Archiwum dla marzec 20th, 2008

h1

Dzień Księdza

marzec 20, 2008

Gdybyście nie wiedzieli, Czytacze Moi Mili, dziś jest Dzień Księdza :)

Od razu zastrzegam, że jest to nazwa samozwańcza i Magisterium nie ma z nią nic wspólnego! Ale co nie zakazane, to dozwolone, więc czemu nie…

Dziś wieczorem rozpoczyna się Triduum Paschalne (triduum od łac. tres dies, czyli trzy dni) a więc msza (czy bardziej precyzyjnie: liturgia), która zaczyna się w czwartek a kończy w niedzielę rano. Na jej początku wspominamy Wieczerzę Pańską i związane z nią ustanowienie sakramentu kapłaństwa służebnego. No i stąd ten Dzień Księdza.

Jak zwykle mi się znów skojarzyło. Coś z czymś. Otóż polskie słowo “ksiądz” ma to samo źródło, co słowo “książę” a więc pojawiło sie przez skojarzenie z władzą i siłą, obojętnie: duchową czy społeczną. I to skojarzenie gdzieś podskórnie w polskim myśleniu trwa. I mąci.

Dzisiejsza liturgia jest kolejną szansą przypomnienia o tym, że święcenia przyjmuje się po to, żeby umywać innym nogi. Pod pojęciem “inni” mieszczą się ci, którzy są słabsi, zależni, i którzy już za chwilę mogą zdradzić tego, który do tych nóg się pochylił. 

I muszę przyznać, że znam takich księży. Naprawdę! Oni istnieją! Jak ksiądz, który uratował mi życie, bo zamiast mnie spławić (jak podeszłam do niego po nabożeństwie, to była już bardzo późna godzina), wysłuchał moich niezbornych opowieści o pogłębiającym się od dłuższego czasu smutku. Wysłuchał, kazał przyjść na drugi dzień po książkę i pomodlił się za mnie. Z perspektywy lat i przeczytanych książek wiem, że miałam wtedy głęboką depresję i byłam o krok od samobójstwa. Gdyby nie jego otwartość i przyjęcie mnie z moim “bagażem”, byłoby źle.

Albo ojciec, któremu się wypłakiwałam, że nie wiem, jak zabrać się za pisanie pracy: postawił do pionu, wykpił wygórowane ambicje i dał konkretne rady (w punktach :D ), co robić i w jakiej kolejności. Zadziałało.

O, i Ksiądz_Z_Psychiatryka (tam spowiada), poznany przy okazji pracy przy parafii. Człowiek o niesamowitym dystansie do siebie a jednocześnie z anielską cierpliwością wysłuchujący wciąż tych samych historii nałogowców, ich bliskich. Niosący w sobie tak wiele obrazów okrucieństwa i zła, a wciąż mający nadzieję i dający ją innym.

Znam ich wielu, tych jezusopozytywnych i z tej znajomości wyciągnęłam jeden wniosek: oni bardzo potrzebują modlitwy i gestów ludzkiej solidarności. Chociażby zauważenia przez innych, że to co robią, przynosi dobre owoce. Zostali ustanowieni dla wspólnoty, czyli dla nas. I jesteśmy za siebie nawzajem odpowiedzialni.

PS

Drogi Czytaczu, jeśli brak ci tu negatywnych przykładów, to zajrzyj na jakiekolwiek interentowe forum, tam znajdziesz ich masy (tych przykładów). Moją intencją przy pisaniu tego posta było wskazanie na to, że dobrzy księża istnieją nie tylko w książkach Jana Grzegorczyka ;)