Posted by: ewiater | kwiecień 4, 2008

Kanibale i krwiopijce

Tak można mniej więcej streścić stosunek krytyków chrześcijaństwa w pierwszych wiekach do praktyki spożywania Ciała i Krwi Pańskiej przez chrześcijan. Obecnie katolików krytykowanoby jedynie za kanibalizm. Ciekawa jestem z czego wynika wyraźna niechęć biskupów w Polsce do upowszechnienia komunii pod dwiema postaciami, bo nie sądzę, że z obawy przed krytykami Kościoła. Dla tych obecnie smakowitsze kąski stanowią skandale obyczajowe, kto by tam się babrał teologią czy liturgią.

A mi brak możliwości przyjmowania Krwi Pańskiej i z tego, co słyszę i widzę, nie jestem odosobniona. W zeszłotygodniowym Gościu Niedzielnym opublikowano list czytelnika opisująceego swoją tęsknote za takim przyjmowaniem komunii: pod dwiema postaciami. Sama na bezczelnego tak komunikuję u dominikanów, wiem, że tak udzielają komunii kapucyni na mszach konwenckich. A tymczasem nie ma ŻADNEGO teologicznego uzasadnienia praktyki komunii pod jedną postacią, są jedynie względy praktyczne (w tłoku łatwo rozlać Krew Pańską), które obecnie, po wprowadzeniu nadzwyczajnych szafarzy eucharystii (osób świeckich, które na stałe lub czasowo otrzymują taką posługę) można spokojnie ominąć.

Widzę dwa główne powody, żeby wrócić do tej formy eucharystii:

1. Jezus ustanowił komunie pod dwiema postaciami. DWIEMA. Praktyka Kościoła niszczy ustanowiony znak liturgiczny. Komunia pod postacią Chleba jest pełna, bo to Ciało Zmartwychwstałego, ale znak liturgiczny jest naruszony.

2. Ta praktyka zaostrza klerykalny obraz Kościoła: są ci lepsi, prawdziwsi chrześcijanie przy ołtarzu, co komunię przyjmują pod dwiema postaciami i plebs, który dostaje “tylko” Ciało. Na ten fakt zwróciła mi uwagę znajoma, która nawróciła się kilka lat temu i reaguje bardzo emocjonalnie na wszelkie przejawy wskazywania na wyższy status kleru (była bardzo antyklerykalna przed nawróceniem, teraz jej to wraca :) ). O ile biore poprawkę na jej drażliwość na tym punkcie, to nie mogę, niestety, odmówić jej słuszności.

Jakkolwiek wieloznacznie to zabrzmi - łaknę Krwi Pańskiej. Łaknę jej tak bardzo, że będąc świadoma, że moje przystępowanie do komunii z braćmi studentami może rodzić plotki, że do prezbiterium chodze na podryw,  robiłam to i będę robić nadal. Nie potrafię dobrze i jasno uzasadnić dlaczego potrzebuję zachowania tego znaku. Może kiedyś to w pełni zrozumiem, nie wiem - wiem, że łaknę. Tak jak autor listu do Goscia Niedzielnego. Dlaczego ci, którzy mają mnie prowadzić w wierze, odmawiają mi tego, co tę wiare buduje?

Odpowiedzi

Bardzo Ci dziękuję, Elu, za zamieszczenie tego tekstu (a mojej mamie za przeczytanie mi wczoraj tego listu przez skype’a ;) ). Sprawa Komunii pod dwiema Postaciami od paru lat, czyli od czasu kiedy zaczęłam swoją wiarę traktować w miarę świadomie i poważnie, nie daje mi spokoju. Moim małym rozumkiem nie potrafię przeniknąć zasady, że 1=2… I dlaczego znak, który nawet z nazwy ma jednoczyć wszystkich, w praktyce dzieli wspólnotę na uprzywilejowanych, bezczelnych i niegodnych? Nie rozumiem też, dlaczego do dziś teolodzy rzymsko-katoliccy tak rzadko zajmują się tą sprawą, która przecież jest bardzo istotna dla naszego zbawienia. W końcu chodzi o nasze zbawienie! I czy to nie jest zadziwiające, że jedynym Kościołem chrześcijańskim, który porzucił ten znak liturgiczny, jest Kościół rzymski?
Cieszę się zatem, że ten pan list napisał. Zamierzam sama napisać do Gościa Niedzielnego z prośbą o poruszenie tej sprawy. A Was wszystkich, zaglądających tutaj, proszę o wsparcie. Jeżeli oczywiście też czujecie tęsknotę za “powrotem do pierwotnej miłości”.

