Jest taka cisza, która wydarza się na granicy zdarzeń. Jakby Bóg dawał nam czas na oswojenie się z odejściem i do przygotowania się na nowe. To jest ten moment po pogrzebie i stypie, kiedy nie ma już nic więcej do załawienia i zrobienia, siada się przy pustym stole i dusza zastyga w wielki znak zapytania. Co dalej? To można dalej? To jeszcze jest jakieś życie, inne niż to znane dotąd? Dotychczasowe algorytmy działań, koniecznie uwględniające tego, kto odszedł, są już nieprzydatne.
Nie lubimy tej ciszy, jest niewygodna, dręczy pytaniami, na które nie widać odpowiedzi. Ale trzeba usiąść przy tym pustym stole, spojrzeć w oczy pozostałych, tak samo puste i tak po prostu zapłakać. Potem przejrzeć starannie ruiny tego, co przeminęło, zgarnąć pieczołowicie w tobołek to co ocalało i czekać. Czas przyniesie odpowiedź.
To błogosławiony czas. Czas rozoranego serca, w które Bóg właśnie rzuca swoje ziarno.
Napisane w Zapiski z redakcji | Tagi: teologia
