Wówczas rzekli do Niego niektórzy z uczonych w Piśmie i faryzeuszów: “Nauczycielu, chcielibyśmy jakiś znak widzieć od Ciebie”. Lecz On im odpowiedział: “Plemię przewrotne i wiarołomne żąda znaku, ale żaden znak nie będzie mu dany, prócz znaku proroka Jonasza. (Mt 12, 38n)
i jak echo św. Paweł:
Tak więc, gdy Żydzi żądają znaków, a Grecy szukają mądrości, my głosimy Chrystusa ukrzyżowanego, który jest zgorszeniem dla Żydów, a głupstwem dla pogan, dla tych zaś, którzy są powołani, tak spośród Żydów, jak i spośród Greków, Chrystusem, mocą Bożą i mądrością Bożą. To bowiem, co jest głupstwem u Boga, przewyższa mądrością ludzi, a co jest słabe u Boga, przewyższa mocą ludzi. (1 Kor 1,22-25)
Seems hopeless. To znaczy – głoszenie Ewangelii w jej “ukrzyżowanym” wydaniu wydaje się być beznadziejne. Czy nie jest więc cudem, że mimo wszystko jest skuteczne? Na czym polega tajemnica powodzenia prawdy o krzyżu? W końcu rodzą się kolejne pokolenia, w których ludzie świadomie i dobrowolnie przyjmują chrzest także jako ludzie dorośli i chcą żyć prawdą o Ukrzyżowanym. To tak zostawiam do przemyślenia.
Na myśl przyszło mi jeszcze jedno – coraz bardziej przekonuję się, że jednym z kluczy do życia Prawdą jest pamięć. Izraelici wyszli z Egiptu, ale o tym, że przetrwali w nim jako społeczność, decydowała pamięć o patriarchach a potem, w innej niewoli, pamięć o Wyjściu z Egiptu. Też mam swój Egipt i mam swoje Wyjście – pamięć o nich, pamięć o mniejszych i większych cudach moim życiu, wysłuchanych modlitwach, sprawia, że doświadczenie obecności Boga w moim życiu trwa.
Miłość pamięta. Bo dziękuje.


