h1

Good Old Chesterton

czerwiec 27, 2008

Fronda wznowiła właśnie powieść G. K. Chestertona “Kula i krzyż”. To mi przypomniało, że powinna ona być w którejś z licznych warstw biblologicznych Mebla Na Książki. Odwiert wykonany na środkowej półce w górnych rejonach okazał się owocny. Było warto wiercić i zajrzeć do środka wykopaliska, oto kilka smakowitych cytatów świetnie podsumowujących niektóre współczesne zjawiska (pomimo, że książka powstała na początku zeszłego wieku!)

Dwaj przeciwnicy mogli ze swego punktu widzenia twierdzić, że wymknęli się głównym potęgom nowoczesnego świata lub że je pokonali (…) Zapomnieli wszakże o czymś: o prasie. Zapomnieli, że w nowoczesnym świecie, po raz pierwszy chyba w dziejach, zaistniała grupa ludzi, którym jest obojętne, czy wypadki biorą obrót pomyslny czy zgubny, szczęśliwy czy nieszczęśliwy, korzystny dla tej czy innej partii, zainteresownych jedynie tym, by cos się działo.

 …a jak się nie dzieje, to coś wymyślimy, zamotamy, rozdmuchamy i będzie miło. Tzn. miło będzie prasie, bo ofiarom tego motania już niekoniecznie.

Wielka słabość prasy jako zwierciadła nowoczesnego życia polega na tym, że daje ona obraz z konieczności ograniczony do wyjątków. Jaskrawymi plakatami ogłaszamy, że ktoś spadł z rusztowania. Nie ogłaszamy, że ktoś nie spadł z rusztowania, a przecież to jest fakt w swej istocie o wiele bardziej wstrząsający, bo oznacza, że człowiek, ta cielesna twierdza strachu i tajemnic, nadal chodzi po ziemi (…) Toteż cały obraz życia jest w prasie nieuchronnie sfałszowany. Figuruje w nim tylko to, co niezwykłe. Najbardziej demokratyczne gazety zajmują się wyłącznie mniejszością.

Po pierwsze: wężykiem proszę podkreślić prawdę o sfałszowaniu obrazu świata przez media (dodajmy – sfałszowaniu nieuniknionym, wynikającym z konieczności dokonania wyboru z napływających depesz, koniecnzości podnoszenia słupków sprzedaży i charakteru medium). Wężykiem, bo inaczej rodzi się w nas żal, że zaufaliśmy, zawierzyliśmy a to nie do końca tak było, nie dopowiedzieli, nie donieśli. Mieli prawo. Proszę Państwa, to co w gazetach “to powieść jeno, nie Ewangelia”, znaczy się - przyjmować na wiarę i bezkrytycznie nie mamy obowiązku. Zwłaszcza, że media zajmują się objawami życia a nie życiem samym w sobie i często ich diagnozy dotyczą tylko naskórka. Tymczasem czarna plamka na skórze może być uroczym piegiem a może też być początkiem czarniaka, ale to widać tylko, kiedy sięgnie się w głąb.

Po drugie: proszę zwrócić uwagę na ostatnie zdanie – czyż nie jest niezamierzenie celnym opisem współczesnej narracji medialnej? Mniejszość a dokładniej: mniejszości w tej chwili dzierżą pakiet większościowy. Właśnie dzięki demokratycznym gazetom :D Na taki szczyt absurdalnego humoru nie wpadłby zapewne nawet sam G. K.

 

20 komentarzy

  1. Całe postrzeganie ludzkiej jednostki wyczulone jest na bodźce negatywne i groźne – dlatego zwracamy uwagę na bolący ząb, a nie na zęby zdrowe, wyposażeni jesteśmy w reakcję orientacyjną na ruch (możliwe zagrożenie) a nie mamy naturalnej skłonności do kontemplacji, itd., itd. Bywa, że odczuwamy żądzę – ale też w tym ukryty cel :) Kiedy nic nas nie troszczy, a żądze zaspokojone – wielu z nas szuka samemu niebezpieczeństwa, byle “coś się działo”…
    Media są systemem nerwowym społeczeństwa i działają tak samo. Rzecz nie w tym, by krytykować media, czy krytykować uposażenie psychiczne człowieka – w czym zatem? Oto jest pytanie :) – od wieków wiadomo, że jedynym sposobem, by odwrócić uwagę od skupienia się na złu jest wprawić ją w zdumienie, zdziwienie, zainteresowanie…