Elu, dziękuję gorąco za poruszenie tego tematu. Moje uwagi: w miejscu, o którym mówisz, kleryk otrzymuje komunię pod 2 postaciami i z aktualnej Ofiary eucharystycznej, a często jeszcze jako pierwszy i na podwyższeniu ołtarza, ja jako świecka nie mam do tego prawa (owszem, zwyczajowo pozwalają na podejście do komunii pod 2 postaciami na mszy konwentualnej, ale tylko podczas roku akademickiego). Jeśli podejdę, celebrans po prostu odwróci się plecami, odmawiając mi komunii na oczach kilkuset ludzi. Robią to ostentacyjnie, nawet w przypadku takich osób, jak powszechnie znany w mieście redaktor katolicki, autor książek o papieżu… Kiedy napisałam list w tej sprawie, bo czuję się takim traktowaniem świeckich po prostu poniżona, to dostałam od liturgisty klasztoru odpowiedź, że jak mi się nie podoba, to mogę sobie chodzić do kapucynów, nikt mnie tu pod pistoletem nie trzyma… (sic, cytuję tak wiernie, jak pamiętam). Ja też jestem członkiem zakonu, związanym konkretnie z tym właśnie klasztorem przez miejscową fraternię. Ale nie jestem klerem, więc nie dostaję Krwi Pańskiej i najczęściej nie mam udziału w aktualnej Uczcie, ponieważ dostaję, jak mówi Tomasz Kwiecień, Pana Jezusa z lodówki (czyli z tabernakulum, z konsekracji w ciagu ostatniego tygodnia). Ale cieszę się, że jestem “gorsza” - gdybym korzystała z przywilejów na oczach 1500 ludzi, utrzymując jednocześnie, że jestem tu po to, żeby im służyć, to spaliłabym się chyba ze wstydu.
Nawiasem mówiąc, mszał jest pełen tekstów o przyjmujących Ciało i Krew Chrystusa, do nich kieruje różne modlitwy, ich obdarza darem jedności, Ducha Świętego itd. Mszał Pawła VI jest tak naprawdę cały napisany “pod kler”, czego nie ma na przykład zupełnie w kanonie rzymskim (którego zresztą księża, nie licząc Tomasza Kwietnia, unikają jak diabeł święconej wody). Myślę, że jest to jeden z powodów, dla których tzw. zwykli ludzie często czują się bardziej widzami mszy, jak w teatrze, niż uczestnikami; ja słyszałam na studiach o konkomitancji, oni nie.
Jeszcze jedna obserwacja, odpowiedź na pytanie z początku tekstu, dlaczego biskupi i inni księża tak się bronią przed upowszechnianiem komunii pod 2 postaciami. Z nerwowości i po prostu natychmiastowej agresji, którą ten temat wywołuje u niemal wszystkich księży, z którymi na ten temat rozmawiam, wnioskuję, że tak naprawdę nie chodzi tu u sprawy porządkowe, które można przecież załatwić, większy ambaras itd., itp. Oni to traktują po prostu jako zamach na tożsamość kapłańską, to jest ich przywilej, który ich wyróżnia spośród świeckiej hołoty. Widzę to wyraźnie, kiedy obserwuję sposób odnoszenia się do świeckich przez kleryków na Służewie. Jak oni się puszą (w odróżnieniu od kleryków krakowskich, którzy muszą znosić, że świecka hołota siedzi z nimi w stallach na jednym poziomie i wraz z nimi uczestniczy w komunii)… Msza konwentualna na Służewie jest według mnie kapitalną metaforą Kościoła katolickiego w Polsce. Electi, na metrowym podwyższeniu, siedzą wokół ołtarza, otaczając go z trzech stron, sprawują Ofiarę i spożywają Ucztę: pierwsi, przy ołtarzu, pod 2 postaciami i z aktualnej ofiary eucharystycznej. Massa damnata odpowiednio niżej, oddzielona dziesięciometrową zoną bezpieczeństwa, może pooglądać z widowni aktorów i akcję sztuki, jeśli się zaopatrzy w lornetkę. Kilku aktorów zbliża się nawet na chwilę do widzów, żeby rozdzielić im Pana Jezusa z lodówki, ale zawsze stoi przynajmniej na jednym stopniu, żeby broń Boże nie stanąć na poziomie świeckiej hołoty.
Bardzo źle się czuję, kiedy sprawowanie Eucharystii służy do dzielenia chrześcijan lepszych, uprzywilejowanych, i gorszych, a kapłaństwo - do nadawania sobie przywilejów (to nie świeccy przecież opracowują KPK i przepisy liturgiczne…). Według Pana Jezusa, św. Pawła czy św. Jakuba Eucharystia miała wszystkich jednoczyć i wszyscy chrześcijanie mieli być podczas niej równi, czy wielki pan, czy niewolnik… To tyle tych gorzkich refleksji.

