Archiwum dla marzec 7th, 2008

h1

A jednak słyszą!

marzec 7, 2008

Kilka dni temu w Wielkiej Brytanii rozpętała się dyskusja wokół syndromu postaborcyjnego, po tym, jak młoda malarka Emma Beck popełniła samobójstwo w tydzień poza usunięciu ciąży bliźniaczej podając jako powód targnięcia się na swoje życie właśnie dokonanie aborcji. Polecam zwłaszcza ostatni paragraf, w którym przytoczono wyniki badań psychiatrycznych, które mówią, że 80 % kobiet po dokonaniu aborcji doświadcza jej negatywnych skutków psychicznych (20 % tuż po zabiegu, 60 % około 3 miesiące później).

Czy nadal feministki bedą twierdzić, że aborcja jest dobrem dla kobiety? Pytanie (niestety) bynajmniej nie retoryczne. Poczekamy, zobaczymy.

h1

Słownik słów passe, literka o

marzec 7, 2008

OBOWIĄZEK

1. Konieczność zrobienia czegoś wynikająca z nakazu moralnego lub prawnego; też: to, co ktoś musi zrobić powodowany taką koniecznością.

2. daw.: praca w chrakaterze służącej

To jedno z najbardziej znienawidzonych przez mnie słów w dzieciństwie. Padało zawsze, kiedy z lenistwa lub zwyczajnej niechęci do konkretnej pracy pytałam, czemu mam coś zrobić: “To twój obowiązek!” Dorosłe życie postrzegałam jako rzeczywistość najeżoną tym pojęciem w sposób prawie uniemożliwiający jej przebrnięcie. A przeciez obowiązek, chociaż wymaga zaangażowania i pociąga za sobą wysiłek, nie jest zły. Gdzie więc leżał błąd w rozumieniu?

 Z perspektywy lat myślę, że w braku wskazania na motywację. To twój obowiązek i już! A tymczasem, to owszem - były moje obowiązki, ale nikt mi nie powiedział, że ich podejmowanie pociąga za sobą bardzo dużo pozytywnych efektów: uczę się cierpliwości, uporu w dążeniu do wyznaczonych celów, osiągam te cele, współdziałając z innymi i na ich korzyść sama mam prawo oczekiwać od nich wsparcia i pomocy. Dobrze rozumiane i wypełniane obowiązki budują wspólnotę, bo tworzą przestrzeń przewidywalnych i co więcej – pozytywnych wydarzeń, takich jak na przykład to, że jeśli ktoś obowiązkowy mówi, że gdzieś będzie o określonej godzinie, to tam wtedy jest lub uprzedza, że go nie będzie. To daje poczucie bezpieczeństwa i pozwala w miarę bezkolizyjnie funkcjonować.

Sytuacja idealna to taka, w której podejmowanie obowiązków jest motywowane miłością. To sprawia, że przestają być smętną koniecznością a stają się czymś oczywistym. Nadają życiu określony rytm i przez to budują jego sens. Zawsze istnieje wtedy ryzyko, że staną się sposobem na podbudowanie mojego ego (patrzcie, jaka/i jestem cudowny! jaki wspaniały!), ale na szczęście jest w nasze zycie wbudowany mechanizm, który temu bardzo skutecznie zapobiega: kryzys. Nic się nie chce, poszukujemy nowych buzerów, motywacja gdzieś zanikła – kto go przetrwa, wchodzi w nową przestrzeń rozumienia swoich zadań. I znów odnajduje bezpieczeństwo i radość. Do następnego kryzysu, oczywiście :)