, tym razem w drugim etapie. Polecam Waszej uwadze także “Katarzynę ze Sieny” (świetna biografia i pisze to wcale nie dlatego, że to eSPe wydało).

LINK DO STRONY KONKURSOWEJ

a tu raz jeszcze okładka :)

Z góry dziękuję!


Sezon truskawkowy i logika

Popijam sobie właśnie koktajl ze świeżych truskawek, łagodząc nim wzburzony kolejną serią antybiotyku żołądek z przyległościami. Popijam i podczytuję tekst o tym, jak to pustoszeją polskie kościoły, a mimo to są budowane setki nowych. O ile zgadzam się z tezą, że częściowo za pustoszenie odpowiedzialna jest migracja ludności (z wsi do miast, z centr miast na obrzeża, choć to już mniej), to kilka razy musiałam przeczytać ostatni akapit tego tekstu a dokładniej umieszczona tam wypowiedź:

- Budowa jest absorbująca. Bardzo trudno połączyć ją wielu proboszczom z pracą duszpasterską. Z tego powodu biskupi uwrażliwiają kapłanów, żeby poświęcając się budowie, nie zapomnieli o wiernych – przyznaje ks. Sławomir Nowakowski z działu budowy kościołów i administracji warszawskiej Kurii Metropolitalnej.
Jego zdaniem jednak budowa nowych obiektów jest niezbędna, aby ludzie od tego Kościoła nie odeszli i o nim zupełnie nie zapomnieli. – Ludzi nie można pozostawić bez świątyń. Tak jak naturalnym jest powstawanie nowych osiedli, tak i naturalne jest powstawanie tam kościołów. Kiedy Paryż rozrastał się w latach 50. i 60., na nowo powstałych osiedlach nie budowano kościołów. Dziś tamtejsi kapłani mówią, że ludzie na tych właśnie terenach są dalecy od Boga. Jeśli mają daleko do kościoła, nie jest im z wiarą po drodze. Zmieniły się czas. Jest zupełnie inne tempo życia. To samo dotyczy Polski. Nie chodzi o nie wiadomo jaką liczbę kościołów. Ale ci, którzy chcą, powinni mieć do nich dostęp – konkluduje ks. Nowakowski. (podkreślenia moje)

Kilkukrotna lektura bynajmniej nie wynikała z fatalnego wpływu tegorocznych truskawek na mój mózg, a zadziwiającej logiki powyższej argumentacji.

Otóż ewangelizacja dokonuje się, w świetle tej wypowiedzi, przez budowanie kościołów. Nie, żebyśmy jako księża powołani do głoszenia ruszyli się i poszli mówić o Jezusie. Nieeee, my se tu siędziemy i poczekamy. A na starcie naszej dzialalności bedziemy mówić tylko o kasie na budowę kościoła, potem o kasie na budowę plebanii, a potem o kasie… I jak tu sie dziwić, że popularny stereotyp głosi, że księża tylko o kasie? Skoro pierwsze, co słyszą od swojego proboszcza w nowopowstałej parafii, to: “Dajcie pieniądze, potrzebujemy kościoła”?

Przykład z tzw. realu. Przy wylotówce na Zachód powstały w Krakowie piękne osiedla szeregówek. Oczywiście postanowiono stworzyć tam nową parafię (rzecz sama w sobie szlachetna) i zbudować kościół. Tylko, że jest problem: tamtejsi mieszkańcy albo nie widzą potrzeby istnienia tam kościoła (nie chadzają lub chadzają do franciszkanów na Azory), albo jeżdżą do centrum, bo są związani a to z OP, a to z OFMConv, a to z SJ i tak dalej, i tym podobnie. Bo, jakby to ująć, współcześnie 8 km do kościoła to nie jest problem, bo większość ludzi ma samochody. A dla pięknej liturgii i dobrego kazania jest w stanie jechać do wybranego kościoła nawet komunikacja miejską.

