h1

Kup pan prawdę – w promocji

maj 30, 2008

Dziś w Toronto odbywa się Międzynarodowy Kongres Mediów Katolickich pod hasłem: “Ogłaszajcie to na dachach” (współcześnie można to uzupełnić o ogłaszanie pod ziemią - kablówka rulezz! :) ). Zajrzałam do wczorajszego wystąpienia arcybiskupa Claudio Celli, przewodniczącego Papieskiej Rady Środków Masowego Przekazu, które wygłosił wczoraj na otwarcie tego kongresu.

Myślę, że jest tam kilka myśli wartych zastanowienia. Arcybiskup zaczyna od wspomnienia o najgłębszych pytaniach, drążących serce człowieka: Kim jestem? Skąd pochodzę i dokąd podążam? Dlaczego istnieje zło? Co stanie się ze mną po śmierci? Kościół zna odpowiedzi na te pytania i dlatego nie wolno chrześcijanom milczeć i wycofywać się ze świata. Mamy do dania poszukującym cenny dar – odpowiedzi na najgłębsze pytania nurtujące serca ludzi. Przewodniczący Rady zwraca uwagę, że najlepszą drogą do przekazania tych prawd jest kontakt twarzą w twarz (właściwie jest to sposób, którego nie sposób zastąpić innym ;) ), ale media także mogą podprowadzać do takiego spotkania. Mogą tworzyć przestrzeń, która ułatwi podjęcie decyzji o takim spotkaniu, co bezpośrednio wiąże się z potrzebą dialogu z kulturą, w jakiej żyjemy.

Serce człowieka odczuwa “nostalgię za Bogiem”, czytamy dalej, ale żeby ją usłyszeć, potrzebna jest samotność. Tymczasem my uciekamy od niej w nieustanną zajętość. I tu mogę dodać od siebie, że często media nam tę zajętość fundują – pokusa poczytania pudelka.pl czy obejrzenia kolejnego tańca na lodzie do piosenek, które gwiazdy śpiewają ostatecznie prowadzi do stwierdzenia, że na modlitwę nie mamy czasu. Modlitwę, lekturę Biblii, spotkanie z ludźmi. Ja tak z własnego, niestety bujnego w tym zakresie, doświadczenia. Pogoń za poczytnością/oglądalnością prowadzi do tabloidyzacji prasy (głównym źródłem newsów bywa Fakt lub inny Super Express) i obniżenia jakości warsztatu dziennikarskiego. A ludzie to kupują, bo gdyby nie kupowali, media nie szłyby za tym trendem.

Arcybiskup Celli proponuje inną strategię marketingową: zignorować zewnętrzne przejawy i wsłuchać się w to najgłębsze wołanie ludzkiego serca, wręcz jęk i odpowiedzieć na nie używając języka współczesnej kultury. Dzięki temu otworzą się nowe możliwości komunikacji pomiędzy ludźmi i to tej najgłębszej, dotykającej serca.

Idea właściwa i piękna, ale wprowadzenie jej w życie, czyli próby przełożenia jej na praktykę, to jak wchodzenie na Mount Everest bez maski tlenowej. Współczesna kultura ma takie tempo, że próba wprowadzenia w nią chrześcijaństwa masakruje chrześcijaństwo sprowadzając je do poziomu kiczowatego mitu. Chrześcijaństwo jest dla współczesnych nudne, no może kupią klimat chorału gregoriańskiego, ale już mnisi w kapturach skojarzą im się prędzej z grą lub powieścią fantasy, ewentualnie “Władcą Pierścieni” w reżyserii Petera Jacksona niż złożonym z miłości do Jezusa darem z własnego życia. Czystość przedślubna, wierność aż do śmierci jednemu małżonkowi, wreszcie regularna modlitwa to abstrakty. Kościół to konsorcjum usługowe/instytucja będąca krzyżówką sekty z mafią, Pan Bóg to twór filozoficzny – bezsilny, ewentualnie można ten mit wykorzystać w terapii uzależnień. Gdzie w tej kulturze jest furtka, przez którą można wprowadzić Boga? Czy jest w tym pracoholiczno-używkowym ciągu miejsce czy czas na to, żeby Go wskazać? Media nie przekazują już treści i nie zajmują się komunikacją: one kreują rzeczywistość i bawią.

Pytania, które tu stawiam, bynajmniej nie są retoryczne. Po prostu nie radzę sobie z odpowiedziami na nie.

A, i jest jeszcze jedna kwestia. Dziennikarze, którzy są po prostu dziennikarzami deklarującymi się jako katolicy, słyszą, że niebezpiecznie balansują na krawędzi, dziennikarze czysto katoliccy z kolei słyszą, że tworzą konfesyjne getto w mediach. No i bądź tu mądry i pisz wiersze. No, może nie wiersze, ale pisz z pewnością, nagrywaj w radiu, kręć dla telewizji.

Nie ma co narzekać, jeśli nie byłoby dylematów, byłoby za łatwo a to z kolei byłby znak, że nawet diabłu nie chce się już przekadzać. Pójść za głosem najgłębszych pragnień. I przestać słuchać wewnętrznej dygotawki pod tytułem: Ale kto to kupi?