  2. Nie przeczę – jest w nas wyczulenie na bodźce, które mogą nieść zagrożenie. Ale też istnieje coś takiego, co nazywane jest “naturalnym przeżyciem mistycznym” (pisał o tym Elzenberg, ale nie pamiętam teraz gdzie) – zachwyt pięknem, który nie wiąże się z żądzą. Jest bezinteresowny (bo co nam przyjdzie z podziwu wobec wschodu słońca?) i jednocześnie stanowi bardzo intensywne doświadczenie, choć wynikające wyłącznie z naszych naturalnych predyspozycji.

    Myślę, że człowiek z natury jest kontemplacyjny, tyle, że w przypadku niektórych jest to kontemplacja w działaniu, bardziej doświadczenie procesu niż zaistnienia faktu. Problem z mediami jak dla mnie nie polega na tym, że przekazują złe wiadomości, ale na tym, że brak w nich nurtu, który do tych wiadomości dodawałby nadzieję i praktyczne rozwiązania. No i przekazywał także pozytywne informacje :)

    Tak kombinuję nad tym tekstem G.K. i dochodzę do wniosku, że tu problem jest bardziej (choć nie jedynie) po stronie odbiorcy niż mediów. Dobrze przygotowany odbiorca będzie potrafił z mediów sensownie korzystać, stąd mój wężyk :) Tyle, że w naszych szkołach nie uczy się tego i to wg mnie jest błąd. Dzieciaki potrafią zbierać informacje, ale nie ptorafią dokonywac selekcji materiału, ot co.


  3. Najlepszą wiadomością, jaką mają do przekazania media jest ta, że są :) To jest nadzieja i możliwość rozwiązania problemów, o jakich się w nich mówi – możliwością tą jesteśmy my.
    Są też konkretne przykłady, wobec których generalny zarzut, że nie ma w nich nurtu pozytywnego jest niesprawiedliwy.
    Oczywiście – znów temat na książkę i dwie, a przynajmniej długi list :)
    Co do “kontemplacji”, czy “mistyki” zgadzam się, choć trzeba by także otworzyć dyskusję nad tym, co mówią te słowa właściwie, dziś, konkretnie, bez uogólnień i myślenia życzeniowego – dlaczego niby kontemplacja jest czymś dobrym, itd.
    Również “si” w sprawie kształcenia odbiorców.
    Jestem jednak najgłębiej przekonany, że potrzeba tu silnego zwrotu myślenia i wyprowadzenia go z formacji literackiej, w której jesteśmy zanurzeni od setek lat, ale nie od zawsze! Żaden z “literatów” nie zrozumie w pełni mediów i naszych czasów, bo media elektroniczne nie pracują w trybie “myślenia tekstowego”…
    Pozdrawiam w niewysłowieniu :)


  4. Witajcie, bardzo proszę, żeby ten blog był dla ludzi, czyli żeby nie było w nim zdań typu “Całe postrzeganie ludzkiej jednostki wyczulone jest na bodźce negatywne”, “wyposażeni… w reakcję orientacyjną na ruch” i tak dalej. Bo ja nie rozumiem, co poeta miał na myśli, przynajmniej o północy… Nawet jeśli muszę udawać, że to rozumiem, w ciągu dnia w ramach obowiązków zawodowych, to po godzinach pracy przestaję rozumieć :) Przy okazji, jeśli ktoś pisze o mnie, to bardzo proszę pamiętać, że ja jestem dom małą literą. Pozdrawiam!


  5. @ bohjan

    Czemu kontemplacja, czyli cierpliwe, uważne trwanie jest dobra, pisałam kilka wpisów niżej przy okazji odświeżania zwiastunu “Dobrego roku” Scotta :) Kontemplacja uczy dojrzałości, tak myslę…
    Co masz na mysli pisząc, że żaden z “literatów” nie zrozumie mediów elektronicznych?

