
Hajda na celibat
czerwiec 4, 2008Dziś na portalu gazeta.pl można przeczytać tekst o diakonach stałych, który w wersji papierowej ukazał się w Dużym Formacie. Kilka kiksów (autorka cytuje List do Tymoteusza, ale czytelniku sam sobie znajdź który z tych dwóch Listów, poza tym perykopę odnoszącą się do biskupa stosuje do diakona) i ewidentne pisanie z tezą. Można się domyślić, że brzmi ona: “Precz z celibatem!” [kiedy czytałam ten tekst rano jeszcze tego nie było, ale teraz widze, że jest "uzupełniony" o odnośnik do innych tekstów mówiących o tym, jak bardzo księża cierpią w celibacie i pragną jego zniesienia]. Ciepła opowiastka dająca nadzieję, że święcenia żonatych mężczyzn na diakonów stałych są furtką dla święceń prezbiteratu dla żonatych.
I w ten oto sposób pojawienie się posługi, która jest ważna i potrzebna w polskim Kościele próbuje się sprowadzić do wprowadzenia tylnymi drzwiami zmian w kwestii bezżenności księży. Znika wymiar duchowy, liczy się tylko ten społeczny. Sama mam do celibatu stosunek bardzo spokojny: jest to prawo ludzkie, nie Boże, celibatariusze zawsze wnosili bardzo dużo w życie Kościoła i świadectwo ich życia jest jednym z najbardziej wartościowych. Innymi słowami: można go znieść, ale ma on dużą wartość, ze względu na którą warto go zachować. Inna rzecz, że ta wartość często dla ludzi poza Kościołem jest niewidoczna, podobnie jak wartość sposobu życia mniszego czy pustelniczego, bo źródłem, siłą i celem takiego życia jest więź z Bogiem. Jeśli ktoś nie wierzy, nie zrozumie. I to nieprawda, że takie życie jest trudniejsze niż życie rodzinne – każde z nich zawiera w sobie krzyż, czyli szansę na nawrócenie i upodobnienie do Chrystusa. I jak są księża, którzy traktują bycie księdzem jako ciepłą posadkę z równie ciepłą panią na boku, tak samo są ludzie żyjący w rodzinie, którzy traktują małżeństwo jak polisę ubezpieczeniową (w razie jak mi się coś stanie, ma się mną kto zająć) i sposób na “bycie tak jak wszyscy” w co włączone jest także korzystanie z życia, jeśli tylko nikt tego nie widzi. Zniesienie celibatu, czyli wprowadzenie święceń dla mężczyzn żonatych, niczego nie zmieni, dojdą za to nowe problemy pod tytułem: rozwody księży, kto ma utrzymywać wdowę i dzieci zmarłego księdza, zmniejszy się mobilność kapłanów. Zmienianie naczynia nic nie da, jeśli zawartość nie jest zbyt szlachetna, za to przemieniona zawartość może uszlachetnić naczynie. I tego się trzymajmy.
I czy naprawdę nie ma ważniejszych (choć zapewne mniej medialnych) problemów w polskim Kościele niż kwestia celibatu?

Bardzo się cieszę z tego, że będziemy mieć w Polsce diakonów stałych! Tekst w “Gazecie” jest być może jakoś tendencyjny, ale podkreśla też pewien ważny problem: święcenie diakonów to jedna rzecz, zaś druga to sposób w jaki odbierać ich będą wierni. Myślę, że trzeba wiernych dobrze na pojawienie sie diakonów przygotować, bo często z niezrozumienia rodzi się podejrzliwość. Pamiętam jak pojawiali się u nas świeccy szafarze Komunii – sporo wyjaśnialiśmy przy tej okazji, choć i tak wielu wiernych dyskretnie starało się omijać kolejkę do komunii, gdzie akurat stał szafarz. Po miesiącach wyjaśnień, przypomnień i w końcu samej praktyki wierni już się do szafarzy przyzwyczaili i myślę, że pewnie podobnie będzie i z diakonami. Najpierw mogą rodzić się podejrzenia o “nowinkarstwo” w Kościele, ale po jakimś czasie przyjdzie zrozumienie i akceptacja. Ważne żebyśmy my sami (księża i “zorientowani” świeccy) dobrze innym to wytłumaczyli…
A co do życia w celibacie to zawsze przypominam ewentualnym kontestatorom, że decyzja o takiej formie życia jest osobistym wyborem danej osoby. Przecież nikt nikogo do przyjęcia święceń i życia w celibacie nie zmusza. Tutaj wyznaję zasadę, że może to pojąć tylko ten, komu zostało to dane. I raczej nie staram się nikogo do słuszności takiej formy życia na siłę przekonywać. Chcę tylko, by ten znak był przeze mnie dla innych czytelny, bym nie próbował sobie wypełniać celibatu czym innym… Tych kilka lat przeżytych w celibacie pokazuje mi jak bardzo jest on piękny, choć i niejednokrotnie trudny. To radość w dawaniu siebie innym, ale i zmaganie z własną małością. Ostatecznie jednak najważniejsze jest dla mnie to, że tą drogą Jezus upodabnia mnie do siebie – że mogę w tej formie naśladować Jego ziemskie życie.