Podpowiem jeszcze raz i wprost: dla liturgii i kazania. Jeśli proboszcz swoje działanie w parafii zacząłby od dobrych kazań i dobrej liturgii albo nawet (zaszalejmy w marzeniach) akcji ewangelizacyjnej, pieniądze na kościół znalazłyby się szybciej i łatwiej. To taka absurdalna po ludzku zasada Bożej ekonomii, nazywam ja na swój użytek zasadą czajnika* – im mniej się zwraca przy głoszeniu uwagę na kwestie materialne, tym łatwiej się one rozwiązują.

Zresztą sam budynek, szczególnie jeśli jest to kościół o współczesnej bryle, na ogół charakteryzującej się tym, że po wyjęciu kościelnego wystroju nadaje się na każdego rodzaju budynek użyteczności publicznej, niczego nie przypomina. Niczego nie gwarantuje. Kościół to ludzie. Wspólnota. Tam w Paryżu ci ludzie są daleko od Boga nie dlatego, że mają daleko do kościoła, ale dlatego, że nikt im zapewne nie głosił lub głosił zakładając, że można byle jak, bo i tak przyjdą. Zresztą gdyby to budynki były głównym elementem podtrzymującym wiarę, to jak wytłumaczyć desakralizację kościołów w Holandii czy Anglii – były blisko, często pod bokiem a teraz są sklepami czy bibliotekami.

Pokrętna ta logika. Czy w zasadzie jej brak.

Wolę szlachetną prostotę truskawek z jogurtem.

* zasada czajnika – im mniej zwracasz uwagę na czajnik, tym szybciej zagotuje się w nim woda; sugestywny opis w “Trzech panach w łódce, nie licząc psa” – polecam :)


Architektura duchowa

Myśl ta dotknęła mojego umysłu, kiedy modliłam się na święceniach diakonatu kleryków z miejscowego arcyseminarium, i znikła . A teraz wróciła, podczas święceń diakonów OP (grono Dwunastu :) ) i rozgościła się na dobre.

Myśl, że zasadą konstrukcyjną Kościoła jest krzyż. Nie chodzi tu o cierpiętnictwo, ale złożenie w ofierze siebie: dobrowolne, z wewnętrzną otwartością na to, że będzie się dawać coraz więcej. Bo będzie się chciało dawać coraz więcej, którą to właściwość życia z Bogiem św. Benedykt oddaje opisem rozszerzenia się serca i pobiegnięcia szybko ścieżką przykazań.

Kościół zbudowany jest i wzrasta dzięki temu, że wciąż nowi ludzie rodza się, wychowują a potem decydują na calkowite oddanie siebie Bogu i wspólnocie. Na służbę. Może dlatego ta prawda tak mocno uderzyła mnie przy święceniach diakonatu: trzeba wydać siebie, oddać darmo, bo z miłości.

I wtedy, jak w Hymnie o kenozie z Flp 2,1-11, kiedy sięgamy dna i nie mamy nawet już życia, zaczyna działac Bóg. I podnosi nas, i sadza po swojej prawicy, i daje władzę nad światem materialnym i duchowym. Rodzi sie i wzrasta wspólnota, ale jej korzeniem i źródłem dynamiki jest wypływająca z miłości ofiara.

I byle tylko nie zwątpić w zmartwychwstanie…


Maj, ale jakby czerwiec

Kościół św. Floriana pachnie kadzidłem, pastą do podłóg i liliami. Monstrancję z Ciałem Pańskim delikatnie głaszczą cienie gałęzi i ciepło oświetla popołudniowe słońce. Jakby odpoczywał przy studni, czekając na Samarytankę. Pachnie akacjami, po wyjściu.

Z misyjnego krzyża pod kościołem, spod metalowego daszka zdjęli Pana Jezusa. Łagodnie połyskuje olejną farbą miejsce po nim, jakby wypolerowane Jego ciałem. Z bezradną tęsknotą wyciągają się haki, które niewidocznie podtrzymywały Jego ramiona. Wróci, na pewno wróci.


Skojarzenia spożywcze?

Fascynujące zestawienie na ostatnim kierunkowskazie, prawda? :)

 


Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.

Join 425 other followers