Kocham mój Kościół.
Wczoraj mnie to dopadło, to uczucie i pragnienie jego wyrażenia. Dziś dopadło mnie po raz drugi, więc nie omieszkam mu ulec: kocham mój Kościół.
Tak zasadniczo to w ogóle jest ona - po grecku “ecclesia” jest rodzaju żeńskiego. I jest piękna: jej płaszcz rozpościera się w czasie i przestrzeni, utkany z najbielszego płótna i najdelikatniejszego bisioru. O przepychu jej szat decyduje szlachetność tkaniny z jakiej zostały wykonane, nie bogactwo kolorów. Zresztą ta wypłukana w krwi jej Umiłowanego szata jest tak biała, że bije od niej oślepiający blask i nic więcej nie jest konieczne do ukazania jej bogactwa. Ale brak konieczności nie powstrzymuje Boga: ozdobia ją wszystkimi możliwymi klejnotami i czystym kruszcem. Cóż, wystarczy rozejrzeć się wokół, żeby zobaczyć, że jest On Artystą i piękno jest tym, na co nigdy nie skąpi.
Hę? Że w realu nic takiego nie ma? A, jest, jest mili Państwo. Tylko trzeba nauczyć się patrzeć, najlepiej codziennie znajdując przynajmniej trzy powody, dla których można Bogu za coś podziękować. Po jakimś czasie zaczniemy widzieć podwójnie i bynajmniej nie będzie to przejaw problemów ze wzrokiem, tylko kwestia częściowej przystawalności naszej rzeczywistości do Prawdy. Dziękczynnienie otwiera serce i wtedy zaczynamy dostrzegać, że to wielka łaska, że dla wierzących w Chrystusa nie ma śmierci, że przebaczenie jest możliwe, że Duch dotyka i wprowadza w jedność z Bogiem i pomiędzy nami. Pozwala odkryć, że ta babcia, która za pomocą odmawianego scenicznym szeptem różańca skutecznie demoluje usiłowania dokończenia lectio divina być może właśnie wymadla mi niebo a wyraźnie znudzony spowiadaniem ksiądz wyrecytowaną machnialnie formułą zmywa ze mnie błocko, w którym znów się chcący utaplałam. Świadomość działania łaski pozwala widzieć inaczej a dziękczynnienie uświadamia obecność tej łaski.
Pomyślcie - któregoś dnia ten cały kołowrót się skończy, otworzymy oczy a nie będzie już lęku i odrzucenia. Ani bólu, ani smutku. Podwójnego widzenia też już nie będzie
Zobaczymy Go twarzą w twarz i będziemy do Niego podobni. To znaczy tacy piękni, jak On, bo świadomi tego, że kochani i kochający.
