Dziś do smaku Ciała i Krwi Pańskiej na dziękczynnieniu dołączył jeszcze intensywny smak adrenaliny a przyczynił się do tego kantor, który wybierał pieśni. “Karmi nas Ciało i Krew, bo dwojaka jest nasz natura” Tak… Nie da się ukryć, że dwojaka: duchowo-cielesna. Tylko, że Ciało i Krew spożywają na mszy tylko wybrani albo (tak, jak ja) bezczelni. Wiem, wiem, Kościół naucza, że jest to Ciało Zmartwychwstałego, więc jest w nim także Krew. Dlaczego więc ksiądz spożywa także Krew? Przecież samo Ciało wystarczy? Przecież ile można byłoby zaoszczędzić konsekrując tylko chleb! Proszę? Nie można, bo Jezus na Ostatniej Wieczerzy posłużył się chlebem i winem? Hm, czemu słuchamy Go, gdy mówi: “Oto Ciało Moje… Oto Krew…” a nie słuchamy, kiedy mówi: “Bierzcie i jedzicie… Bierzcie i PIJCIE” ? A właściwie słuchamy połowicznie? Zwłaszcza, że w innych krajach w tym samym rzymsko-katolickim Kościele można przyjmować komunię pod dwiema postaciami?
To nie jest tak, że zrównanie w sposobie przyjmowania Eucharystii z księżmi rozmyje ich znaczenie lub tożsamość. Tożsamość kapłana wypływa ze święceń a więc mocy sprawowania sakramentów. Jeśli w danym Kościele silny jest kult Eucharystii, kapłaństwo zawsze będzie otoczone szacunkiem. Tam, gdzie od tego kultu się odchodzi (jak chociażby stało się w USA po Soborze), spada liczba powołań. I to naturalne: jeśli to, co czynię jest bez znaczenia, to czemu mam to czynić? Tymczasem wprowadzenie komunii sub utraque specie przeciż może być wspaniałą okazją do odnowienia rozumienia i nabożeństwa do sakramentu ołtarza. Kto wie, może nawet dzięki temu stanie się źródłem głębokich i szczerych powołań kapłańskich? To jest źródło i szczyt. Czy to nie jest pociągająca perspektywa: być tym, który stoi na straży źródła i jest przewodnikiem na szczyt? Rycerz i mędrzec. Dwa archetypy wpisane w każdego mężczyznę.
Na razie jedyne, co mi zostaje, to nadzieja, że moje pragnienie przyjmowania Pana w taki sposób, jaki został przez Niego pierwotnie przekazany Kościołowi, stanie sie tak silne jak pragnienie Scholastyki. Odwiedziła ona któregoś dnia swojego brata, Benedykta, w jego opactwie. Wyszedł do niej, bo jako kobiecie (mimo, że mniszce) nie wolno było wchodzić do klasztoru. Cały dzień rozmawiali w domu gościnnym a kiedy nadeszła pora wieczornych modlitw Benedykt wstał i chciał odejść, pomimo usilnych próśb siostry, która nie chciała kończyć ich dzielenia wiarą. Bezsilna wobec uporu brata, opuściła twarz na złożone ręce i modląc się zaczęła płakać. I kiedy podniosła głowę, za oknami rozpętała się burza - Benedykt musiał z nią pozostać. W konfrontacji stanęło prawo i modlitwa kochającego serca. Zwyciężyło serce: “Nic dziwnego, że długo tęskniąc do brata była ona owej godziny silniejsza od niego, bo według słów Jana “Bóg jest miłością”. I jest w tym głęboka sprawiedliwość, że więcej osiągnęła ta, która więcej kochała” (Dialogi 33,5)
Napisane w Zapiski z redakcji | Tagi: Boże Ciało, liturgia, teologia