8 komentarzy

  1. niektórym mnisi (białohabitowi) mogą też kojarzyć się z duchami… ;->
    pytanie, jakie media. chyba jedynym sposobem aby nie dać się zwariować w tym świecie, jest korzystanie z mediów, które jeszcze przekazują treści i uczą. nawet jeśli są niszowe i nawet jeśli większość ludzi fascynuje się tabloidami czy kolejnymi teledurniejami. i walka o własny czas dla Boga, o szczerość i uczciwość we własnym życiu i w relacjach z innymi ludźmi, walka ze swoimi drobnymi przyzwyczajeniami i grzeszkami. jest sporo do zrobienia.


  2. Jeśli chrześcijanie ograniczą się do mediów, które “przekazują wartości”, nieuchronnie i niepostrzeżenie znajdą się w getcie. Mocne rozgraniczenie na media i media chrześcijańskie, źle służy tym ostatnim, izoluje je od prawdziwego życia i konserwuje niską ich jakość. Mechanizm, który powoduje, że ludzie słuchają mediów ze względu na ich profil, a nie jakość, fatalnie wpływa na te media.
    Moim zdaniem chrześcijaństwo nie ma innego wyboru, jak działać w głównym nurcie mediów.
    To trudne z trzech przyczyn: trzeba dostosować środki do współczesnych czasów, oprzeć się pokusie nachalnego nawracania, oraz pozbyć się balastu chrześcijańskiego bełkotu, zastępując go językiem prostym i zrozumiałym.

    Pozdrawiam !


  3. Mam lepszy sposób. Nie korzystam z mediów. Najwyżej raz na jakiś czas sprawdzam nagłówki newsów na Onecie. Nie mam telewizora, nie używam radia i gazet. O tym, kto jest premierem, dowiaduję się od znajomych, a że była jakaś katastrofa, z kazania i modlitwy powszechnej. Jestem szczęśliwa. Wyszłam z nerwicy. Mam czas na modlitwę, dbanie o relacje z ludźmi i kolejne studia. Serdecznie polecam.


  4. Wybacz, Dom, ale nie wierzę Ci, że nie korzystasz z mediów. I mam do tego podstawy, bo właśnie przyłapałem Cię przed komputerem ;)
    Media to tylko narzędzie. Nie jest ani dobre, ani złe.
    Nie rezygnujemy z ognia tylko dlatego, że można się nim poparzyć, albo z noża, bo można skaleczyć paluszka.
    Myślę, że nie powinniśmy rezygnować z ciekawości świata z obawy, że ktoś nas okłamie.


  5. Współcześni ludzi sa bystrzy i rzadko już korzystają z mediów tylko ze względu na ich profil. Domagają się dobrej szaty graficznej i dobrych tekstów. Jest to zresztą widoczne także na targach książki: nie ma juz miejsca dla publikacji przypominających jakością samizdat – książka się sprzeda, jeśli jest “zrobiona” profesjonalnie (zresztą tworzenie książki to sztuka, wspaniała sztuka). I to dobrze.

    A z korzystaniem z mediów to myślę, że jest tak, że każdy ma swój próg poza którym grozi mu już wypranie mózgu. Ostatnio słuchałam konferencji o. Rupnika, tworzy mozaiki i powiedział, że jeśli chce być poważnym artystą nie może oglądać tv. I ja go rozumiem: przy dużej wrażliwości na obraz oglądanie tv prowadzi do banalizacji wyobraźni a nawet jej śmierci.

    Osobiście mam słabość do drukowanego i internetu: sama sobie wybieram inforamcje, które mnie interesują i czas w jakim z nimi się zapoznam. Ale wiem jedno: nie mogę sobie pozwolić na utratę kontaktu z mediami, bo po prostu w nich pracuję. Jesli mam mówic językiem współczesnej kultury, to po prostu muszę go znać.


  6. Do Goeffreya: komputer nie jest medium, tylko urządzeniem. Podobnie telewizor i telewizja. Komputer jest podstawowym narzędziem mojej pracy, ale używam go do zupełnie czego innego niż zapoznawanie się z treściami serwowanymi przez media. Użyłam słowa media w znaczeniu “środki masowego przekazu”. A teraz wyłączam komputer i jadę w Tatry, pa.


  7. Komputer nie jest medium – jest nim internet, za pomocą którego się komunikujemy.
    Jest to też środek masowego przekazu.
    Internet uczy bardzo cennej umiejętności (która przydaje się przy korzystaniu z innych mediów, zwłaszcza z telewizji) – wyszukiwania informacji.
    Naprawdę da się bezpiecznie korzystać z Telewizji Polskiej – jeśli mamy na tyle samodyscypliny, aby oglądać wyłącznie zaplanowane wcześniej pozycje.
    Telewizorem – tak jak wszystkim – trzeba umieć się posługiwać. I nie chodzi o instrukcję do pilota ;) .
    Równie destrukcyjne i toksyczne może być
    przebywanie z żywymi ludźmi ( np w pracy), kontakty z własną rodziną (!), jak i kiepskie słowo pisane.
    A to jeszcze nie powód, żeby ostentacyjnie unikać ludzi i książek.

    Pozdrawiam !

    Dom – Tatr Ci zazdroszczę. Mam trochę dalej.


  8. Ale wiesz, Goeffrey, ja po prostu nie potrzebuję oglądać telewizji i słuchać radia. Mnie to nudzi, a nie odcinam się. Robię za to mnóstwo innych rzeczy, które mnie interesują. Zapewne dla innych mogą wydawać się okropnie nudne. Każdy jest inny i to jest właśnie fascynujące :)



Skomentuj