Archiwum dla kwiecień 13th, 2008

h1

Niedzielnie

kwiecień 13, 2008

Wczoraj miałam rzadką okazję posłuchać wykładu o. Michała Palucha OP. Jest to tomista, dogmatyk, człowiek obdarzony wspaniałą umiejętnością mówienia prosto o rzeczach skomplikowanych. Jego skrypt o traktacie “De Trinitate” św. Tomasza z Akwinu otworzył mi oczy na bogactwo doktryny o Trójcy i uratował mnie jako teologa (tak, mam za sobą taki dramatyczny moment, kiedy po lekturze pewnego podręcznika do dogmatyki widziałam przed sobą tylko dwie drogi: fideizm albo ateizm, bo wszystkie przedstawione w nim poglądy mogłam rozumowo obalić ponieważ nie tworzyły spójnego systemu). Wczoraj jednak mówił o czymś innym – o roli zmartwychwstania w naszej teologii. Oczywiście było to nawiązanie do poglądów Tomasza Węcławskiego (chociaż to nazwisko nie pojawiło się w trakcie wykładu) i tych, z których poglądów pan Węcławski czerpał. Było więc o historycznych przesłankach, prawdopodobieństwie zafałszowań ze strony wspólnoty, przyczynie zróżnicowania opisów zmartwychwstania. A na koniec wykładowca zaprosił nas do małego intelektualnego eksprymentu: mieliśmy sobie wyobrazić co utracimy z naszej wiary wyrzekając się zmartwychwstania?

Nie podpowiem, jakie ojciec podał rozwiązania (podał tylko trzy, możliwych jest więcej). Warto zagrać w tę grę. Zaręczam, że wnioski są bardzo ciekawe… :)

I jeszcze tak na marginesie: na koniec z sali padło pytanie o to, jak dyskutiwac z argumentami podobnymi do tych zawartych w książce Dawkinsa. Sama nie czytałam, bo nie mam ani czasu, ani zdrowia, ale ojciec powiedział, że poziom zastosowanych w podobnych publikacjach argumentów jest prymitywny. Już słyszę tych wszystkich zgorszonych polityczną niepoprawnością tego stwierdzenia. Trudno. To nie jest z mojej strony pogarda, zapewniam, ale zgadzam się z ojcem: jest pewien poziom argumentów, z którym już się nie dyskutuje, zwłaszcza jeśli są wysunięte nie w celu dyskusji, ale oplucia. Zwróćcie uwagę, że podczas swojego procesu Jezus milczy przez większą część czasu. Myślę, że wynika to z faktu, że wie, że już został skazany i mówienie byłoby rzucaniem słów na wiatr. Jak to ujął mędrzec Kohelet: “Jest czas milczenia i czas mówienia”. Taką książką można się czasem zainspirować do poszukiwań, ale dyskusje ze stwierdzeniami w rodzaju tego, że Jezus nie zmartwychwstał, tylko obudził się po trzech dniach śpiączki (hm, ciekawe od kiedy po przebiciu serca zapada się w śpiączkę a po obudzeniu z niej z dziurą w sercu mężnie odwala się zaklinowany na zewnątrz kilkusetkilogramowy kamień zawalający wejście?) naprawdę są bez sensu.