
Spowiedź – sequel
maj 9, 2008Znów inspiracja komentarzem, tym razem dru’.
Myślę, że wskazałeś na parę ważnych kwestii w tym, co napisałeś pod poprzednim wpisem. Po pierwsze na to, że spowiedź jest źle rozumiana, ponieważ osoby, które mają ją przyjmować, są błędnie formowane. Bardzo podobało mi się to, jak o przygotowaniu do pierwszej spowiedzi mówiła w “Między sklepami” jedna z założycieli portalu mateusz.pl - trzeba dziecku wskazać na to, że ten Bóg, którego tam spotka, jest Miłosierny a więc otrzymane przebaczenie jest całkowite i można ignorować późniejsze poczucie winy. Tutaj zresztą jest też problem w tym, że nikt nie uczy rozróżniania wyrzutów sumienia i poczucia winy. Pierwsze prowadzą do nawrócenia, motywują pozytywnie do zmian i, przede wszystkim, są skutkiem naszej wrażliwości na głos Boga w nas. Poczucie winy ma działanie destrukcyjne, pochodzi od Złego i polega zasadniczo na niebezpiecznym balansowaniu na pograniczu rozpaczy ze sztandarem “Jak wielkim jestem grzesznikiem, o!, jak wielkim!” W duchowości katolickiej ten nurt wciąż jest obecny - pokusa skupienia się na sobie pod pozorem żalu za grzechy.
I tu pojawia się druga kwestia, o które wspomniałeś: przyjęcia przebaczenia i spowiadania się bez końca z grzechu, który już raz się wyznało. Podobnie zachowują się też kobiety, które mają syndrom postaborcyjny: bez końca spowiadają się z tego, że usunęły. Myślę, że istotne tu sa dwie rzeczy: po pierwsze wydaje mi się, że to dobrze, że ludzie, którzy noszą w sobie taką ranę, mają do kogo przyjść i wyrzucić z siebie swoje cierpienie bez płacenia za wysłuchanie swoich zwierzeń (najlepiej zresztą gdyby mieli dobrego stałego spowiednika). Po drugie, tak właśnie wygląda Boże leczenie tych ran: na kolejnych powtórkach, na upewnianiu człowieka zranionego grzechem, że zostało mu przebaczone.
I tu jest ważna rola penitenta: zaufać Bogu, że obiektywnie to zostało odpuszczone, inaczej dana łaska nie ma możliwości działania. Subiektywne odczucia moga być różne, diabeł nie przestanie takiej osoby kusić do rozpaczy i o tych pokusach należy mówić spowiednikowi, żeby się od nich uwolnić, ale przebaczenie się dokonało. Ważne jest, żeby nie mylić tych dwóch płaszczyzn: mojego samopoczucia i tego, co faktycznie się dokonuje. Tylko, że trzeba zaufać, że to się dokonuje. Trudne, ale wykonalne
Pisząc o zaczynaniu od nowa nie miałam na myśli tego, że skreślam przeszłość. Nie – oddaję ją Bogu i przyjmuję na nowo. Łatwiej to zrozumieć patrząc z perspektywy Eucharystii: tam wyraźniej widać tę wymianę. Bóg daje nam ziarno i winogrona, my robimy z nich chleb i wino i przynosimy to Bogu, Bóg zamienia je w swoje Ciało i Krew i daje nam. Na spowiedzi ja daję Bogu moje życie (dlatego ile razy się spowiadam, mówię też na początku o tym, co mi się udało i dziękuję za to Bogu) i On je przemienia, jak chleb i wino na ołtarzu. Od nowa w tym wypadku oznacza: z nową siłą. Bóg w spowiedzi uzdrawia, raz mi się zdarzyło, że uzdrowił mnie nawet fizycznie, ale bardzo dużo tu zależy od naszego zaufania w to, że On ma moc to uczynić.
No i dużo zależy od spowiednika, ale to już temat na inny, baaaaardzo długi wpis:)

Brzmi interesująco, ale chyba twoja wypowiedź nie należy do głównego nurtu (katecheza i kazania) nauczania katolickiego.
Ale w sumie to nie chcę narzekać. Niech spowiedź pomaga być lepszym jak największej ilości ludzi.
Nalezy, tylko jest to nurt, hm, podziemny
Albo raczej głębinowy
To może się wydawać dość luźnym skojarzeniem, ale wbrew pozorem jest bardzo a propos, a do Kościoła pasuje wyjątkowo. Stawia mnie to na nogi, kiedy już tracę nadzieję, że coś się zmieni i warto nadal próbować:
Źródło
Płynie rzeka wąwozem jak dnem koleiny,
która sama siebie żłobiła,
Rosną ściany wąwozu, z obu stron coraz wyżej,
tam na górze są ponoć równiny;
I im więcej tej wody, tym się głębiej potoczy
Sama biorąc na siebie cień zboczy…
Piach spod nurtu ucieka, nurt po piachu się wije,
własna w czeluść ciągnie go siła.
Ale jest ciągle rzeka na dnie tej rozpadliny,
jest i będzie, będzie jak była,
Bo źródło
Bo źródło
Wciąż bije.
A na ścianach wysokich pasy barw i wyżłobień,
tej rzeki historia, tych brzegów —
Cienie drzew powalonych, ślady głazów rozmytych,
muł zgarnięty pod siebie — wbrew sobie.
A hen, w dole blask nikły ciągle ziemię rozcina,
Ziemia nad nim się zrastać zaczyna…
Z obu stron żwir i glina, by zatrzymać go w biegu,
woda syczy i wchłania, lecz żyje
I zakręca, omija, wsiąka, wspina się, pieni,
ale płynie, wciąż płynie wbrew brzegom —
Bo źródło
Bo źródło
Wciąż bije.
I są miejsca gdzie w szlamie woda niemal zastygła
pod kożuchem brudnej zieleni;
Tam ślad, prędzej niż ten kto zostawił go, znika —
niewidoczne bagienne są sidła.
Ale źródło wciąż bije, tłoczy puls między stoki,
Więc jest nurt, choć ukryty dla oka!
Nieba prawie nie widać, czeluść chłodna i ciemna,
Niech się sypią lawiny kamieni!
I niech łączą się zbocza bezlitosnych wąwozów,
Bo cóż drąży kształt przyszłych przestrzeni
Jak nie rzeka podziemna?
Groty w skałach wypłucze,
Żyły złote odkryje —
Bo źródło
Bo źródło
Wciąż bije.
Jacek Kaczmarski, 1978