    @ dom

    We wpisach takich zwrotów nie ma a w komentarzach każdy ma prawo wyrażać siebie tak, jak chce :) Nie mogę, ale i nie chcę narzucać tego, jak mają pisać inni i bardzo proszę, żebyś ty też nie próbowała tego robić.
    A co do “dom” z dużej litery we wpisie o męskości instant, to zauważ, że twój nick zaczyna zdanie, trudno było mi go tam napisać małą literą ;)
    Udanego wyjazdu!


  6. @dom

    Droga dom :) Zastanawiam się, co jest nie tak. Może powinienem zamienić słowa “ludzka jednostka” na “człowiek”. Może przesadziłem z “reakcją orientacyjną” – ale żeby to napisać po ludzku, to trzeba by długo, a tak to się nazywa. Zawsze można sprawdzić, o co chodzi, zerkając np. do Wikipedii i jest się o dwa słowa bogatszym :) Czy zaburzyło to zrozumiałość mego wpisu?… Szukam “itd.” i nie bardzo znajduję, ale z pokorą przyjmują krytykę.

    Pytanie tylko, czy tego typu presja nie niszczy omawianych mediów, które starają się być zrozumiałe dla wszystkich i jednorodne stylistycznie – a rezultaty budzą potem krytykę :)

    Pozdrawiam serdecznie :)

    @Ela

    Dzięki za obronę i otrzymane prawo wypowiadania się u Ciebie :)

    Co do kontemplacji – nie spieram się z Tobą. Sam napisałem o zdumieniu, zdziwieniu i zainteresowaniu, nieprzypadkowo zresztą właśnie tak :) Jak zwykle jednak odczuwam stan niewypowiedzenia, z którego wynikają pytania i troska o głębokie zrozumienie człowieka, w czym każde ze słów: theoria, kontemplacja, mistyka, uwaga, orientacja, zdziwienie, czuwanie i inne mają swój osobny sens i właściwą sobie interpretację na dziś…

    Co do “literatów” – temat rzeka, który rozwiną się w ramach tzw. teorii mediów. Każde medium preferuje inny sposób myślenia. Pismo, zwłaszcza druk, ukształtowało kulturę opartą o krytyczny intelekt, indywidualizm, hierarchię (np. podział nauk, strukturę tekstu, który ma początek i koniec), wiedzę erudycyjną, szacunek dla autora, itd. Media elektroniczne waloryzują przekaz emocjonalny, nastawiony na relacje międzyludzkie, myślenie “sieciowe” (nie ma podziału nauk, ale pytania i projekty, nie ma zamkniętych tekstów, ale hipertekst), twórczy dyletantyzm, przeżycie cielesne…
    “Literaci” zwracają uwagę na treść, zwykle krytykując tv, czy nowe media z punktu widzenia przyzwyczajeń literackich, używając kryteriów sztuki, szkoły, nauki – natomiast media elektroniczne są zupełnie czym innym…
    Oczywiście, nic nie jest tak schematyczne, jak tu piszę. Pisali o tym mądrzejsi: McLuhan, Ong, Kerckhove… :)
    Przepraszam za rozpisywanie się, pozdrawiam :)


  7. Rozumiem, że sugerujesz, że media sieciowe są powrotem do kultury ustnej? Musze to przetrawić, dzięki za inspirację!


  8. Może tak: sieć jest przeciwieństwem linii.Tradycyjna książka ma początek i koniec, stanowi zamkniętą,logiczną całość, która nie działa, jeśli się jej nie przerobi od początku do końca. Sieć jest z założenia nadmiarowa, zawiera tyle elementów, że nie da się ich wyczerpać. Odbierasz dotąd, póki sama nie powiesz “dość”, póki się nie znudzisz i nie zmęczysz. To komunikacja bardziej obrazkowa niż linearna, era Googla i Youtuba, zapoczątkowana wynalezieniem pilota od telewizora i skakaniem po kanałach. Era informacji “instant” dla niecierpliwych i “niewzrastających”.

    Pozdrawiam !


