h1

Bóg jest kochany

kwiecień 16, 2008

Bo stworzył kawę, bruk połyskujący na krzywiznach deszczową wilgocią, chmurzyste niebo oraz człowieka, który może to wszysko widzieć i się zachwycać. Sennie dziś jest, więc o poranku zahaczyłam o Trambar i wyszłam z kubkiem zdrowo posłodzonego kwaśno-gorzkiego naparu z mleczną pianką. Mmmmm… Powietrze pachniało wiosennym ożywieniem pomimo kapuśniaczku wpadającego do mojego kubka z kawą i przesnuwając się przez Rynek po raz kolejny dziękowałam Bogu, że pozwala mi dostrzegać bogactwo świata.

Lubię takie szare poranki w Krakowie, kiedy uliczki Starego Miasta wypełniają samochody dostawcze a pomiędzy nimi przemykają mieszkańcy i ludzie idący do pracy. Przypomina mi to bycie za kulisami tuż przed rozpoczęciem spektaklu. Bo Kraków to aktorka, ma co roku kilka ciekawych ról, jest narcystyczna, dystyngowana i trzyma na dystans tych, którzy za szybko chcieliby się z nią fraternizować. I dlatego właśnie lubię ją widzieć bez makijażu, w lekkim szlafroczku w wiosenne kwiaty i z lekko nieobecnym wyrazem zaspanej twarzy. Bo powiem wam po cichu, że ta diwa to w gruncie rzeczy ciepła i sympatyczna osoba, wyrozumiała i niecierpiąca pośpiechu. Tyle, że nieufna.

Ech, pięknie jest.

12 komentarzy

  1. Hmm – i teraz już mi te porównania teatralne zostaną na zawsze. A , umiłowany(a?) skądinąd Kraków, w którym bywam codziennie via webcam, kojarzyć się będzie dodatkowo z Elżbietą Wiater, którą pozdrawiam. Tego rodzaju impresje cieszą szczególnie tym, że są – jak muzyka – poświadczeniem wrażliwości, duszy nieomal, czego poświadczyć inaczej chyba się nie da. Człowiek słucha i czyta, dziwiąc się, że zupełnie kto inny może czuć bardzo podobnie, jakkolwiek chodzi o bardzo delikatne sprawy, które okazują się tym samym jednak “dość obiektywne”.


  2. Ależ pięknie czyta się Twoją dzisiejszą notkę :) ) Zachwyt nad drobiazgami codzienności, które odsyłają nas do Stwórcy…
    Bardzo podobne wrażenia mieliśmy wczoraj, gdy po cudownym koncercie jazzowym wracaliśmy z przyjaciółmi nocnymi uliczkami Rzymu… Mamy za co dziękować Najwyższemu :) )


  3. Cieszę się, że podobają się wam moje impresje :) Z miast, które mi się tak ciepło kojarzą (chociaż Kraków zawsze pozostanie bezkonkurencyjny) mogę wymienić jeszcze Gdańsk, Oliwę (zwłaszcza Park Oliwski), Rzym i Wenecję. W Gdańsku zachwyciły mnie staromiejskie kamienice z przedprożami i wciąż mam w nosie zapach gofrów unoszący sie przy Ratuszu :) Do Rzymu tęsknię, chciałabym jeszcze kiedyś pojechać tam na kilka miesięcy do biblioteki a z Wenecji pamiętam targ rybny i gorączkowe poszukiwanie drogi wyjścia z labiryntu uliczek, bo oczywiście zabłądziliśmy :) Masz rację, Szymon, jest za co dziękować ;) A muzykę z twojego ostaniego wpisu odsłucham sobie w domu, bo w pracy nie mam dźwięku w kompie. Pewnie będzie kolejne muzyczne odkrycie :D


