Dziś w Toronto odbywa się Międzynarodowy Kongres Mediów Katolickich pod hasłem: “Ogłaszajcie to na dachach” (współcześnie można to uzupełnić o ogłaszanie pod ziemią - kablówka rulezz! :) ). Zajrzałam do wczorajszego wystąpienia arcybiskupa Claudio Celli, przewodniczącego Papieskiej Rady Środków Masowego Przekazu, które wygłosił wczoraj na otwarcie tego kongresu.
Myślę, że jest tam kilka myśli wartych zastanowienia. Arcybiskup zaczyna od wspomnienia o najgłębszych pytaniach, drążących serce człowieka: Kim jestem? Skąd pochodzę i dokąd podążam? Dlaczego istnieje zło? Co stanie się ze mną po śmierci? Kościół zna odpowiedzi na te pytania i dlatego nie wolno chrześcijanom milczeć i wycofywać się ze świata. Mamy do dania poszukującym cenny dar – odpowiedzi na najgłębsze pytania nurtujące serca ludzi. Przewodniczący Rady zwraca uwagę, że najlepszą drogą do przekazania tych prawd jest kontakt twarzą w twarz (właściwie jest to sposób, którego nie sposób zastąpić innym
), ale media także mogą podprowadzać do takiego spotkania. Mogą tworzyć przestrzeń, która ułatwi podjęcie decyzji o takim spotkaniu, co bezpośrednio wiąże się z potrzebą dialogu z kulturą, w jakiej żyjemy.
Serce człowieka odczuwa “nostalgię za Bogiem”, czytamy dalej, ale żeby ją usłyszeć, potrzebna jest samotność. Tymczasem my uciekamy od niej w nieustanną zajętość. I tu mogę dodać od siebie, że często media nam tę zajętość fundują – pokusa poczytania pudelka.pl czy obejrzenia kolejnego tańca na lodzie do piosenek, które gwiazdy śpiewają ostatecznie prowadzi do stwierdzenia, że na modlitwę nie mamy czasu. Modlitwę, lekturę Biblii, spotkanie z ludźmi. Ja tak z własnego, niestety bujnego w tym zakresie, doświadczenia. Pogoń za poczytnością/oglądalnością prowadzi do tabloidyzacji prasy (głównym źródłem newsów bywa Fakt lub inny Super Express) i obniżenia jakości warsztatu dziennikarskiego. A ludzie to kupują, bo gdyby nie kupowali, media nie szłyby za tym trendem.
Arcybiskup Celli proponuje inną strategię marketingową: zignorować zewnętrzne przejawy i wsłuchać się w to najgłębsze wołanie ludzkiego serca, wręcz jęk i odpowiedzieć na nie używając języka współczesnej kultury. Dzięki temu otworzą się nowe możliwości komunikacji pomiędzy ludźmi i to tej najgłębszej, dotykającej serca.
Idea właściwa i piękna, ale wprowadzenie jej w życie, czyli próby przełożenia jej na praktykę, to jak wchodzenie na Mount Everest bez maski tlenowej. Współczesna kultura ma takie tempo, że próba wprowadzenia w nią chrześcijaństwa masakruje chrześcijaństwo sprowadzając je do poziomu kiczowatego mitu. Chrześcijaństwo jest dla współczesnych nudne, no może kupią klimat chorału gregoriańskiego, ale już mnisi w kapturach skojarzą im się prędzej z grą lub powieścią fantasy, ewentualnie “Władcą Pierścieni” w reżyserii Petera Jacksona niż złożonym z miłości do Jezusa darem z własnego życia. Czystość przedślubna, wierność aż do śmierci jednemu małżonkowi, wreszcie regularna modlitwa to abstrakty. Kościół to konsorcjum usługowe/instytucja będąca krzyżówką sekty z mafią, Pan Bóg to twór filozoficzny – bezsilny, ewentualnie można ten mit wykorzystać w terapii uzależnień. Gdzie w tej kulturze jest furtka, przez którą można wprowadzić Boga? Czy jest w tym pracoholiczno-używkowym ciągu miejsce czy czas na to, żeby Go wskazać? Media nie przekazują już treści i nie zajmują się komunikacją: one kreują rzeczywistość i bawią.
Pytania, które tu stawiam, bynajmniej nie są retoryczne. Po prostu nie radzę sobie z odpowiedziami na nie.
A, i jest jeszcze jedna kwestia. Dziennikarze, którzy są po prostu dziennikarzami deklarującymi się jako katolicy, słyszą, że niebezpiecznie balansują na krawędzi, dziennikarze czysto katoliccy z kolei słyszą, że tworzą konfesyjne getto w mediach. No i bądź tu mądry i pisz wiersze. No, może nie wiersze, ale pisz z pewnością, nagrywaj w radiu, kręć dla telewizji.
Nie ma co narzekać, jeśli nie byłoby dylematów, byłoby za łatwo a to z kolei byłby znak, że nawet diabłu nie chce się już przekadzać. Pójść za głosem najgłębszych pragnień. I przestać słuchać wewnętrznej dygotawki pod tytułem: Ale kto to kupi?