  9. Ależ wszyscy wzrastamy! Tylko jedni wszerz a drudzy wzwyż :D
    Ale z tym przeciwieństwem masz rację. Chociaż nasze myślenie bardziej przypomina chyba sieć niż książkę, mam na myśli to, że w naszym mózgu tez chodzi o skojarzenia, “linkowania” (przecież system wiki to nic innego niż odwzorowanie naszej mapy pamięci: coś kojarzy mi się z czymś a to z kolei z czymś itp.).
    Teraz tak mi przyszło na myśl, że książka jest jak pendrive: jeśli podłączysz go do komputera z dobrym oprogramowaniem i dużą ilością danych jego zawartość będzie mogła być lepiej wykorzystana, chociaż jest ograniczona do pewnego wycinka.


  10. Przepraszam, że jeszcze się wtrącę (żałuję szczerze swego pis-ulstwa :) ), ale – z całym szacunkiem – nie mogę zgodzić się z sugestią Geoffreya o tym, że sieć jest informacją instant dla niecierpliwych. To potwierdzenie mojego domniemania o nierozumieniu mediów przez “literatów” :) Bywa – to fakt, ale nie musi. Jak napisała Ela, sieć jest bliższa sposobowi działania umysłu, ale nie chodzi tylko o to – tu chodzi o inne rozumienie samej informacji, a zwłaszcza samej komunikacji, ale to już większy problem… Problem, który pojawia się np. w tle naszych tu, u Eli, sporów o kościół, zdominowany myśleniem “literackim” – podczas gdy przecież jego Założyciel najostrzejszy spór prowadził z uczonymi w Piśmie…


  11. Do bohjan:
    Ja na nic nie usiłuję wpływać ani cenzurować, tylko nie zrozumiałam, o co chodzi. Pozdrawiam!


  12. bohjan: chodziło mi o to, że tradycyjna książka (i jej pokrewne) wymusza liniowy sposób myślenia, prowadzi za rączkę od deski do deski, uczy dyscypliny myślenia. Nowe media tego nie uczą – są w swej naturze chaotyczne. Oczywiście, można efektywnie pracować z Siecią, ale porządek trzeba mieć swój własny.
    Co do budowy i pracy umysłu – nie wyciągajmy pochopnych wniosków z podobieństwa budowy Internetu i sieci neuronów w mózgu. Poszczególni ludzie mogą zasadniczo różnić się sposobem myślenia.
    Natomiast co do sporów prowadzonych przez Nauczyciela – to przecież znamy je tylko z przekazu “zliteraconego”, przefiltrowanego przez percepcję czterech Literatów.
    Nie sądzę, żeby odwieczny wewnątrzkościelny spór między pismem ( i prawem), a dostrzeganiem człowieka ( i miłością) w prosty sposób przekładał się na spór między starym i nowym pojmowaniem mediów.
    Media to tylko forma ( posiadająca wprawdzie swoje charakterystyczne skłonności), ale nie w formie sprawa, lecz w treści. Nie łudziłbym się nadzieją, że stare treści w nowych mediach nabiorą rumieńców. Co było suche i pokręcone – takie pozostanie. Tylko bardziej je będzie widać :)
    Pozdrawiam !


  13. Geoffrey, czyżbyś negował historiografię? Przecież ona tez jest oparta wyłącznie na “przekazie przefiltrowanym przez percepcję” Literatów…

    Tzn. masz rację, że Ewangelie zawieraja także osobisty obraz/ teologię Autorów, ale były pisane przez bezpośrednich świadków Jezusa lub osoby, które słuchały relacji tych bezpośrednich świadków a nawet w świeckiej historiografii takie źródła są uważane za najwierniejsze.
    Ponadto w Kościele Jest obecny Duch Święty (to argument tylko dla wierzących, pozostali mogą nie czytać ;) ), który pozwala rozeznać, co jest prawdą a co nie. On pomógł wspólnocie Kościoła wybrać te teksty, które mogą stanowić normę dla jej życia m.in. dlatego, że najwierniej przekazują prawdę, także historyczną, o Jezusie.


