“I przymusili niejakiego Szymona z Cyreny, ojca Aleksandra i Rufusa, który wracając z pola właśnie przechodził, żeby niósł krzyż Jego. “ (Mk 15,21 i par.)
Przypomnijmy: jest południe, upał. Szymon schodzi z pola, na którym pracował od wczesnych, chłodnych godzin porannych i pewnie jedyne o czym marzy, to usiąść w cieniu i napić się chłodnej wody a potem przedrzemać najbardziej upalne godziny dnia, by po południu znów wrócić na pole i pracować do zmroku. Codzienny rytm wiosennych prac polowych, rytm życia.
Nagle w ten rytm wdziera się skazaniec ze swoim krzyżem. Szymon się buntuje, żołnierze zmuszają go jednak, aby uczestniczyl w tym wstydliwym dla niego spektaklu. Jest zmęczony, ma prawo do odpoczynku i nie widzi powodu, dla którego ma być łączony z tymi trzema skazańcami. Przecież jest porządnym człowiekiem, nikogo nie zabił ani nie zdradził a teraz mieszkańcy miasta beda go kojarzyć z cudzym ukrzyżowaniem. Już słyszy te plotki…
Codzienny rytm: pobudka, śniadanie, wołanie za dziecmi, żeby wzięły drugie śniadanie, małżeńskie dyskusje, praca, posiłek, praca, wieczorne odpoczywanie. I nagle w ten rytm wdziera się choroba, wypadek. Stajemy przy łóżku chorego dziecka, słyszymy w słuchawce głos powiadamiajacy nas o trudnym wydarzeniu. Bunt, niedowierzanie, niezgoda. Mamy do nich prawo, jak miał je Szymon. Często także choroba drugiej osoby rodzi w nas wstyd: nie chcemy być łączeni z takim wydarzeniem, kojarzeni z kimś chorym. Do takich odczuć tez mamy prawo.
Ale my mamy coś, czego Cyrenejczyk w chwile spotkania z Jezusem nie miał: możliwość oparcia się o moc Ducha Świętego. Wiele razy w życiu jestesmy proszeni przez Boga o bycie Cyrenejczykami, czasem wręcz zostajemy do tego zmuszeni. Niesiemy cudze krzyże, patrzymy, jak krzyżuja kogo innego. Możemy sie odwrócić i odejść. Możemy także dostrzec w tym krzyżowanym Chrystusa. Dla nas nie jest On obcym skazańcem – znamy Go, możemy prosić Go o pomoc. Bunt, wstręt, wstyd, zmęczenie – to można przekroczyć, pod jednym warunkiem: że kochamy czlowieka, który jest krzyżowany, że nie pomagamy mu z chęci wybrnięcia z twarzą z niewygodnej sytuacji.
Przytoczony przeze mnie cytat z Marka sugeruje, że Szymon też uwierzył w Jezusa a w zasadzie, że uwierzyli jego synowie: zostaje scharakteryzowany jako ojciec Aleksandra i Rufusa, zapewne członków markowej gminy.
PS
Tę dynamikę wzajemnego wsparcia i sztukę dźwigania cudzego krzyża widzę wyraźnie w dzienniku mamy Nennoliny, o której już dwa razy tu pisałam. Matka jest Cyrenejczykiem, niesie wraz z Małą jej krzyż, czasem ulega pokusie ucieczki spod niego, czasem pragnie sama umrzeć zamiast dziecka. Bycie Szymonem przemienia serce i tę przemianę także w tej opowieści widać.
Wszystkich, którzy chcieliby dowiedzieć się więcej na ten temat i wspólnie zastanowić się nad tajemnicą świętości Antonietty zapraszam na promocję książki “Nennolina”, która odbędzie się w ten czwartek (5 marca) o godz. 18.00 w kapitularzu klasztoru OO. Dominikanów w Krakowie.


Marzec 5th, 2009 at 9:42 am
Ksiazki nie czytalam bo jakos przezycia malej mistyczki malo mnie ciekawia, ale ciekawi mnie cierpienie dziecka. Bedzie rozmowa tylko o ksiazce czy wogole o cierpieniu?
Na spotkanie nie przyjde bo nie zdaze, ale chcialabym przeczytac cos o cierpieniu dziecka [dlaczego dzieci cierpia].
Marzec 5th, 2009 at 9:59 am
Będzie zasadniczo o cierpieniu, książka jest tylko pretekstem do tej rozmowy. Zaprosiliśmy kapelana szpitala dzieciecego na Prokocimiu i wolontariusza, ktory pracowal w hopicjum a obecnie jest takim dochodzącym pielęgniarzem. Zapowiada się ciekawa rozmowa – zobaczymy.
Marzec 5th, 2009 at 11:21 pm
niestety nie mogBam by na spotkaniu,ale ciekawi mnie jak tam byBo? i czy mozna liczy na obszern notk tutaj;) pozdrawiam:)
Marzec 6th, 2009 at 6:34 am
To było udane spotkanie – dam notkę po południu
Odpozdrawiam!
Marzec 6th, 2009 at 10:55 pm
Koniecznie daj notkę. Bardzo chętnie poczytam.
Miałam być na tym spotkaniu, ale później okazało się że jednak nie mogę pójść.
Temat był interesujący. Zwłaszcza, że czasami sama nie wiem co odpowiadać kiedy pojawiają się pytania dlaczego niektóre dzieci tak bardzo cierpią skoro Bóg jest dobry. Co odpowiadać np. agresywnemu ateiście?