Zasugerowano mi ostatnio, że przypominam Eowinę, księżniczkę Rohanu. Hm. Miałam niejasne choć dość zdecydowane przekonanie, że sama z siebie się z nią nie utożsamiam a bynajmniej nie chodzi o to, że mam ciemne włosy a nie rudy blond (to zawsze można zmienić). Postanowiłam przetestować swoje przekonanie i w tym celu odświeżyłam sobie drugą część “Władcy”.
Hm, hm.
No żywcem (ani innym napojem fermentacyjnym na bazie jęczmienia i chmielu) nie przypominam. Szczególnie mocno to sobie uświadomiłam, kiedy oglądałam scenę ataku Wargów na uciekinierów do Helmowego Jaru. Król nakazuje Eowinie zaprowadzić kobiety, starców i dzieci jak najszybciej do twierdzy. Eowina mówi: “I can fight!” (po polsku to tak mocno nie brzmi: Mogę walczyć!) i widać, że tak naprawdę to ona CHCE walczyć.
Ja bym nie chciała. Nie, nie dlatego, że nie potrafię być agresywna. Dlatego, że uważam, że są w grupie ludzie od walki i ludzie od obrony. W tym przypadku agresja Eowiny była potrzebna, ale nie w walce, tylko do tego, żeby zebrać ludzi, utrzymać w zwartej grupie i doprowadzić ich do schronienia. A że za to nie wspomną cię w annałach tudzież żaden bard nawet się nie zająknie? Cóż, gustuję w konkretach i wolę satysfakcję z widoku ŻYWYCH ludzi wyprowadzonych z zagrożenia.
Nie, Drogi Panie, zdecydowanie nie jestem typem Eowiny
A na pocieszenie z powodu nieudanego wyniku zgadywanki fragment ścieżki dźwiękowej z WP:



