Posted by: ewiater | marzec 5, 2008

Uwaga! Smęcę…

We wczorajszym newsletterze Zenitu był artykuł o skutkach aborcji. Chciałam już wrzucić tu filipikę na ten temat, nawet zabrałam się za jej pisanie, ale strona z nowym postem pozostała pusta - nie potrafię o tym pisać.

Za bardzo boli.

Boli szczególnie poczucie mówienia do ludzi, którzy są głusi, ale twierdzą, że słyszą. Znam osoby, ktore mają syndrom ocaleńca, wielu terapeutów z nim się styka w swojej praktyce zawodowej, ale oczywiście oficjalnie czegoś takiego nie ma. Jeszcze można zostać wyzwanym od ciemnogrodu, jeśli powie się, że aborcja przynosi także skutki w sferze psychicznej i to nie tylko u niedoszłej matki, ale także u jej dzieci i męża. Ostatnio byłam świadkiem sytuacji, kiedy znajomy dzieciak rzucił przy matce: “U nas w rodzinie brak jeszcze jednego syna!” i atmosfera nagle się zagęściła, bo on nie wie, że jego matka była w jeszcze jednej ciąży, ale wzięła leki wczesnoporonne. Prawdy o poronieniu nie zna, ale czuje brak.

Tylko jak mówić do ludzi, którzy dokonali aborcji i u których działa w związku z tym bardzo silny mechanizm wyparcia, żeby ich nie zranić, tylko otworzyć na prawdę? Skąd wziąć potrzebną do tego miłość, skoro jedyne co czuję, to bezsilna irytacja a potem chęć zaszycia się gdzieś z setką chusteczek higienicznych i przepłakania kilku godzin? Jestem w stanie przewidzieć konsekwencje wzrostu liczby aborcji zarówno w życiu jednostek, jak i całych społeczeństw, zresztą świetnie część z nich pokazuje wspomniany artykuł. Na szczęście Bóg wszystko może i jest Miłosierny a powiedziałabym, że nawet ma pewną wprawę w poprawianiu tego, co my demolujemy. Co więcej - wykorzystuje to nawet do wprowadzania innowacji! Pod warunkiem, że Go do tych zniszczonych przestrzeni zaprosimy. Chociaż zdecydowanie lepiej byłoby, gdybyśmy wysłali to zaproszenie zanim zaczęliśmy się bawić w Jasia Demolkę…

Odpowiedzi

“nie tylko u niedoszłej matki, ale także u jej dzieci i męża”,
… oraz u wszystkich bliskich ludzi.

Niedawno bylam swiadkiem rozmowy telefonicznej dwoch niedoszlych “babc” na temat nienarodzonego 10 lat temu dziecka! Jak widac 10 lat nie wystarczylo zeby ukoic bol, zapomniec, wyrownac brak wnuka…
Strasznie to smutna rozmowa byla.

No niestety :( Na szczęście Bóg takie zranienia leczy. Pamięć zostaje, ale nie ma już depresji i samooskarżania.

A moze strescilabys jednak ten artykul? Zajrzalam nawet do niego, ale nie znam tak dobrze angielskiego, wiec…
A co do aborcji, coz, nazywa sie ja zabiegiem, jak usuniecie krostki z nosa.
***
Wierze, ze kazdy czlowiek ma jakies zadanie tu na ziemi, jest przez Boga do czegos powolany; oodebranie wiec komukolwiek, zycia (a zwlaszcza takiemu komus, kto nawet nie rozpoczal swojej misji ziemskiej) jest takze czyms w rodzaju niszczenia planow Pana, burzenia harmonii tego swiata przez Niego zaplanowana. ubozenia mozliwosci jego (swiata) rozwoju

Też tak uważam, b-m a nawet widze czasem, jak brak dziecka, które sie poczęło i zostało usunięte, wpływa na np. destabilizację związku albo relacje w rodzinie. Trudno i darmo, trzeba mówić o tym, że jest to zabicie człowieka, ale czasem już brak cierpliwości na powtarzanie wciąż i w kółko tego samego.
Jak napisałam w poście nie mam sił na streszczanie tego tekstu. Zasadniczo powtarza on te same dane co zwykle, tyle, że w oparciu o nowsze badania (aborcja jako przyczyna raka piersi, depresji, samobójstw niedoszłych matek, zabijanie dzieci urodzonych w 5 miesiącu ciąży, które są w stanie już samodzielnie przeżyć, jeśli trafiłyby do inkubatora etc.). Czuję przez skórę, że cena, jaką przyjedzie tym ludziom zapłacić za to, co robią, będzie ogromna, ale jedyne co mogę zrobić to modlitwa. Zawsze możesz się dołączyć ;)

Podpisuję się obiema rękami pod tym, co napisałaś. Moje doświadczenia z kontaktów z osobami, które dokonały aborcji, są podobne. Trzeba się modlić.

Leave a response

Twoja odpowiedź:

Kategorie