
Apokalipsa u bram
czerwiec 25, 2008Na początek mała retrospekcja: kiedy wybuchła sprawa bp. Paetza miesięcznik “Znak” wydał numer o władzy w Kościele dotyczący roli biskupów w Kościele, miejsca kleru i świeckich etc. Promocja tego numeru odbyła się w kapitularzu na Stolarskiej i jednym z zaproszonych do panelu był ówczesny przeor, Jakub Kruczek OP. Reprezentował jako głowa klasztoru, przedstawicieli władzy kościelnej. Prowadząca panel, kiedy dyskusja nabrała już tempa i temperatury (tzn. znacząco wzrosła liczba skarg i wniosków do hierarchów), skierowała do ojca pytanie:
- A co się stanie, kiedy wszyscy biskupi będą doskonale pełnić swoje powołanie a księża będą święci?
Wtedy ojciec Jakub uśmiechnął się w specyficzny dla siebie, łobuzersko-ciepły sposób (kto go zna, wie o jaki uśmiech mi chodzi) i odpowiedział spokojnym, pewnym tonem:
- Wtedy przyjdzie Pan…
Salwa śmiechu, która wybuchła po tym niewinnym stwierdzeniu, świetnie podsumowała ziemski stan Oblubienicy Baranka
Wspominam tę odpowiedź ojca, bo od jakiegoś czasu mam kontakt z bp. Zbigniewem Kiernikowskim i jestem pod coraz większym wrażeniem jego otwartości i normalności. Pod poprzednim wpisem na jego temat w komentarzach pojawiły się przykłady jeszcze kilku innych biskupów, którzy są cenieni przez swoich wiernych właśnie za bycie dobrymi pasterzami. Z jednej strony bardzo mnie to cieszy, a z drugiej zaczynam się zastanawiać, czy nie jest to zapowiedź zbliżającej się apokalipsy. Bo skoro kiedy biskupi będą doskonale pełnić swoje powołanie, przyjdzie Pan, to najwyraźniej czas jest krótki…
A tu graficzna prezentacja bohaterów (w kolejności pojawiania się we wpisie
):
o. Jakub OP (od razu zastrzegam, że nie jest to pełna wersja “usmiechu Przeora”)

ks. bp Zbigniew Kiernikowski (zdjęcie z mszy konsekracyjnej)


Tęsknię za ojcem Jakubem… Jak wszyscy… Dlaczego on nie może być przeorem wszędzie naraz? Dzisiaj się z nim widziałam i od razu, już z procesji wejścia, ten uśmiech, o którym Ela pisze. A potem ciepłe przywitanie w zakrystii. Kiedykolwiek się zjawi, natychmiast wyrasta wokół niego tłumek świeckich. A on wita pierwszy, pamięta imię, a przecież takich jak ja zna setki. Przez to jest jeszcze gorzej
Już się złamałam, że pojadę odwiedzić go w Poznaniu… To jest dla mnie kapłan – wzór.