Poziomki stanowią dla mnie trudny orzech do zgryzienia. Otóż, jak powszechnie wiadomo i widomo poziomki są czerwone bardzo. Zwłaszcza na zielonym tle, tak bardzo zielonym jak może być zielona trawa na leśnej polanie. I tu rodzi się we mnie pytanie poziomczanego psychologa: skąd ta czerwień?
Czy jest to przejaw skrajnej nieśmiałości? Wtedy czerwienienie wynikałoby z faktu, że poziomka bardzo nie chce być zauważona, ale im bardziej się wstydzi swojej powierzchowności, tym bardziej się czerwieni, im bardziej się czerwieni tym bardziej ja widać, więc sie jeszcze bardziej czerwieni i cykl się zamyka.
Czy może raczej skrajnego egotyczmu? Poziomka chce być zauważona, ale nikt jej nie dostrzega, więc się denerwuje i czerwieni, jednak nadal nikt jej nie zauważa, więc denerwuje się jeszcze bardziej etc.
Wiodłam sobie takie wewnętrzne rozważania zrywając dziś w pachnącym cierpko dębowym lesie czerwone owoce z mikrych krzaczków. Nie udało mi sie odnaleźć odpowiedzi a poziomki były zdecydowanie małomówne. Z towarzyszeniem cichego: pac! wpadały do słoika i żadna nie poprosiła o przywilej wypowiedzenia ostatniego słowa. W końcu poziomka leśna to nie byle kto i swój honor też ma.
A co!

