Najpierw zobaczyłam tytuł i ucieszyłam się, że szykują się zmiany:
“Kardynał Dziwisz wysyła księży na wcześniejszą emeryturę”
Tekst dotyczył obniżenia wieku emerytalnego proboszczów (wynosi on 75 lat, w archidiecezji krakowskiej będzie teraz wynosił 70 – to znaczy jest to wiek, po przekroczeniu którego proboszcz jest zobowiązany oddać sie do dyspozycji biskupa i on zdecyduje, czy dana osoba pozostaje na swoim stanowisku, czy nie). Inicjatywa sama w sobie dobra, bo zdarza się, że na papierze proboszczem jest schorowany siedemdziesięcioparolatek a tak naprawdę jego funkcje pełni wikary, bo przecież trudno, żeby usuwać księdza tuż przed emeryturą ze stanowiska.
Ale im dłużej czytałam, tym bardziej jeżył sie bujny włos na mej głowie, bo autor tekstu skupił się na poczatek głównie na tym, że “młodzi księża potrzebują się realizować”. Wychowani w społeczeństwie szybkich karier chcą być wreszcie kimś. Samorealizacja wikarych, pozyskiwanie funduszy z UE jako nowoczesne działania charytatywne, ewangelizacja na ulicach i gdzieś pomiędzy to wciśnięta uwaga, że czasem proboszcz rządzi na parafii 50 lat i sami parafianie nie chcą zmiany księdza. I to tyle, jeśli chodzi o potrzeby parafian.
Rozumiem potrzebę samorealizacji, poczucia, że sie osiągnęło niezależność i pewien pułap “kariery”. Rozumiem nowoczesność i nowe wyzwania stawiane przed Kościołem (nota bene pozyskiwaniem funduszy mogą spokojnie zająć się świeccy, polecam tu odświeżenie sobie homilii Bendykta XVI w warszawskiej archikatedrze). Ale nie rozumiem, czemu bycie proboszczem postrzegane jest jako dorwanie się wreszcie do władzy? Do poczucia, że wreszcie jest się kimś? Przecież i proboszcz, i wikary mają te same święcenia i nic większego czy ważniejszego niż sprawowanie Eucharystii im się z pewnością nie przydarzy.
Brak mi w tym tekście także odniesienia do parafian. Przecież proboszcz jest im dany jako ktoś, kto ma im służyć, pomagać, jego znaczenie i godność wynika z ich obecności i potrzeb. Domyślam się, że te prawdy były w założeniu, ale pojawiły się bardzo szczątkowo, chociaż według mnie to właśnie ten argument powinien być decydujący, jeśli chodzi o takie kwestie.
Wreszcie gdzieś w tle pojawiła sie kwestia lęku starszych proboszczów przed odsunięciem ich od sprawowanych funkcji. Po ludzku zrozumiałe, wiele osób po przejściu na emeryturę przeżywa depresję, ale na ogół dzieje się tak z ludźmi, którzy postawili pracę na pierwszym miejscu gubiąc gdzieś po drodze relacje z innymi ludźmi a czasem nawet Boga. Aż się boję wysnuć wniosek, że księża emeryci są w analogicznej sytuacji.


