Przeczytałam orędzie Benedykta XVI na kolejny Światowy Dzień Modlitw o Świętość Kapłanów (jest nim każdorazowo Święto Najświętszego Serca Jezusowego, czyli piątek po oktawie Bożego Ciała) i znów odczuwam dogłębny brak w języku polskim czasu perfectum.
Jestem pod wrażeniem łagodności z jaką mówi i pisze papież. Jego komentatorzy używają czasowników: wezwał, potępił, oskarżył, nakazał, ale w samych tekstach BXVI tego nie ma. Czytam je i mam wrażenie, że słucham dziadka, który wiele przeżył i wiele widział a jeszcze więcej przemyślał i teraz tłumaczy mi świat. W jego słowie jest moc, ale to nie jest siła Piotra odcinającego w Gethsemani ucho Malchosowi. Bliżej jej do głosu Jana przynoszonego pod koniec życia na eucharystie w Efezie i powtarzającego: “Bracia, miłujcie się wzajemnie!”
I tym razem jest podobnie. Nie chcę tu streszczać tego dokumentu, napiszę tylko o kilku fragmentach, które mnie dotknęły. Przede wszystkim przewodnia myśl - kapłaństwo: jego rozumienie i istnienie oparte jest na osobistej relacji z Jezusem, który wybierając sobie konkretnego mężczyznę do stanu kapłańskiego wyświadczył mu miłosierdzie. Innego kapłaństwa nie ma, tylko w tej perspektywie ono jest zrozumiałe.
Ta relacja wyraża się przede wszystkim przez wierność osobistej modlitwie i codziennemu sprawowaniu eucharystii. To jest zapewne uwaga skierowana szczególnie do kapłanów w krajach zachodnich, gdzie wielu z nich odeszło od praktyki codziennej eucharystii. Papież nie rzuca w nich kanonami, które nakazują odprawianie codziennie mszy, pisze za to: “Bądźmy wierni praktyce codziennego sprawowania mszy (…) ponieważ jest to nasza osobista, najgłębsza potrzeba, jako oddechu, światła na naszej drodze, jako jedynego całkowicie wystarczającego uzasadnienia naszej kapłańskiej egzystencji.” Oddech, światło, treść.
Jest też wzmianka o celibacie. BXVI pisze o nim w kontekście radykalizmu na obranej drodze. Jest to droga pełnego utożsamienia się z Chrystusem, którego przecież pożerała żarliwość o dom Jego Ojca i który także żył w celibacie, dzięki czemu był wobec Ojca całkowicie dyspozycyjny. Tu pojawia się bardzo ważne według mnie zdanie: “Każde inne podejście do rzeczywistości relacji z Nim niesie ryzyko ideologizacji”. Każde inne to znaczy nie będące radykalnym dążeniem do utożsamienia się z Panem, Jedynym Kapłanem Nowego Przymierza. Myślę, że także w kwestii dojrzałych czyli otwartych i pełnych szacunku relacji z kobietami.
I ostatnia myśl, która mnie poruszyła. Kapłaństwo oznacza złożenie siebie w ofierze w sposób całkowity, nawet jeśli to, co jest dawane, jest małe i niepozorne, jak pięć chlebów i dwie ryby, które rozmnożył Jezus. Jest to mało a jednocześnie jest to wszystko, co jest posiadane. Trzeba prosić, żeby Bóg przez to działał, całkowicie to wykorzystał. “Starsi i chorzy księża sprawujący codziennie Bożą posługę, łącząc się z Pasją Chrystusa i oddając swoje kapłańskie życie dla prawdziwego dobra Kościoła i zbawienia dusz, w sposób szczególny uszstniczą w tym <<całkowitym poświęceniu>>” Nic, nawet najmniejszy okruch się nie marnuje. Jak dobrze, że papież o tym przypomniał.
Nic, trzeba się modlić, żebyśmy wszyscy święci byli
A 30 czerwca szczególnie o to, żeby świętymi byli nasi księża.
Napisane w Zapiski z redakcji | Tagi: BXVI, telogia
