Na promocję książki Matki Teresy nie dotarłam, ale udało mi się wpaść na panel dyskusyjny dotyczący wizerunków Boga w kulturze. Posłuchałam sobie panelistów i przyszła mi do głowy myśl, że sztuki plastyczne, czy ogólnie wszelkie sztuki nie tylko kształtują wyobraźnię, ale też wyrażają obecne w mentalności danej epoki obrazy Boga, świata, duszy. W naszej kulturze jest mnóstwo kiczu a on rodzi się z powierzchowności: jeśli chcemy coś kontemplować, to rzeczy kiczowata szybko się znudzi a nawet zacznie denerwować swoją hałaśliwością. My biegniemy, uderza w nas mnóstwo bodźców, które z zamierzenia mają na siebie zwracać uwagę. Przez to są głośne, intensywne, często też wulgarne. Boga też postrzegamy naskórkowo i często jedynie dlatego jest obecny w naszym dyskursie, że pobożność katolicka stanowi element naszej kultury. Problem w tym, że często już nie czytamy symboli chrześcjańskich poza tymi najbardziej podstawowymi a nawet jeśli je czytamy, to nie dociera do nas głębia ich przesłania. Jest taki piękny wiersz siostry Agnieszki Kotei, albertynki (wrzuciłam go w Filokalia, pisał o nim pan Leszek A. Moczulski w eSPe 79) o tym, że świat woła o Bogu, każdy detal stworzenia śpiewa swoją prawdę o Nim. Sztuka sakralna też – tylko my nie słyszymy, nie widzimy.
Sztuka bez przestrzeni symbolu, czyli zakorzenienia w prawdzie musi skręcić w stronę kiczu, inaczej stanie się niema. I nasza sztuka sakralna często właśnie taka jest: niema lub kiczowata. Bardzo szkoda.