Przypomniał mi się mój pierwszy bliższy kontakt z pracą w wydawnictwie a był to miesięczny staż w Znaku. Dostałam sie na niego fuksem: pomylono mnie z kimś innym, kto się nie pojawił (na szczęście…
). Poznałam cały proces produkcyjny książki, od pozyskania tytułu do jego dystrybucji, snując się od parteru po poddasze wydawnictwa oraz hojnie korzystając z kawy w zakątku kuchennym. Z tamtego czasu zostało mi małe uzależnienie – uwielbiam zapach druku. Wtedy jeszcze magazyn wydawnictwa znajdował się na parterze Dworku Łowczego i w całym budynku pachniało intensywnie papierem i farbą drukarską oraz… klejem. Tia. Nic dziwnego, że było twórczo…
Zeszło mi na wspominki, bo w czwartek zaczynaja sie kolejne targi książki w Krk. Czas na opalanie sie w światłach lamp na stoiskach i wdychanie zapachu druku oraz budzenia się kawą z “Pożegnania z Afryką” (dwa moje the best of w jednym miejscu, mmmm…). I tłumy, przepływające tłumy gości – ich obecność bardzo dobrze motywuje, bo uswiadamia, jak wiele jest ludzi, którzy lubia czytać i nawet, jesli nie stac ich na kupno książek, przyjdą przynajmniej pooglądac i pomarzyć.
U nas na stoisku tradycyjnie o. Leon od Przytulania Knabit oraz p. Ewa Stadtmuller. Promujemy jej książkę a w zasadzie serię książeczek “Którędy do nieba?” (wklejałam tu kiedyś ilustrację z jednej z nich), czyli rozmowy rolowane ze świętymi o tym, jak to się stało, że zostali kim zostali. Dobrze napisane i równie dobrze zilustrowane. Pamiętam, jak w zeszłym roku przy naszym stoisku pojawił się w pewnym momencie tłumek męskiej młodziezy wczesnoszkolnej i z głebi tego tłumku dobiegl dumny głos, któremu towarzyszło wskazanie palcem na autorke: “To moja mama!”. Młodzież była pod wrażeniem. Nic dziwnego – pani Ewa naprawdę świetnie pisze.
Przy okazji stania na stoisku pooglądam inne i uzupełnię swój zbiór wizytówek oraz książkowy. Zapowiada się tez kilka ciekawych spotkań z autorami, m.in. panel z Grzegorczykiem i O’Brienem. Zapowiada się sympatyczny weekend. Bardzo sympatyczny.