Tekst z tezą i pisany przez osoby niekompetentne…
P
“To nie są prawie kapłani ani półkapłani.” i to cytat z kapłana, który odbył studia teologiczne!…
Temu prezbiterowi chyba trzeba powiedzieć, że i prezbiterat to też nie pełnia kapłaństwa, bo ta jest tylko w sakrze biskupiej
A tak poważnie… to chyba nadal duuuużo mamy do zrobienia w zakresie wdrożenia Vaticanum II… przepojenia jego duchem całego Ludu Bożego, uświadomieniem NOWEJ eklezjologii… zadanie na kilka pokoleń
Na temat celibatu sprecyzowanego zdania nie mam. Widzę i korzyści i wady, a także różne uzasadnienia istnienia celibatu.
Bawi mnie natomiast niezmiernie, że o zniesienie celibatu walczą nie tyle sami zainteresowani, ale przede wszystkim ludzie świeccy, a nierzadko ateiści.
Dziwne jest to, bo przecież istnienie celibatu ma racjonalne uzasadnienia, a sam wybór jest kwestią wagi racji. Sam celibat nie został przecież zapoczątkowany przez jakiś magiczny albo szamański znak. Jeśli tak to trudno go oceniać nie pozostając samemu w celibacie.
Cała sprawa zdaje się być modną kwestią publiczną, gdzie wypada posiadać jakieś radykalne stanowisko.
Pod kontem PR księża mogliby ucinać całą dyskusję krótkim: “Jestem singlem i akceptuję siebie.” Niby to samo, a jednak inaczej.
Szymon, dzięki za wpis
Też zauważyłam tę uwagę pani ok. 50tki o nieufnosci do diakonów, która nota bene świetnie się wpisuje w tendencyjność tekstu (tym razem jest to potwierdzenie milcząco założonej tezy, że panie w średnim wieku w Kościele to beton). Uważam, że stali diakoni się przyjmą u nas, byle byli dobrze formowani. I byle ludzie byli formowani do ich przyjęcia.
I dzięki za to co napisałeś o swoim doświadczeniu
Dru’, jestes genialny
Chodzi mi oczywiście o ostatnią uwagę o PR, he he.
A skąd lud ma wiedzieć, co to diakon, skoro na co dzień w parafii takiego nie uświadczysz? My, mądrale z kościołów dominikańskich, a zwłaszcza z krakowskiego, mamy ich na co dzień, więc jakoś nam nie przeszkadzają. Więcej, jak ich na liturgii nie ma, to odczuwa się dziwną pustkę… Ale do dziś zdarza mi się tłumaczyć znajomym, co to za dziwny ksiądz z “szarfą”, który nie odprawia mszy…
Ostatnio w Krakowie “wyświęciliśmy” piętnastu nowych i oby poszli w Polskę. Niestety, obawiam się, że zostaną “tylko” dla nas (Remo, ze Szczecinem się podzieliliśmy
)
Może tacy świeccy, żonaci będą bardziej “mobilni”? A przynajmniej będą występować także poza miastami seminaryjnymi…
Zatem świetnie, że ci, którzy mają do spełnienia funkcje aniołów, trochę się w naszym Kościele rozplenią
Obys była dobrym, czyt. skutecznym, prorokiem