Taki nośny tytuł ma panel w Centrum Kultury i Dialogu (zapraszam jutro na 18.30 do auli “Ignatianum” w Krakowie), do udziału w którym zostałam zaproszona jako spec od teologii. Siedzę właśnie nad listą zagadnień i kombinuję, o czym możnaby powiedzieć i próbuję sie domyślić o czym będą mówić moi współpaneliści: Anna Szwed, socjolog i o. Jacek Prusak SJ, psycholog.
W to, że Bóg kocha singielki, nawet nie śmiem wątpić, w końcu gdyby nas nie kochał, to by nas nie stworzył
A tak skoro żyjemy i mamy się… jakoś, to znaczy, że nas kocha. Gorzej z niektórymi ludźmi w Kościele a właściwie pewnie trzeba napisać o ludziach Kościoła. Jesteśmy samotne a więc podejrzane o chęć wyciągania księży z zakonów bądź nakłaniania ich do rezygnacji z celibatu (jakby nie było przypadków, że to robią też mężatki) lub znaczny poziom zdziwaczenia (że zacytuję tu evergreena z “Seksmisji”: “Na mózg wam padło, bo żeście nigdy chłopa nie miały”). Jeszcze kilkanaście lat temu wielu spowiedników w momencie, kiedy penitentka przekraczała pewien wiek a wciąż była sama, nakłaniało ją wstąpienia do jakiegoś instytutu świeckiego w myśl zasady, że na coś zdecydować się trzeba. Warunki społeczne się zmieniły, teraz ludzie wydają się później dojrzewać psychicznie i emocjonalnie, później wchodzą w trwałe związki i singlująca trzydziestoparolatka już nikogo nie gorszy, choć niewątpliwie jest postrzegana jako ktoś, komu chyba nie do końca się życie układa.
A co na to Biblia? Nauczanie Kościoła? Ono zawsze popierało singlowanie, przecież św. Paweł był właśnie singlem całkowicie poświęcającym się swojej pracy!
Tak serio, to singlowanie - tak, pod pewnymi warunkami: abstynencja seksualna, zdolność do budowania trwałych i dojrzałych relacji międzyludzkich, wreszcie nie jako dobro samo w sobie, ale jako sposób służenia Chrystusowi a w Nim innym ludziom. Lubię patrzeć na swój staropanieński sposób przeżywania życia jako na bycie Bożym Agentem do Spraw Specjalnych. Mam większą swobodę działania, nie mam zobowiązań wobec rodziny czy wspólnoty, mogę iść tam, gdzie akurat jestem potrzebna. Mam tyle czasu na modlitwę, ile potrzebuję, mogę jechać na rekolekcje, kiedy mi odpowiada, iść na mszę, którą lubię. To dużo, bardzo dużo. A że czasem smętnie jest przyjść do pustego mieszkania, sięgnąć do pustawej lodówki i podgrzać sobie mrożonkę, bo przecież na jedną osobę gotować się nie opłaca? Cóż, wszystko ma swoją cenę, bez względu na to, jak bardzo byśmy próbowali uciec od tej prawdy.
Napisane w Zapiski z redakcji | Tagi: feminizm, teologia
