h1

Ojcowo

kwiecień 22, 2008

Czytałam w ostatnim numerze “Miłujcie się!” świadectwo małżeństwa. Dość niespodziewanie dowiedzieli się, że są w ciąży. W szóstym miesiącu ciąży położna a potem lekarz w wyniku badania USG orzekli, że dziecko ma rozległe wodogłowie, niedrożne jelita, uszkodzone serce i nerki, oraz zdeformowane dłonie. Ponieważ cała historia rozgrywała się na Wyspach, konsilium lekarskie namawiało rodziców na aborcję, czyli sprowokowanie porodu i pozostawienie chłopca, aby sie udusił (dziecko do 9 miesiąca ciąży nie ma rozwiniętych prawidłowo płuc). Rodzice na podjęcie decyzji mieli dwa tygodnie. To był czas ciężkiej walki z myślami, lęku, pytań, czy mają prawo narażać dziecko na to, że po porodzie będzie przechodziło operację po operacji. A co, jeśli zabraknie im pieniędzy na leczenie? Dużo się modlili, oddawali siebie i małego Bożemu Miłosierdziu. W przeddzień planowanego zabiegu podjęli decyzję, że przyjmują to dziecko takie, jakie jest.

Chłopiec urodził się przez cesarskie cięcie i w 10 stopniowej skali Agpar uzyskał 9 punktów. Okazało się, że wodogłowie ma nieznaczne (nie musi nawet byc operowany), serce, nerki i jelita są zdrowe. Trudno jednoznacznie teraz powiedzieć, czy był to cud, czy błąd w odczycie badań.

Czemu o tym piszę? Bo to dziecko ocalało nie tylko dzięki modlitwie, ale także dzięki postawie konkretnych osób. Kiedy okazało się, że jest ciąża, matka dziecka przestraszyła się: “Co teraz będzie?” Jej mąż odpowiedział po prostu: “Nic. Będziemy mieli dziecko”. Potem, kiedy w ostatnim trymestrze ciąży rodziło się w niej pytanie: “Dlaczego ja? Dlaczego nasze dziecko? W czym jesteśmy gorsi?” jej mąż odpowiedział:”Czy my jesteśmy jacyś wyjątkowi, żeby akurat nam to się nie przytrafiło? Takie dzieci się rodzą, tylko z tą różnicą, że jedne mają więcej szczęścia, trafiając na rodziców, którzy je kochają, a inni z nich rezygnują”. Kiedy szarpiąc się z decyzją dzwonili do swoich rodziców słyszeli: “To Bóg dał wam to dziecko, tylko Bóg może je zabrać.”

Łzawe? Śmiem oponować. Po pierwsze widać bardzo wyraźnie na tym przykładzie, jak ważne jest w sytuacjach kryzysowych oparcie w rodzinie i jak duży wpływ na decyzje ma postawa bliskich, także rodziców. Po drugie, zakochałam się platonicznie w tym facecie a właściwie w jego postawie. Siła i stabilność a przede wszystkim wzięcie na siebie wyzwania najpierw nieoczekiwanej ciąży żony, potem jej obaw a na koniec decyzja o przyjęciu dziecka, które miało być głęboko upośledzone.

To kobieta decyduje o usunięciu, ale na tym przykładzie wyraźnie widać, że jeśli ma ona oparcie, czuje się przyjęta ze swoją słabością, wybierze raczej życie. I bardzo ważną rolę odgrywa tutaj postawa ojca dziecka, powiedziałabym, że kluczową. Jak to dobrze, że po świecie chodzą jeszcze mężczyźni, którzy mają odwagę dorastać do ojcostwa.

2 komentarzy

  1. Przyznam szczerze, ze łzy mi poleciały…
    I przypomniala mi sie moja rozmowa z lekarzem – ginekologiem przy mojej (naszej?) czwartej ciazy. Mialam juz sporawo lat i lekarz pokazal mi wykres mowiacy o tym ile to procent dzieci rodzi sie np. z Downem i ze “ma pani juz troje dzieci, chopca i dziewczynki” i ze “mozemy zrobic jeszcze takie badania, ktore wykaza na ile to dziecko jest w porzadku, a jest jeszcze czas, by zdecydowac, czy chce pani utrudnic zycie rodzinie i juz zyjacym dzieciom, itp. Dzialo sie to poza Polska a ja po francusku mowilam zle. I, o dziwo, zaczelam mu plynna francuzczyzna mowic, ze badan nie chce i ze nie on razem ze mna bedzie decydowal kto ma chodzic po tej pieknej ziemi.
    A dziecko bedzie takie jakie bedzie. A on na to, ze w Szwajcarii jest obowiazek takich badan wszystkich pan w ciazy po 38 roku zycia. Odpowiedzialam, ze nie jestem Szwajcarka i mnie to nie obowiazuje. Dal mi swiety spokoj i ocenil to wszystko chyba pozytywnie.
    ***
    Dzis to pacholę ma 21 lat i aktualnie studiuje.


  2. Dzielna jesteś :)



Skomentuj