A dokładnie pejzaże – trudno wybrać jeden obraz, zwłaszcza wśród tych powstałych w drugiej połowie XVII wieku. Pejzaże miejskie, wiejskie, stylizowane na antyczne, bądź sprzedawane jako sceny biblijne, choć tytułowch postaci trudno się dopatrzeć w gąszczu gałęzi i miękkich piaszczystych liniach dróg.
Wybrałam ostatecznie Philipsa Konincka (1619 – 1688), bo w jego obrazach widać najlepiej to, o czym wspominałam w poprzednim wpisie: wełniste, szeroko rozpostarte niebo. Popatrzcie zresztą sami:
Pejzaż pozbawiony zarówno ostrych kontrastów i mocnych linii włoskiego malarstwa, jak i sielankowości XVIII-wiecznych arkadii, czy niepokoju malarstwa romantyzmu. Jakby malowany zgodnie z definicją: “Pejzaż jaki jest, każdy widzi”. Prawda, jakie to mieszczańskie? Konkret, twarde stąpanie po ziemi, na której trzeba się dobrze rozgościć i osadzić… I ta nieśmiała chęć, nie pasujący w stereotypie detal, dostrzeżenia i wskazania piękna. Nieśmiała, bo jak tu się przyznać, że coś tak nieużytecznego jak piękno jest nam do życia jednak potrzebne?



Sierpień 5th, 2008 at 3:29 pm
A nade mną cudne śląskie niebo pełne pięknych cumulusów. Pozdrawiam z kancelarii (żadna tam telepatia ;P) pewnej katowickiej parafii! A w przyszłym tygodniu zawitam nawet na moment do Pijarów w Krakowie! “Nasi” mają tam Oazę…
Sierpień 5th, 2008 at 3:50 pm
To w takim razie zapraszam do sekretariatu prowincji, bo tam urzęduję – chętnie w realu łapę podam
[trzecie drzwi po lewej stronie, zaraz za kaplicą, jestem od 9.00 do 17.00]
). Fajni ludzie zresztą i fajnie śpiewają, ostatnio jedna z animatorek szukała u nas żłóbka…
A o tym, że to “wasi” to da się wywnioskować nawet jak się niektórych słyszy (“Gdzie masz ta kartka?”
Sierpień 7th, 2008 at 8:08 am
No tak – mieli akurat Boże Narodzenie
) Będę w poniedziałek (spowiedź) i w środę (konferencja). Nie wiem czy Cię jeszcze zastanę, bo to wszystko będzie raczej wieczorem, ale kto wie…
Sierpień 7th, 2008 at 8:29 am
W każdym razie zaproszenie jest aktulane jakby co
Sierpień 10th, 2008 at 7:48 pm
No proszę, sama kiedyś do tych “naszych” należałam, ale Boże Narodzenie to w Kalwarii bywało
Za to niezapomniane zakamarki na Pijarskiej utkwiły mi w pamięci, pewnie ze względu na smakołyki oazowe
Tam też niezapomniany ks. Markwica uczył nas chorału w pijarskiej krypcie. Ech, były czasy