Posted by: ewiater | maj 13, 2008

Czy Bóg kocha singielki?

Taki nośny tytuł ma panel w Centrum Kultury i Dialogu (zapraszam jutro na 18.30 do auli “Ignatianum” w Krakowie), do udziału w którym zostałam zaproszona jako spec od teologii. Siedzę właśnie nad listą zagadnień i kombinuję, o czym możnaby powiedzieć i próbuję sie domyślić o czym będą mówić moi współpaneliści: Anna Szwed, socjolog i o. Jacek Prusak SJ, psycholog.

W to, że Bóg kocha singielki, nawet nie śmiem wątpić, w końcu gdyby nas nie kochał, to by nas nie stworzył :) A tak skoro żyjemy i mamy się… jakoś, to znaczy, że nas kocha. Gorzej z niektórymi ludźmi w Kościele a właściwie pewnie trzeba napisać o ludziach Kościoła. Jesteśmy samotne a więc podejrzane o chęć wyciągania księży z zakonów bądź nakłaniania ich do rezygnacji z celibatu (jakby nie było przypadków, że to robią też mężatki) lub znaczny poziom zdziwaczenia (że zacytuję tu evergreena z “Seksmisji”: “Na mózg wam padło, bo żeście nigdy chłopa nie miały”). Jeszcze kilkanaście lat temu wielu spowiedników w momencie, kiedy penitentka przekraczała pewien wiek a wciąż była sama, nakłaniało ją wstąpienia do jakiegoś instytutu świeckiego w myśl zasady, że na coś zdecydować się trzeba. Warunki społeczne się zmieniły, teraz ludzie wydają się później dojrzewać psychicznie i emocjonalnie, później wchodzą w trwałe związki i singlująca trzydziestoparolatka już nikogo nie gorszy, choć niewątpliwie jest postrzegana jako ktoś, komu chyba nie do końca się życie układa.

A co na to Biblia? Nauczanie Kościoła? Ono zawsze popierało singlowanie, przecież św. Paweł był właśnie singlem całkowicie poświęcającym się swojej pracy! ;) Tak serio, to singlowanie - tak, pod pewnymi warunkami: abstynencja seksualna, zdolność do budowania trwałych i dojrzałych relacji międzyludzkich, wreszcie nie jako dobro samo w sobie, ale jako sposób służenia Chrystusowi a w Nim innym ludziom. Lubię patrzeć na swój staropanieński sposób przeżywania życia jako na bycie Bożym Agentem do Spraw Specjalnych. Mam większą swobodę działania, nie mam zobowiązań wobec rodziny czy wspólnoty, mogę iść tam, gdzie akurat jestem potrzebna. Mam tyle czasu na modlitwę, ile potrzebuję, mogę jechać na rekolekcje, kiedy mi odpowiada, iść na mszę, którą lubię. To dużo, bardzo dużo. A że czasem smętnie jest przyjść do pustego mieszkania, sięgnąć do pustawej lodówki i podgrzać sobie mrożonkę, bo przecież na jedną osobę gotować się nie opłaca? Cóż, wszystko ma swoją cenę, bez względu na to, jak bardzo byśmy próbowali uciec od tej prawdy.

Odpowiedzi

Każdy stan ma swoje “zady i walety” (ulubione powiedzonko małża), tylko czasem się wydaje, że u sąsiada trawa jest bardziej zielona.

Hehe, jeśli się ten trawnik po nocach farbą maluje to i bardziej zielony ;)
Ale z zadami i waletami masz rację. Tudzież twój osobisty okaz małża :D

Zgadzam się w stu procentach. Sama musiałam się nauczyć cieszyć z bycia singielką, wbrew parciu społecznemu i mądrym radom całej rodziny. Poza tym słucham niektórych historii z otoczenia (uwaga dla cenzury: otoczenie to znajomi i znajomi znajomych) i włos się na głowie jeży, więc chyba lepiej nie trafić wcale niż trafić kiepsko.

U mnie też jest pustawa lodówka i jedzenie odgrzewane i z mrożonek, bo mi się nie chce gotować mimo posiadania męża :) A abstynencję seksualną ma zapewnioną wiele z moich znajomych par małżeńskich. Z czasem im się odechciało po prostu - to znaczy z reguły paniom, a panowie musieli się dostosować…

Dom: albo poszukali sobie chętniejszych poza domem. :D

PS Jeszcze dodam, że dzisiaj na obiad jest u nas piwo, popcorn, paluszki i wuzetki, a Boży Agent do Spraw Specjalnych Ela W. jest bardzo potrzebny i robi dobrą robotę

Bo to chyba dwie sprawy sa wazne z tymi singielkami:
- mozna byc singielkà z roznych powodow: moze to byc wybor w pelni swiadomy np. dziewictwo konsekrowane (jakos nie lubie tego okreslenia), mozna byc singielka wcale tego nie chcac i nie planujac ale akceptujac swoja samotnosc, a moze to byc samotnosc osamotniona i niezaakceptowana, na zasadzie: nikt mnie nie chcial. Mowi sie nawet o cechach staropanienskich
- czlowiek w gruncie rzeczy zostal stworzony do zycia we wspolnocie, ale samotnosc moze byc bardzo wartosciowa (o czym Elu napisalas), gdy ma sens spoleczny, gdy sluzy sie innym, gdy ta samotnosc jest plodna, jak samotnosc Jezusa.
***
A te lodowki Wam, mezatym i zonatym zapelnia sie rozsadnie, jak pojawia sie dzieci, zobaczycie…

Też nie przepadam za pojęciem “dziewictwo konsekrowane”, bo kojarzy mi się z konserwami, puszkowaniem czyli, jeśli dalej pociągnąć skojarzenia, metalowym pasem cnoty :D
Ale chociaż pojęcie kojarzy się nieciekawie, to znam osoby, które złożyły takie śluby i część z nich z kolei kojarzy mi się z pozytywnie. Ich samotność jest właśnie, jak to ujęłaś b-m, płodna :)

Bardzo podoba mi się określenie “Boży Agent do Spraw Specjalnych” :)) Sam znam sporo singielek i mam wśród nich kilka bardzo dobrych przyjaciółek. Do tego żadna z nich nigdy nie przejawiała ciągot do wyrywania jakiegokolwiek księdza z jego drogi (choć oczywiście takie przypadki też się zdarzają). Ja doświadczyłem i nadal doświadczam cudownego wsparcia ze strony tych dziewcząt, które zawsze gotowe są do pomocy, ofiary, wsparcia modlitewnego. Jestem Bogu za nie bezgranicznie wdzięczny. Wiem też, że ich życie bywa nieraz naznaczone nie lada krzyżem (samotność, niezrozumienie ludzi itp.) i tym bardziej je szanuję i cenię…

Natomiast temat panelu wydaje mi się cokolwiek błędnie sformułowany. Wyrażenie “Czy Bóg kocha singielki?” jest uszczegółowieniem pytania “Czy Bóg kocha?”, które z kolei może podważać podstawową prawdę o Bogu, który jest Miłością…

He, Boże Bondy :D Niezłe ;)
Bardzo jestem ciekawa, jak Wam wyjdzie ten panel: pogryziecie się czy raczej nie? ;) Liczę na szczegółową relację!
Pozdrawiam!
Agentka Mishka :D

Leave a response

Your response:

Kategorie