  14. Nie, niczego nie neguję – przeciwnie, zwracam uwagę na fakt, ze przez 2000 lat Kościoła media “literackie” w zupełności wystarczały, przekazując do naszych czasów cały swój depozyt. Jeśli dziś do przekazu religijnego użyjemy mediów elektronicznych, operujących uczuciami i obrazem, to i tak będzie to wyłącznie treść rozpakowana z plików tekstowych Ewangelii – czy historiografii. Media elektroniczne pozwalają te treści atrakcyjniej podać. Ale za atrakcyjność trzeba płacić – na przykład konfabulacją. Jak u Gibsona – są obrazy, jest przekaz emocjonalny, tylko z wiarygodnością gorzej.
    Podpisuję się rękami i nogami pod postawą “literatów” krytykujących nowe media “z punktu widzenia przyzwyczajeń literackich, używając kryteriów sztuki, szkoły, nauki”.
    Owszem, istotna jest atrakcyjność, uczucia, obraz – ale najważniejsze jest CO chcemy przekazać. Nowe media nie mogą uczuciami zasmarować dyskusji merytorycznej. Mogą ją za to przenieść na nowy, szerszy i bardziej dostępny poziom.


  15. A to w takim razie opuszczam szpadę i przyznaję, że zgadzam się całkowicie z przedpiścą.

    Z wyrazami szacunku,
    Literatka, choć nie szklanka ;)


  16. Czuję się zmarniały i bezradny, a chciałbym bardzo, by pewne argumenty, możliwości myślenia, zostały przed moimi szanownym Rozmówcami otwarte – nie muszą przekonać, ale dobrze, gdyby zostały zrozumiane i podjęte. W swych najpełniejszych postaciach funkcjonują w pisarstwie (sic!) wspominanych autorów. Sam ten fakt świadczy, że i ja nie neguję pisarstwa, ale nie zgadzam się na krytykowanie mediów niepisarskich wedle kryteriów literatury, bo to po prostu błąd. Pozwolę sobie – starając się skończyć już swe dopiski :) – dopisać dwie myśli.

    1. Ewangelia jako Pismo jest wtórna do nauczania Jezusa, który sam nie pisał nic – prócz “palcem na piasku” – i nie wzywał do pisania, lecz głoszenia jego Przekazu, rozsyłając konkretnych ludzi, niekiedy parami. Był natomiast w ewidentnym sporze z uczonymi w Piśmie (przypominającym nieco krytykę pisma u Platona). Oczywiście, nasza wiara związana jest z przekazem literackim – ale warto pamiętać, że został on ZNIEKSZTAŁCONY w ten sposób. Nie jestem teologiem, ale chyba nie trzeba nim być, by zdawać sobie sprawę z problemów, jakie pojawiły się w przepowiadaniu Dobrej Nowiny w związku z powiązaniem jej z grecką filozofią (doszło właściwie do synkretyzmu), albo w momencie ustalenia liturgii w stałe formy – kilka wieków po początkach chrześcijaństwa. To temat na książkę (sic!), ale dzisiejsze chrześcijaństwo polega często na: modlitwie odczytywanej z książeczek, bez pełnej uwagi, wychwalaniu kazań z powodu ich retoryki, długich i uczonych dyskusjach, czytaniu duchowej literatury (w ilości przekraczającej realną możliwość krytycznego przetworzenia), studiowaniu teologii latami w pięknym Rzymie, raczej mówieniu, niż słuchaniu – czy to jest naśladowanie Jezusa?! Gołym okiem widać, że nie. Warto sobie przypomnieć, co pisał św. Paweł – 1Tm 1, 3nn.

    2. Chrześcijaństwo nie ostało się jedynie dzięki tekstom – skupienie na tekstach doprowadziło je raczej do kryzysu (reformacja, umożliwiona przez upowszechnienie druku). Ważniejsze były modlitwy, rytuały, głoszenie kazań – oraz, jak widzę zapomniana, tradycja ikon i obrazów Zachodu, łącznie z architekturą, muzyką… Choć, wszystkie te formy, w jakiś sposób zniekształcały. Może nie ma “czystej Prawdy” – to zresztą późnogrecki wymysł – ale na szczęście dla wierzących są sakramenty i modlitwa oraz zaangażowanie, odpowiadające na Jezusowe “pójdź”, albo “chodź i zobacz” – a nie “przeczytaj sobie” i “jak już to przeczytasz, kieruj się dalej przypisami…” :)