Wszystkim uczestnikom tej dyskusji, również z łam “Gościa Niedzielnego”, dziękuję i się przyłączam, choć moja krytyka tego stanu rzeczy idzie tak daleko, że więcej już teraz nie napiszę.

Do bohjan: proszę jednak spróbować i nas wesprzeć swoimi opiniami, Ela w razie czego ocenzuruje.

Tu ja, Wielka Cenzorka :) Mishka dzielnie pracuje nad tym, żeby ruszyła tę sprawe od strony teologicznej i tworzenia lobby wśród wiernych. Tylko co na to wszystko kler? Szymon!!!! Wpisz się!!! Pliz!!!

Zapisuje sie do grupy lobbystycznej, ale jeszcze zastanawiam sie jak by serwowanie takiej Komunii pod dwiema postaciami wygladalo w praktyce. Pewnie ksiadz lub swiecki rozdawaliby wiernym komunikanty zamoczone w winie (Cialo wraz z Krwia Chrystusa) i podawali reka wprost do ust. I tu mialabym identyczne zahamowania jak przy podawaniu tylko komunikantow do buzi, a mianowicie: karmienie mnie przez ksiezy, gdy ja pragne sama, jak ta Zosia Samosia, wlasnymi rekami przyjmowac Chrystusa. Jest tez problem higieny, wcale nie taki bagatelny. Ksiadz niemal wpycha mi Jezusa do ust w obawie przed wypadnieciem, a rece ma obslinione juz przez rzesze wiernych. Albo jest przeziebiony i co chwila podczas mszy wyciaga chusteczke do nosa. (Dobrze by to bylo, zeby Chrystus w przyjmowanej Eucharystii chronil przed grypa i wszelkimi wirusami). Poza wszystkim mam spore klopoty z przyuczeniem ksiezy do tego, ze jest taka jedna, dziwna wierna, ktora wysuwa rece podczas Komunii a nie jezyk. Cos uparta. Naprawde jestem jedyna taka w kosciolach, do ktorych uczeszczam tu w Polsce polnocno-wschodniej. I teraz nad tym pracuje.

Tak b-m, wyglądałoby to zapewne w ten sposób. Higiena jest kwestią umiejętności księdza, u OP rzadko który wpycha palce w usta (też tego nie lubię, fuj!). Kilka razy uczestniczyłam w mszach, podczas których podawano najpierw Ciało a potem Kielich, ale to były małe grupy komunikujących, więc szło to sprawnie. To naprawde wg mnie najmniejszy problem, ważniejsze jest to, żeby wszyscy mogli pic Krew Pańską.