  4. Oj tak, Oliwa is the best. Studiowałam na UG i mieszkałam w akademikach na Polankach, niedaleko starej willowej części tej dzielnicy. Często chodziłam tam na spacery i marzyłam, żeby mieszkać w jednej z tych starych, klimatycznych willi. Park też był stałym miejscem spacerów. Łaziło się też po zalesionych górkach Trójmiejskiego Parku Krajobrazowego. Było takie fajne miejsce, skąd było widać tartak w dole. Odważniejsi włazili też na metalową konstrukcję na punkcie widokowym, a niektórzy nawet pili na jej szczycie ;-) Ja się bałam włazić, a tym bardziej pić, wystarczyło posłuchać, jak to żelastwo na wietrze klekocze. Poza tym ulica Długa, zwłaszcza w kwietniowe przedpołudnia, gdy słoneczne światło nie dotyka jeszcze ulicy, a ledwo muska szczyty kamienic. I dzwony. Równo o dwunastej w południe całe stare miasto zaczyna dzwonić. Na socjologii zamykano wtedy wszystkie okna, bo wykładowca nie mógł prowadzić wykładu. Zaczytywałam się też Stefanem Chwinem i Pawłem Huelle, bo oni chyba najlepiej w swojej prozie uchwycili klimat tego miasta. Ech, wspomnienia… Dobra, miałam robić prezentację, a znowu łażę po blogach ;->


  5. To osobliwe, mieszkacie daleko, a mi jest do Was coraz bliżej :) Park Oliwski, od którego mieszkam jakieś dwadzieścia pięć minut pięknego spaceru, to miejsce terapeutyczne, w którym nigdy jeszcze nie czułem się źle. Teraz czekam, aż zakwitnie japońska wiśnia przed Pałacem Opatów, by sobie pod nią posiedzieć i powdychać :) (Tyle, że niebawem ma się obok wprowadzić jakiś generał…) Zachęcam wszak do poznawania Trójmiasta i regionu w całej rozmaitości natury i kultury – nie dość jeszcze odkryty Duch tych miejsc, nie dość gotowy język, by wyrazić wyczuwalny tu Sens. Ciekawe też to, jak miejsca tak różne i odległe do siebie odsyłają, jak znaczą – nawet, jeśli się w nich nie było, albo nie mieszka; osobiście przestaję być pewny, skąd jestem – z Sopotu, gdzie siedzę, z Zakopanego, gdzie codziennie wyglądam przez monitor, z Krakowa?
    Pozdrawiam w niewysłowieniu


  6. Dopóki generał nie będzie szczuł psami, to można ignorować jego bytność :) A Pałac Opatów robi olbrzymie wrażenie. Kilka lat temu miałam szczęście mieszkać kilka dni w seminarium duchownym, kiedy byliśmy tam na sympozjum biblijnym. Śmiałyśmy się ze współlokatorką, że dla samego widoku z obrośniętego dzikim winem okna można mieć gwałtowne powołanie do kapłaństwa (widok rzecz jasna był na Park Oliwski).


  7. Ech, poranek krakowski wewnątrz Plant… Piękna impresja :) Aż żałuję teraz, że mój autobus utknął w korkach i w efekcie musiałam gnać przez kałuże, omijając bezczelnych kierowców wozów dostawczych… Jakoś mi to piękno dziś umknęło, więc dzięki za przypomnienie :D


  8. U nas na prowincji też Pięknie, Spokojnie, Deszczowo.
    “Mgła przychodzi na małych kocich łapkach”.
    I wcale nigdzie nie jest za daleko…

    A wiecie, że Ulka w piątek zaczyna rowerowe pielgrzymowanie po NASZEJ DRODZE?


  9. Trzymam za nią kciuki!!!
    A cytat prześliczny :)


  10. Ulka jest jeszcze lepsza, bo pociągnęła Drogę aż do Sanki!!! Może jednak uda się nam lipcowa inauguracja? :D
    Ale wracając do tematu, to wśród moich ulubionych miejsc poranny (no dobrze, może taki trochę późny poranek) Sandomierz to niezapomniane miejsce :D A zatem pozdrawiam prowincję! :D


  11. Sandomierz czeka. :)
    Wlasciwie to juz nawet mozna do nas PRZYJSC! Albo przyjechac i wrocic do Krakowa “Szlakiem Muszli”.

    A Sandomierz ma w sobie cos z tych starych hiszpanskich miasteczek. Taki sredniowieczny “klimat”, stare budynki, kosciolki, bruk. Pieszczotliwie mowimy o nim “Sandomingo”, wiec nawet ksywke ma hiszpanska.
    Mialam zaszczyt urodzic sie tam… Zapraszam.

    Mysle, ze spokojnie zdazymy do 25 lipca. Ula to juz czwarty pielgrzym na tej Drodze – od zeszlorocznego lipca. To chyba niezle, jak na Nie-Otwarta-Droge?


  12. A którędy ona przebiega? Do S. docieram różnymi drogami, ale zawsze pojazdem spalinowym ;)



Dodaj komentarz