Wrócę jeszcze raz do “A Good Year” – zacytowane przez mnie słowa padają z ust wuja Henry’iego, właściciela winnicy i wychowawcy głównego bohatera. Właśnie ta winnica, a w zasadzie dorastanie do jej posiadania, jest osią całego filmu. Mówiąc o potrzebie troski o dobro, które się dostrzega, Henry próbuje przekazać wychowankowi prawdę o wartościach. Niestety, na początku ponosi klęskę – chłopak bardzo szybko dostrzega użyteczność kłamstwa i niesłowności. Tylko ile lat można żyć w trybie “krótkoterminowym” a na takie skazuje życie w oparciu o kłamstwo? Jest to także życie samotnicze, być może w luksusie, ale nawet na cieszenie się posiadanymi van goghami nie ma czasu ani zdolności (umiejętność kontemplacji także trzeba ćwiczyć).
If you will find something good, Max, you have to take care of it, let it grow.
Uprawa ziemi, rzemiosło, nawet bycie żołnierzem uczą trudnej sztuki czekania i uważności. W dawnych rytach inicjacji nacisk kładziono na wytrzymałość chłopca i to nie tylko wytrzymałość na ból, ale także umiejętność czekania. Cierpliwość. Z cnoty tej można zrezygnować, jeśli ktoś nauczy się omijać prawdę, tyle, że świat, w którym żyjemy jest tak skonstruowany, że omijanie prawdy kończy się źle: nie da sie przeskoczyć etapów wzrastania. Najpierw jest ziarno, potem kłos, potem ziarno w kłosie, że zacytuję Mojego Ulubionego Klasyka. I w filmie Scotta wyraźnie widać potrzebę wartości i ich ścisły związek z dojrzałością i szczęściem.
Dom w komentarzu pod poprzednim wpisem napisała, że ten brak dojrzałości dotyczy też kobiet – to prawda, ale w mniejszym stopniu, co widać nawet po ignacjańskich: większość przyjeżdżających tam osób to kobiety, choć te rekolekcje są tak skonstruowane, że odpowiadają bardzo męskiej psychice (8 dni milczenia, zmaganie się ze sobą samym, osobisty kierownik duchowy, krótkie, techniczne wręcz instrukcje dotyczące formy modlitwy i jej przeprowadzania). Zdolność do macierzyństwa sprawia, że my, kobiety, jesteśmy w lepszym kontakcie z naszymi emocjami i szukamy relacji, nawet jeśli robimy to w sposób chory. Zresztą w cytowanym filmie jest też postać kobiety, która zachowuje się tak, jak Max, ale jak dowiadujemy sie później, jej zachowanie nie wynika z założenia: “Idę na łatwiznę”, tylko z faktu, że kochała mężczyznę, który przyjął takie założenie (nie Maxa).
Na codzień spotykam naprawdę niewielu mężczyzn, którzy zgodzili się na prawdę o sobie i mozolne wychodzenie z siebie do innych a przez to do dojrzałości. Znam za to wielu, którym wystarczy powodzenie wśród kobiet, wysoki stan konta (lub posiadanie gadżetów wskazujących na wyski stan konta) ewentualnie przypakowana na siłce sylwetka do tego, żeby uważać się za mężczyzn. Tylko, że jak próbuję sobie ich wyobrazić w roli ojców, to wyskakuje mi komunikat: “Brak danych”. Wyskakuje, bo wartości, które prezentują wcale nie dają gwarancji, że jak już zostaną fizycznie ojcami, coś się zmieni w nich na lepsze, dojrzalsze, że będą zdolni do bycia odpowiedzialnymi za innych. Na ulicach coraz częściej za to widuję ojców traktujących dziecko (szczególnie małe) jako gadżet mający przyciągnąć uwagę i podziw kobiet. Niedobrze się robi, jak się na to patrzy.
Ech.

