Piękny dzień. Zapowiedź luźniejszego niż zwykle wieczoru i dwóch wolnych dni, które bez wyrzutów sumienia można przeznaczyć na życie towarzysko-prywatne. Dziś wieczorem wybieram się na adorację krzyża do dominikanów, ostatnią w takiej formie w tym roku.
Wyobraź sobie wnętrze gotyckiego kościoła, wysokie i oświetlone jedynie światłem w długim chórze znajdującym się zaraz za prezbiterium. Z tej przestrzeni światła wychodzi długa procesja zakonników w czarnych kapach z kapturami i śpiewając Salve Regina środkiem kościoła przechodzi do bocznej kaplicy. Kiedy w jej drzwiach znika idący na końcu ojciec, który prowadzi liturgię, gaśnie światło w chórze. Zapalają się za to dwa reflektory oświetlające ołtarz i stojący przed nim krzyż. Resztę wnętrza wypełnia ciemność. W niej brzmi przytłumiony śpiew dobiegający z bocznej kaplicy, narastający w miarę tego, jak procesja znów wraca do alejki na środku kościoła, którą przechodzi pod krzyż. Zakonnicy stają wzdłuż ławek, w dwóch rzędach a kantor podchodzi do krzyża i klęka przed nim a za nim pozostali. I zaczyna śpiew: powolne, tkliwe frazy śpiewanego po łacinie Kantyku o Męce Pańskiej św. Katarzyny z Ricci opowiadają o bólu i odrzuceniu Jezusa. Nie ma tam oskarżenia, jest tylko opowieść. W centralnej części utworu kantor śpiewnie ogłasza:
“A Jezus jeszcze raz zawołał donośnym głosem i oddał ducha”
Zapada cisza. “Misericordias Domini in aeternum cantabo…” Po chwili zabrzmi zadziwione i wciąż jeszcze niedowierzające: “On się obarczył naszym cierpieniem i dźwigał nasze boleści…”
I wreszcie początek ostatniej zwrotki: “Ocknij się, dlaczego śpisz Panie! Nie odrzucaj nas na zawsze!” – “Resurge, quarae obdormis Domine! Ne repellas nos in fine!”, które za kantorem powtarza echo zakonnego chóru, na którego głos kantor odpowiada tymi samymi słowami, ale o wiele bardziej skomplikowaną melodią, przypominającą swoją misternością o tym, że chorał wywodzi się ze śpiewu w językach. Wołanie, na które odpowiedź przyniesie Wigilia Paschalna. To już niedługo, już za tydzień.
I, żeby nie było za wzniośle anegdota z zeszłorocznej Wigilii Paschalnej. Było ok. godziny trzeciej nad ranem, kościół powoli pustoszał. Jeden z braci poszedł do Grobu coś sprawdzić. Podchodzi w swoim białym habicie, patrzy a tam stoją trzy kobiety i zaglądają do środka. Riposta nasunęła się sama: “Niewiasty, czego szukacie? Jego tu nie ma – zmartwychwstał!”. Wszystko pięknie i ewangelicznie, tyle tylko, że one zamiast pobiec z wieścią do apostołów, zaczęły się śmiać. Cóż za brak wyczucia chwili, no