    3. Co do teorii mediów… Zanim medium przekaże jakąś “treść” (podział na treść i formę jest anachronizmem nawet w myśleniu literackim), oddziałuje przez to, jakie jest. Kiedy “literaccy” rodzice pozwalają dzieciom oglądać telewizję, o ile nie są to “złe programy” – zatem oceniając telewizję na sposób literacki – zapominają, że telewizja oddziałuje przede wszystkim przez rytm montażu i bezpośrednie adresowanie, do których “sensownego” przyjęcia potrzeba zupełnie innych kompetencji, niż “zbieranie informacji”, “krytyczny odbiór” itp. – kompetencji audiowizualnych, świadomości własnej uwagi i ciała. Obraz, dźwięk i interaktywna sieć to daleko więcej niż “atrakcyjność”, “obrazki” – to ciągle przekaz “merytoryczny”, ale na innym poziomie i niewerbalny.

    Piszę tyle z sympatii i autentycznej troski o krzewienie innego myślenia, które nie ma zastąpić literatury, ale ją wzbogacić na równych prawach.
    Pozdrawiam
    Obrazek, choć nie święty :)


  17. Bohjane – nie czuj się zmarniały i bezradny. Sama dyskusja już jest sukcesem, pozwala zrozumieć myślenie innych ludzi.
    Moje uwagi:
    1. Może i jest Ewangelia wtórną do nauczania Chrystusa, ale niestety, mamy tylko ją. Jakie było Jego nauczanie – wiemy tylko z Ewangelii. Ani nagrania wideo, ani nawet MP3 jakoś się nie zachowały ;) Jedynym autoryzowanym ( przez Ducha Świętego) źródłem jest Ewangelia – a problemy i nieporozumienia biorą się nie z jej czytania, lecz z tego, co się do niej dodaje “od ludzi” – z różnic w zwyczajach, w tradycji, w liturgii, z tego, co “mi się wydaje”, że jest istotą chrześcijaństwa.
    Piszesz, że obraz Ewangelii jest ZNIEKSZTAŁCONY – a jak zamierzasz go “wyprostować” ? w którą stronę? Skąd możesz to wiedzieć? Wszelkie podziały między Kościołami wzięły się właśnie z różnic w wizjach nauczania Chrystusa. I tylko tam, gdzie można powołać się na tekst Ewangelii, porozumienie między chrześcijanami jest możliwe.

    Co do dzisiejszych problemów z głoszeniem Dobrej Nowiny, religijnością i odczytywania modlitw z książeczek – zgadzam się. Lecz istota sprawy tkwi nie w książeczkach, a w braku ich zrozumienia. Problemu nie rozwiąże zastąpienie niezrozumiałej książeczki niezrozumiałym filmem lub muzyką. Co gorsza – może się utrwalić przekonanie, że Chrześcijaństwo, to rodzaj sztuki i kultury, jakaś nieokreślona przestrzeń, równie nieokreślona, co “wartości chrześcijańskie”.

    2. Co do reformacji – myślę, że mylisz przyczynę ze skutkiem. To nie reformacja była przyczyną kryzysu w Kościele, a odpowiedzią nań. Po wynalezieniu druku każdy średnio wykształcony człowiek mógł sam zauważyć, że Kościół nie realizuje tego, co jest zapisane w Ewangelii. Nie zrzucaj winy na książkę tylko dlatego, że obnażyła problemy. W chrześcijaństwie Wschodu, gdzie od czasów Cyryla i Metodego czytano ze zrozumieniem Ewangelię w języku słowiańskim – żadna reformacja się nie wydarzyła, bo nie była potrzebna. Architektura, ikona, muzyka – też istniała, ale wiadomo było po co. Nie było problemów z rozróżnieniem formy od treści, bo treść można było łatwo zrozumieć.

    3. Co do mediów. Absolutnie nie zgadzam się z poglądem, ze podział na formę i treść zanika. Trzeba zawsze rozróżnić cukierek od papierka, łopatę od wykopu. Oczywiście, istnieje także sztuka w postaci czystej; sama forma – wtedy ona jest dla siebie także treścią. Wszak dla producenta papierków sam papierek jest istotą sprawy. Lecz my mówimy tutaj o przekazie religijnym, przekazie Dobrej Nowiny”. A to jest bardzo konkretna treść.

