Dziś na portalu gazeta.pl można przeczytać tekst o diakonach stałych, który w wersji papierowej ukazał się w Dużym Formacie. Kilka kiksów (autorka cytuje List do Tymoteusza, ale czytelniku sam sobie znajdź który z tych dwóch Listów, poza tym perykopę odnoszącą się do biskupa stosuje do diakona) i ewidentne pisanie z tezą. Można się domyślić, że brzmi ona: “Precz z celibatem!” [kiedy czytałam ten tekst rano jeszcze tego nie było, ale teraz widze, że jest "uzupełniony" o odnośnik do innych tekstów mówiących o tym, jak bardzo księża cierpią w celibacie i pragną jego zniesienia]. Ciepła opowiastka dająca nadzieję, że święcenia żonatych mężczyzn na diakonów stałych są furtką dla święceń prezbiteratu dla żonatych.
I w ten oto sposób pojawienie się posługi, która jest ważna i potrzebna w polskim Kościele próbuje się sprowadzić do wprowadzenia tylnymi drzwiami zmian w kwestii bezżenności księży. Znika wymiar duchowy, liczy się tylko ten społeczny. Sama mam do celibatu stosunek bardzo spokojny: jest to prawo ludzkie, nie Boże, celibatariusze zawsze wnosili bardzo dużo w życie Kościoła i świadectwo ich życia jest jednym z najbardziej wartościowych. Innymi słowami: można go znieść, ale ma on dużą wartość, ze względu na którą warto go zachować. Inna rzecz, że ta wartość często dla ludzi poza Kościołem jest niewidoczna, podobnie jak wartość sposobu życia mniszego czy pustelniczego, bo źródłem, siłą i celem takiego życia jest więź z Bogiem. Jeśli ktoś nie wierzy, nie zrozumie. I to nieprawda, że takie życie jest trudniejsze niż życie rodzinne – każde z nich zawiera w sobie krzyż, czyli szansę na nawrócenie i upodobnienie do Chrystusa. I jak są księża, którzy traktują bycie księdzem jako ciepłą posadkę z równie ciepłą panią na boku, tak samo są ludzie żyjący w rodzinie, którzy traktują małżeństwo jak polisę ubezpieczeniową (w razie jak mi się coś stanie, ma się mną kto zająć) i sposób na “bycie tak jak wszyscy” w co włączone jest także korzystanie z życia, jeśli tylko nikt tego nie widzi. Zniesienie celibatu, czyli wprowadzenie święceń dla mężczyzn żonatych, niczego nie zmieni, dojdą za to nowe problemy pod tytułem: rozwody księży, kto ma utrzymywać wdowę i dzieci zmarłego księdza, zmniejszy się mobilność kapłanów. Zmienianie naczynia nic nie da, jeśli zawartość nie jest zbyt szlachetna, za to przemieniona zawartość może uszlachetnić naczynie. I tego się trzymajmy.
I czy naprawdę nie ma ważniejszych (choć zapewne mniej medialnych) problemów w polskim Kościele niż kwestia celibatu?

