
Na marginesie recenzji
czerwiec 16, 2008Czytam właśnie dla naszego wydawnictwa książkę “Eating Disorders. The Path to Recovery” i nie mogę sie opędzić od pewnego skojarzenia. Otóż osoby cierpiące na opisywane zaburzenia to ludzie, którzy za wszelką cenę próbują kontrolować swoje ciało, akurat w tym przypadku łaknienie i wagę. I im bardziej im się wydaje, że panują nad nim, tym bardziej skutki ich dzialań są destrukcyjne. Są coraz chudsi a coraz mniej są o tym przekonani. Histerycznie się obżerają, albo głodzą, ale ani jedno ani drugie nie daje im zaspokojenia.
I tu mi się skojarzyła antykoncepcja: histeryczny lęk przed poczęciem na zmianę z histerycznym dążeniem do poczęcia. Żeby potwierdzić, że ze mną jednak jest wszystko w porządku.
I gdzie tu w jednym i drugim przypadku jest miejsce na miłość?

Myślę, że w obu skojarzonych przez Ciebie przypadkach istotne jest to, kiedy zwykła dbałość przeradza się “histeryczny lęk”. Kiedy dbanie o ciało, zdrowy tryb życia i trzymanie obżarstwa na wodzy przeradza się w zaburzenia? Kiedy realizacja planów życiowych, świadome planowanie własnej przyszłości przeradza się w histeryczny lęk przed poczęciem?
Kiedy kończy sie zdrowa aktywność i dbanie o swój los, a zaczyna histeryczny lęk?
Myślę, że wtedy, kiedy ufamy wyłącznie sobie i liczymy tylko na siebie zapominając o istnieniu Boga. I tym, że On naprawdę chce naszego dobra. W okresie dorastania miałam anorektyczne jazdy, ale miałam też ojca, który mnie zmusił do jedzenia a jednocześnie dawał odczuć, że mu na mnie zależy. Miałam oparcie i nie potrzebowałam żadnych terapii czy innych takich.
A kiedy się dorasta w przekonaniu, żę musi się samemu nad wszystkim zapanować, bo inaczej świat się zawali, to potem są skutki takie, że jesli czegoś kontrolowac się nie da, to jest histeria.
To takie moje domorosłe psychologizowanie.
Takk jeszcze w temacie planowania rodziny: znajomy klął w żywy kamień naturalne metody, bo ich stosowanie bardzo wydłużało okresy wstrzemięźliwości a więcej dzieci nie chcieli za żadne skarby (problemy finansowe). No i żona zaszła, dramat był. Urodziła sie córeczka (mieli dwóch synków). I teraz ten facet, który wściekał się na nauczanie Koscioła głośno wszędzie mówi, że jego życie dzieli sie na dwie ery: przed urodzinami córki i po nich.
No i kto miał racje: tatuś, który panicznie się bał kolejnego dziecka czy Bóg, który dał mu ukochaną teraz córkę?