    Kiedy zastanawiam się, czy pozwolić obejrzeć dziecku film – analizuję treści, przyglądam się, co ten film mówi o świecie, jakie przekazuje komunikaty, co pochwala, co pokazuje jako pozytywne i atrakcyjne. Nie martw się, potrafię się przebić przez warstwę montażu i bezpośrednie adresowanie. Przede wszystkim analizuję, jakie uczucia film wywołuje we mnie samym. To wcale nie jest trudne i nie przekracza możliwości “literata” ;) Wymaga jedynie odrobiny spostrzegawczości.

    Dziękuję za sympatię. Wciąż upieram się przy tezie, ze nowe media ( tak jak i literatura ) są tylko formą. Z resztą takie jest znaczenie słowa medium: nośnik, pośrednik. Tak jak w literaturze, istotą sprawy jest CO niosą.
    Pozdrawiam !


  18. Dziękując za rozmowę – i korzystając z okazji, dopóki Ela “nie wyrzuci nas z baru” :) trzy tylko wyjaśnienia, już w progu:
    1. Ćwiczenie z odróżniania treści od formy:
    czy “goła baba” i “naga kobieta” zawierają jedną treść? Zwłaszcza chodzi o parę słów goła i naga :)
    2. W przypadku tv rytm montażu przeważnie jest niezależny od treści i można zauważyć, że średnia długość ujęcia (in. słowy częstotliwość cięć) to 3 do 5 sekund. Oznacza to, że człowiek – zwłaszcza dziecko – niezależnie od tego, czy ogląda piękną bajkę, czy film grozy, utrzymywany jest w permanentnym stresie (groza wzmacnia ten stres, rzecz jasna, ale jest on obecny także w pięknej bajce) – wyrażając się oględnie i niefachowo :) – który kształtuje jego wrażliwość. Podobnie książka – głupia, czy mądra w treści – oddziałuje przez sam fakt czytania. Takich efektów jest naprawdę sporo – a potem ludzie nie wiedzą, dlaczego coś się z nimi dzieje, dlaczego to i tamto… I o dostrzeżenie tego jako problemu mi chodzi.
    3. Co do chrześcijaństwa – raczej się zgadzam, nie ma sporu. Na pewno mi nie chodzi o głoszenie Dobrej Nowiny a la Gibson. Chodzi mi raczej o krzewienie Miłości, która ważniejsza jest niż pisanie i gadanie, a zwłaszcza czytanie (por. 1Kor 13) :) Co nie znaczy, że czytanie nie jest ważne :)
    Pozdrawiam w łączności via net :)


  19. Ale w tym barze tych Dwóch Panów obsługujemy zawsze ;)


  20. Nie odmówię sobie dwudziestego komentarza.
    Może z tej okazji dostaniemy darmową kolejkę w barze? ;)

    W ćwiczeniu pierwszym – tak, treść w obu przypadkach jest taka sama. Forma jest różna – prawdopodobnie autor określenia “goła baba” jest zbulwersowany jej nagością, natomiast obserwator “nagiej kobiety” – raczej zaciekawiony ;) Ale treść wydarzenia jest identyczna – osoba płci żeńskiej pojawiła się bez ubrania.

    W sprawie montażu – utrzymywanie napięcia u widza to jeszcze nie stres. Ale generalnie wiem o co Ci chodzi – każde medium ma swoje zasady, których trzeba być świadomym. Żeby wiedzieć, co się ze mną – odbiorcą dzieje.

    Co do oględnego pojęcia “kształtowania wrażliwości” – zgadzam się, że jest zbyt oględne. To słowo – wytrych, które może oznaczać kształtowanie postaw odbiorcy w zakresie treści ( czyli na przykład ukazywanie atrakcyjności jakiegoś sposobu postępowania lub postawy życiowej), a może oznaczać tylko przyzwyczajenie do formy – np “teledyskowego” sposobu montażu.

    W temacie krzewienia miłości – pełna zgoda. Pozostaje jednak pytanie – JAK? Żeby tak krzewienie można było załatwić motyką i konewką ;) Między innymi poprzez pisanie, gadanie i czytanie krzewi się miłość. Poprzez czytanie też – bo żeby dać, trzeba najpierw wziąć. A skąd, jeśli nie ze Źródła?
    Pozdrawiam !



Dodaj komentarz