Tak można mniej więcej streścić stosunek krytyków chrześcijaństwa w pierwszych wiekach do praktyki spożywania Ciała i Krwi Pańskiej przez chrześcijan. Obecnie katolików krytykowanoby jedynie za kanibalizm. Ciekawa jestem z czego wynika wyraźna niechęć biskupów w Polsce do upowszechnienia komunii pod dwiema postaciami, bo nie sądzę, że z obawy przed krytykami Kościoła. Dla tych obecnie smakowitsze kąski stanowią skandale obyczajowe, kto by tam się babrał teologią czy liturgią.
A mi brak możliwości przyjmowania Krwi Pańskiej i z tego, co słyszę i widzę, nie jestem odosobniona. W zeszłotygodniowym Gościu Niedzielnym opublikowano list czytelnika opisująceego swoją tęsknote za takim przyjmowaniem komunii: pod dwiema postaciami. Sama na bezczelnego tak komunikuję u dominikanów, wiem, że tak udzielają komunii kapucyni na mszach konwenckich. A tymczasem nie ma ŻADNEGO teologicznego uzasadnienia praktyki komunii pod jedną postacią, są jedynie względy praktyczne (w tłoku łatwo rozlać Krew Pańską), które obecnie, po wprowadzeniu nadzwyczajnych szafarzy eucharystii (osób świeckich, które na stałe lub czasowo otrzymują taką posługę) można spokojnie ominąć.
Widzę dwa główne powody, żeby wrócić do tej formy eucharystii:
1. Jezus ustanowił komunie pod dwiema postaciami. DWIEMA. Praktyka Kościoła niszczy ustanowiony znak liturgiczny. Komunia pod postacią Chleba jest pełna, bo to Ciało Zmartwychwstałego, ale znak liturgiczny jest naruszony.
2. Ta praktyka zaostrza klerykalny obraz Kościoła: są ci lepsi, prawdziwsi chrześcijanie przy ołtarzu, co komunię przyjmują pod dwiema postaciami i plebs, który dostaje “tylko” Ciało. Na ten fakt zwróciła mi uwagę znajoma, która nawróciła się kilka lat temu i reaguje bardzo emocjonalnie na wszelkie przejawy wskazywania na wyższy status kleru (była bardzo antyklerykalna przed nawróceniem, teraz jej to wraca
). O ile biore poprawkę na jej drażliwość na tym punkcie, to nie mogę, niestety, odmówić jej słuszności.
Jakkolwiek wieloznacznie to zabrzmi – łaknę Krwi Pańskiej. Łaknę jej tak bardzo, że będąc świadoma, że moje przystępowanie do komunii z braćmi studentami może rodzić plotki, że do prezbiterium chodze na podryw, robiłam to i będę robić nadal. Nie potrafię dobrze i jasno uzasadnić dlaczego potrzebuję zachowania tego znaku. Może kiedyś to w pełni zrozumiem, nie wiem – wiem, że łaknę. Tak jak autor listu do Goscia Niedzielnego. Dlaczego ci, którzy mają mnie prowadzić w wierze, odmawiają mi tego, co tę wiare buduje?



