czyli czy Krew przeznaczona jest tylko dla “służb specjalnych” w trakcie szkolenia i po nim? Najpierw cytacik (“W drodze” 5/2008, debata o tym, czy stan kapłański jest doskonalszy od świeckiego, tekst Małgorzaty Wałejko):
“W jedną z ostatnich niedziel gośćmi na Eucharystii była dość liczna grupa młodziutkich nowicjuszy. Komunia święta, nagłe zamieszanie przy ołtarzu. Celebrans udziela braciom Komunii Świętej pod dwiema postaciami. Do nas, do ludu wychodzą kapłani niosąc Jezusa w samym Ciele (…) Ja wiem, że to tylko szczegół i, być może nie ma o czym mówić. Jednak było mi po prostu trochę przykro. Spojrzeliśmy z mężem na siebie bez słów, oboje zauważając dziwną i fałszywą, choć przecież niezamierzona wymowę tego “szczegółu”, nieupowszechniającą bynajmniej tego samego powołania wszystkich chrześcijan do świętości, czyli głębokiego zjednoczenia z Bogiem. (…) Być może tu, Ojcze Januszu (o. Janusz Pyda, autor artykułu [W drodze 3/2008] z którym polemizuje p. Wałejko; przyp. mój), istnieje “uzasadnienie” doskonalszej drogi celibatariuszy… – tak, z tym jednym mogę się zgodzić: przyjmujecie Boga zawsze w eucharystycznej pełni, my prawie nigdy.”
Co na dodatek jest o tyle boleśniejsze, że bracia w formacji są takimi samymi świeckimi jak osoby poza formacją zakonną, tyle, że intensywniej pracują nad swoją relacją z Bogiem. Ale czy to daje nam prawo traktować Krew jak pokarm wysokokaloryczny tylko dla wyczynowców? I rodzi się też pytanie, czy są oni wyczynowcami, skoro życie w tzw. świecie ostatnio też przestaje być przebywaniem w kulturze chrześcijańskiej i wymaga codziennego mierzenia się z natłokiem danych i wpływów. Ile trzeba mieć sił i uporu, żeby wytrwać w tym zgiełku, to wie tylko Duch Święty, który je daje.
Eucharystia ma być znakiem jedności a staje się zupełnie niepotrzebnie narzędziem podziału.



