Sypany, bo z góry leci z rzadka takie małe białe, co mi wygląda na czyszczenie magazynów z zaległych zimowych opadów. Szaro i mrocznie, wspomnienie wczorajszego słonecznego poranka to historia z innej bajki.
A propos wspomnień: z tegorocznego Triduum został mi jeszcze jeden obraz. Wielkosobotni poranek, pustawy, cichy kościół. Przy ołtarzu kręcą się incognito* bracia przygotowujący bazylikę na Wigilię Paschalną. Przed ołtarzem stoi krzyż. Co jakiś czas ktoś wychodzi z ławek, zbliża się do krzyża i go całuje lub pod nim klęka. W pamięci została mi jedna postać: chłopak w czarnej skórzanej kurtce – podszedł i ucałował stopy Jezusa. Niezbornie, skrępowany wyraźnie faktem, że robi to samotnie, bez dodającego odwagi tłumu adorujących.
Czemu zwróciłam na niego uwagę? Bo od zawsze widok mężczyzny, który z własnej woli klęka, mnie szokował i jednocześnie budził zaufanie. Jeśli on potrafi się przyznać do swojej słabości, to będzie rozumiał także słabość innych. Jeśli uznaje, że istnieje Bóg, sam nie będzie próbował być bogiem. A to już bardzo dużo.
Zwłaszcza, że po Chłopaku w Czarnej Skórzanej Kurtce było widać, że ten gest samotnego podejścia do krzyża dużo go kosztował. To budzi szacunek…
* Przebrani za normalnych świeckich.