Może to głupie, co napiszę pod Eli notką i Waszymi wszystkimi obserwacjami - ale to dopiero one zwróciły mi uwagę na problem. Komunia pod dwoma postaciami zawsze była dla mnie ogromnym wydarzeniem. Czy to na spotkaniach wspólnoty (należałam do OP3 na Freta), czy w Wielkie Czwartki. Wkurzało mnie też to, że na Służewie bracia przy ołtarzu sobie, a ludzie pod ołtarzem sobie, chociaż raczej przyjmowałam, że tak po prostu już jest. Dopiero Ela i Wy - komentujący - zwróciliście mi uwagę, że można to zmienić. W sumie sam Służew jest takim miejscem, gdzie powinno być inaczej, a nie jest, i jeszcze (z tego, co pisze Dom) występuje opór przed zmianami. Walczmy więc o to. W końcu też jesteśmy Kościołem.

Czytanie z dzisiejszej godziny czytań, III niedziela okresu wielkanocnego, jest akurat na temat :) Ten tekst pochodzi z ok. 150 r. i jest najdokładniejszym opisem Eucharystii w pierwszych wiekach chrześcijaństwa:
Z pierwszej Apologii chrześcijan św. Justyna, męczennika (rozdz. 66-67)
Albowiem nie przyjmujemy tego pokarmu jak zwykły chleb albo zwykły napój. Lecz jak za sprawą Słowa Bożego nasz Zbawiciel Jezus Chrystus stał się człowiekiem i przybrał ciało i krew dla naszego zbawienia, tak pokarm, który stał się Eucharystią przez modlitwę zawierającą Jego własne słowa, dzięki przemianie odżywia nasze ciało i krew naszą. Przekazano zaś nam w pouczeniu, że ów pokarm jest właśnie Ciałem i Krwią wcielonego Jezusa.
Apostołowie w napisanych przez siebie pamiętnikach, czyli Ewangeliach, podali nam, że takie przykazanie otrzymali od Jezusa, który wziął chleb, dzięki składał i rzekł: “To czyńcie na moją pamiątkę. To jest Ciało moje”. Podobnie też wziął kielich, dzięki składał i rzekł: “To jest Krew moja”. I rozdawał tylko im samym. Odtąd więc czynimy to samo na Jego pamiątkę, a zamożniejsi spośród nas wspierają tych wszystkich, którzy cierpią niedostatek, i tak zawsze stanowimy jedno. [...] Następnie powstajemy z naszych miejsc i modlimy się; po czym, jak to już powiedziano, gdy przestajemy się modlić, przynoszą chleb oraz wino i wodę, a ten, który przewodniczy, zanosi modlitwy dziękczynne, ile tylko może, a lud odpowiada “Amen”. Wreszcie wszystkim obecnym rozdaje się i rozdziela to, co się stało Eucharystią, nieobecnym zaś rozsyła się ją przez diakonów.

Bardzo interesujący temat. Na początku przepraszam, że ostatnio zaniedbałem się nieco z zaglądaniem tutaj, ale ten tydzień spędzam na licznych wojażach po kraju i do Rzymu wracam dopiero jutro. Zaległości obiecuję nadrobić niebawem.

Tymczasem kilka myśli “na gorąco”:
osobiście jestem wielkim zwolennikiem udzielania wszystkim Komunii świętej pod obiema postaciami. Rozumiem argumenty przeciw, czyli np. względy praktyczne (wydłużenie liturgii, potrzebę odpowiedniej ilości szafarzy itp.) czy też powoływanie sie na dogmat o Eucharystii (w każdej najmniejszej cząstce zawarta jest całość - Ciało i Krew, Dusza i Bóstwo Chrystusa); niemniej jednak uważam, że Komunia pod dwoma postaciami powinna być ze wszech miar zalecana i praktykowana.

Powody dla których tak uważam mogłyby swobodnie stać się kanwą jakiegoś dłuższego artykułu i dość trudno napisać o nich zwięźle w krótkim (siłą rzeczy) komentarzu. Chodzi przede wszystkim o nasze rozumienie i celebrowanie Eucharystii. Jeśli jest ona źródłem i szczytem, absolutnym centrum naszego życia, spotkaniem z Bogiem i braćmi, sakramentem jedności to: trzeba ją celebrować, a nie odprawiać; dobrze ją (i siebie) przygotować; nie czynić z niej jednego z wielu elementów codzienności… Jednym słowem - chodzi o odnowę liturgii i naszego o niej myślenia. A jednym z elementów tej odnowy jest niewątpliwie przywrócenie Komuni pod dwoma postaciami, która podkreśli jedność całej wspólnoty, nada bardziej uroczystego charakteru samemu momentowi Komunii, będzie wreszcie pełną realizacją słów Jezusa: “bierzcie i pijcie…”.

To w największym skrócie moja opinia. Mam nadzieję, że samemu uda mi sie kiedyś znaleźć nieco więcej czasu, by pogłębić nieco tę refleksję, tym bardziej, że studiuję akurat liturgię, więc temat jest mi wyjątkowo bliski. Wiem oczywiście jak sytuacja wygląda w parafiach i boleję nad tym, że w większości kościołów nic się w kierunku przywrócenia znaku Komunii pod dwoma postaciami nie robi… Dopóki jednak nie zmienimy naszego modelu duszpasterskiego (ten ciągle jest “trydencki” ;) i sposobu myślenia, dopóty niewiele w tej dziedzinie sie zmieni. Pozostaje nadzieja w małych ośrodkach odnowy (duszpasterstwa akademickie, zgromadzenia zakonne itp), które stopniowo tę odnowę będą wprowadzały…

PS. I jeszcze uspokojenie obaw higienicznych b-m: komunikowanie do ust, pomimo naszych zrozumiałych obaw i oporów nie przenosi chorób. Przekonałaem się, gdy przez wiele miesięcy niosłem Jezusa do szpitala, w tym na oddziały chorób zakaźnych i osób zarażonych HIV. Potwierdza to także praktyka kościołów unickich, gdzie komunikuje się łyżeczką…
Pozostaje oczywiście kwestia pewnej wprawy i delikatności szafarza przy podawaniu Komunii. Mnie udaje się czynić to bez kontaktu moich palców z ustami czy językami wiernych. Miałem jednak już takie sytuacje, kiedy osoby przyjmujace Komunię niespodziewanym ruchem głowy w przód niemal połykały moje palce wraz z Panem Jezusem… Okropne to doświadczenie :((( A co powiedzieć o wymalowanych ustach kobiet? Aż chciałoby się szepnąć “Panie Jezu, uwaga - świeżo malowane”… Że o spadających sztucznych szczękach już nie wspomnę…

Szymon, kochany jestes bardzo za to, że chciało ci się wrzucić komentarz :)
A model duszpasterstwa mam wrażenie, że sam nam się zmienia, bo ludzie głosuja nogami: idą do bardziej “nowoczesnej” parafii albo (niestety) nie ida wcale. To oznacza, że kościoły będą pustoszeć. Ale to juz inny temat, równie obszerny jak komunia sub utraque specie.

Jako przedstawiciel neokatechumenatu, w którym od pięciu lat przyjmuję Komunię pod dwiema postaciami muszę się również wypowiedzieć. Uważam, że Ela ma (jak zwykle) rację i popieram Miśkę, która chce zawalczyć o jakąś zmianę. W pełni jestem też przekonana, że jeśli my - świeccy - nie będziemy się odzywać, to kler na pewno o nas nie zawalczy i nic się nie zmieni przez najbliższe 2000 lat.
W razie czego możecie na mnie liczyć. :)

Właśnie wysłałam list do Gościa Niedzielnego, żebym potem nie pluła sobie w brodę, że nic nie zrobiłam… Może kiedyś, ktoś, coś… Dzięki, Kasiu, za wsparcie!

Jesteś cudowna, Miśko. Elu, błagam - popraw ten klar na kler, oczywiście, jak zwykle mi się śpieszyło…

Jak chciałaś , tak się stało :) pzdr!

Leave a response

Your response:

Kategorie